Take-it-seriously

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
BLOG PRZENIESIONY NA http://that-boy-is-a-problem.blogspot.com/ TAM POJAWI SIĘ NOWY ROZDZIAŁ!
Tagi: INFORMACJA
03.07.2013 o godz. 13:33
Stanąłem przed jego domem i nerwowo zagryzłem dolną wargę. Ostatni raz zaciągnąłem się papierosem i rzuciłem niedopałek w bok. Wziąłem głęboki wdech i ruszyłem prosto do drzwi. Stanąłem przed drzwiami i zapukałem trzy razy. Nikt nie otwierał. Znowu zapukałem w końcu w drzwiach stanął zaspany Mike.
- Cześć - szepnąłem.
- Mam Cię zabić? Dopiero wstałem...przyjdź później - ziewnął i już zamykał drzwi, kiedy wsunąłem w nie nogę.
- Co jest kurwa? - warknął i otworzył drzwi.
- Chcę pogadać - powiedziałem dobitnie.
- Co mnie to obchodzi? Nie mamy o czym gadać. Jeśli chcesz żyć, to lepiej stąd idź - syknął.
- Tak to ma się skończyć? Tyle lat przyjaźni? - zakpiłem.
- Przez Ciebie moja siostra przeszła piekło, a teraz straciła pamięć - złapał mnie za koszulkę i wypchnął na schody. Szybko złapałem równowagę i poprawiłem ubranie.
- Myślisz, że mnie to nie boli? To moja dziewczyna! - krzyknąłem.
- To już nie jest Twoja dziewczyna - warknął.
- Kto tak powiedział, Ty? Ona ma prawie 18 lat! Sama decyduje o swoim życiu - zaśmiałem się.
- Tak...decydowała o swoim życiu, a teraz tego nie pamięta - pokręcił głową z obrzydzeniem.
- Będziemy tu stali i darli się na siebie, kto jest winny? - uniosłem brew. - Mogę się założyć, że Ciebie też obserwują psy. Chcesz, żeby dowiedzieli się więcej niż powinni?
Pokręcił głową i otworzył szerzej drzwi.
Wszedłem do środka i od razu skierowałem się do salonu, gdzie panował kompletny bałagan. Kiedy była tu Jessica, dom jako tak się trzymał, a teraz...jest po staremu.
- Co? - warknął. - Nie mam czasu na sprzątanie - podrapał się po głowie i usiadł na kanapie.
- Przyjaźnimy się od podstawówki...wiem, że to gówno było przeze mnie, chciałbym cofnąć czas, ale nie mogę...Rozumiesz, nie mogę! Gdybym wiedział, że tak się to wszystko potoczy, to nigdy nie kręciłbym do Twojej siostry - westchnąłem.
Mike spuścił głowę, sięgnął ręką po paczkę papierosów, wyciągnął jednego, wsadzi do buzi i odpalił. Zaciągnął się i spojrzał na mnie.
- On ją zgwałcił - szepnął. - Zgwałcił ją, żeby Tobie zrobić na złość - wrzasnął.
- Myślisz, że kurwa nie wiem? - krzyknąłem. - Myślisz, że mnie to nie boli? - przejechałem ręką po włosach i pociągnąłem za ich końce. - Codziennie mam to przed oczami! Codziennie! Wiem, że będzie jej ciężko, jeśli sobie przypomni, ale będę przy niej - szepnąłem.
- Ona tu nie wraca - zaśmiał się.
Spojrzałem na niego zszokowany.
- Co? - zmarszczyłem brwi.
- Nie pozwolę na to, żeby to gówno wróciło do niej. Jest dobrze, kiedy tego nie pamięta. Nie pozwolę jej tu przyjechać
- Będziesz stał na lotnisku i pilnował wejścia do Kanady? - zaśmiałem się.
- Jeśli będzie taka potrzeba, to tak..-wydął usta.
- Jesteś popieprzony.
- Och, nie tylko ja - zaśmiał się i zgasił niedopałek. - W dodatku...jeśli sobie nic nie przypomni, policja o wszystkim zapomni. - wzruszył ramionami.
- Nie, tego nie zapomną. Zginął Nick! - zaśmiałem się. - Co prawda...Jessica wyświadczyła przysługę wielu ludziom, ale policja będzie chciała wiedzieć co tak naprawdę tam się stało.
- To naprawdę ona go zabiła? - szepnął z niedowierzaniem.
- Mhm - kiwnąłem głową.
- Kolejne gówno, którego nie powinna pamiętać. Jest za młoda, żeby tyle przeżyć. To ją zabije - szepnął smutno. Dlatego tu nie wróci. Nie może. Nie może sobie tego wszystkiego przypomnieć - mruknął. - Gdybyś ją zobaczył tam...w szpitalu - westchnął smutno.
- Nie mogłem przyjść. Byłem w areszcie...
- I dobrze, bo bym Cię zabił - zakpił.
- Mike! Ja też ją kocham, ale proszę! Nie pozwól,żeby to stanęło nam na drodze! - westchnąłem. - Chcę odzyskać przyjaciela.
- Nigdy go nie straciłeś - mruknął. - Ale i tak mam ochotę Cię zabić. Nie potrafię Ci wybaczyć ot tak - wyrzucił ręce w górę. Potrzebuję czasu, żeby to wszystko sobie poukładać. Jeśli chcesz, żebyśmy się dalej przyjaźnili...musisz dać spokój mojej siostrze. Zapomnij, tak jak ona zapomniała.
- Mike!
- Justin! Skrzywdziłeś ją. Bardzo!
Zacisnąłem usta.
- Muszę już iść - szepnąłem i w pośpiechu wyszedłem z jego domu. Stanąłem na schodach i zaczerpnąłem powietrza. Mam wybrać, przyjaźń, a miłość. Nie, to jest popieprzone. Nie da się wybrać. Co oznacza tylko jedno...mam zostać sam...Nie potrafię...Jestem samolubny! Muszę mieć kogoś przy sobie. Za bardzo przywiązuję się do osób. Och, Boże! Bieber! Pieprzysz gorzej niż kobieta! Skarciłem się w myślach. Muszę iść się napić. To mi dobrze zrobi, może jakoś poukładam to sobie. Ruszyłem do domu, po drodze wyjąłem telefon i patrzyłem na książkę telefoniczną. Same imiona dziewczyn, pustych dziewczyn do pieprzenia. Które na pstryknięcie palcem klękną i nie będą o nic pytać...Wahałem się które imię wybrać. Musze się odstresować...Sex chyba każdego rozluźnia. Nie pamiętam już kiedy ostatni raz ktoś ssał mojego penisa! Odkąd jestem z Jessicą, tylko raz uprawiałem sex. Właśnie Jessica. Oddała mi to co najważniejsze...nie...nie zrobię jej tego. Nie mogę. Aż takim dupkiem nie jestem. W końcu wybrałem numer Christiana.
- Bieber? - spytał z nutką ulgi.
- Tak, mnie też wypuścili - zaśmiałem się.
- O co chodzi? - westchnął.
- Przyjedź do mnie. Musimy pogadać. Twoja siostra będzie mi potrzebna...
- Nie! Nie! Leila nie ma z tym nic wspólnego. Nie mieszaj jej, proszę. - mówił panicznie.
- Christian...tylko ona pomorze Jessice, kiedy dojdzie do siebie. Muszę wiedzieć co wtedy robić - westchnąłem.
- Dojdzie do siebie? O co chodzi?
- Ona nie pamięta tego - zacisnąłem powieki, przystając na chwilę.
- Jak to nie pamięta? - spytał zszokowany.
- Straciła pamięć
- Cholera! - mruknął.
- Mhm...potrzebuję Cię i Leile
- Boże, Justin! Nie chcę, żeby ona do tego wracała. Błagam!
- Christian...proszę...to ważne.
- Jezu! Porozmawiam z nią...-szepnął.
- Dzięki
- Ta - mruknął.
- Do zobaczenia za kilka dni,
- Cześć - rozłączył się.

*Jessica*

Po powrocie do domu od razu usiadłam przy laptopie. Zalogowałam się na facebook'u i zaczęłam szukać Cassie. Akurat była dostępna.
Ja:Hej - napisałam pierwsza.
Cassie:O Boże! Jessica! Cześć! Jak się czujesz? ♥
Ja:W porządku...mam pytanie -zagryzłam dolną wargę.
Cassie:Mhm? Jakie? ;>
Ja:Czy...paliłyśmy kiedyś trawkę? - zrobiło mi się piekielnie gorąco. To pytanie wierciło mi dziurę w brzuchu przez resztę dnia. Musiałam o to zapytać. Co jeśli mi się przypomina? Ale...czy ja chcę, żeby mi się przypomniało. Wszyscy mnie przed tym ostrzegają.
Cassie:Boże! Nie wierzę! Przypomina Ci się? Co prawda nie od tej strony co powinno, ale zawsze to jakiś początek! TAK PALIŁYŚMY RAZEM TRAWKĘ! POD MOIM DOMEM! Pokłóciłam się wtedy z Lucacem! Boże, tak się cieszę, że Ci się przypomina! Zaraz napiszę do dziewczyn! xx
Ja:To dziwne uczucie...
Cassie:Nie wątpię! Pisz jeśli znowu Ci się coś przypomni!!
Ja:Na pewno to zrobię. - zamknęłam laptopa i opadłam plecami na łóżko, uśmiechając się do siebie. Pierwsze wspomnienie z Kanady! Boże! Uśmiechałam się do siebie jak głupia! To chyba dobry początek. Powiedzieć o tym mamie? Mike'owi? Bawiłam się materiałem bluzki, kiedy usłyszałam mamę krzyczącą z dołu.
- Jessica! Chodź na obiad!
Wstałam z łóżka, cała w skowronkach i zeszłam na dół. Nie mogłam dłużej wytrzymać, pobiegłam do rodziców i krzyknęłam.
- Przypomina mi się!
Rodzice pobledli.
- C-co się stało? - mój entuzjazm tak szybko jak się pojawił tak samo się ulotnił.

JEJ! BEZSENSOWNY ROZDZIAŁ, ALE MUSZĘ SIĘ TAKIE TRAFIĆ, ŻEBY KOLEJNE BYŁY DOBRE. DZIEWCZYNY, BARDZO MI ZALEŻY NA WASZYCH KOMENTARZACH. WIEM, ŻE JESTEŚCIE LENIWE, ALE POSTARAJCIE SIĘ. ;/ DO NN:*
ASK
TWITTER
DRUGI BLOG
Tagi: rozdział 36
26.06.2013 o godz. 02:16
Siedziałam na łóżku i zastanawiałam się ile rzeczy nie pamiętam...Minęło już trzy tygodnie odkąd wyszłam ze szpitala. Najśmieszniejsze jest to, że budzę się i widzę w lusterku zupełnie inną osobę. Muszę przyznać, że schudłam. Chyba zacznę akceptować siebie. Mam jeszcze na twarzy lekkie sińce. Przyjechałam do Kanady do Mike'a i na imprezie wybuchła jakaś bójka. Gdyby nie Mike, nie wiadomo co by ze mną teraz było. Dobrze, że tego nie pamiętam, bo kiedy byłam w szpitalu wyglądałam okropnie. Nie mogłam na siebie patrzeć. Cała twarz popuchnięta, zadrapana i sina. Przez kilka dni nie mogłam chodzić. Brzuch cholernie mnie bolał, prawdopodobnie musiałam w niego dostać. Czuję, że oni mi czegoś nie mówią. Mina Mika kiedy zobaczył mnie pierwszy raz...i o jakiego Justina chodzi? Kogo on chce zabić? Pokręciłam głową, żeby odgonić te ciężkie myśli. Nie wiadomo czy wróci mi pamięć, są na to małe szanse, sama muszę do tego dojść. Po chwili usłyszałam krzyk mamy z dołu.
- Idę! - odkrzyknęłam.
Zbiegłam na dół i ujrzałam Kyle'a.
- Kyle! - pisnęłam szczęśliwa. Kyle wie, że straciłam pamięć i postara się jakoś mi pomóc. Włożyłam szybko buty i byłam gotowa do wyjścia.
- Do zobaczenia później - posłałam mamie uśmiech. Złapałam chłopaka za rękę i wyszliśmy z domu.
- Kyle...przepraszam...wiesz wtedy na imprezie, że na Ciebie nakrzyczałam. Nie miałam powodu - mruknęłam, patrząc na nasze spleciona dłonie.
- Spokojnie, kochanie. To było dawno - uśmiechnął się. - Najważniejsze jest co jest teraz - cmoknął mnie w głowę.
- Mamy do nadrobienia prawie rok - zaśmiał się. - Układało nam się coraz lepiej, naprawdę - uśmiechnął się.
- Co robiłam w Kanadzie? - spytałam, marszcząc brwi.
- Pojechałaś odwiedzić brata - jego uśmiech lekko zbladł.
- Um...cały czas ktoś mówi o jakimś Justinie. Pewnie mówiłam Ci coś o nim? Kto to? - spojrzałam na niego.
Kyle lekko się spiął i zacisnął szczękę.
- Kyle? Kim jest Justin? - zmarszczyłam brwi.
- Justin? huh - wypuścił powietrze z ust i lekko się zaśmiał. - Ten dupek kiedy był pijany pobił Cię na imprezie. To chyba kumpel Twojego brata. - zakpił.
- Dlaczego miałby mnie ktoś pobić? Wiem, że wybuchła bójka i oberwałam kilka razy....
- Mówiłem, był pijany i na dragach - warknął. - skurwysyn - przeklął pod nosem i mocno mnie do siebie przytulił.
Głośno westchnęłam na nowe informacje, ale dalej nic nie pamiętam.
- Gdzie idziemy? - zagryzłam dolną wargę
- Do Riah - uśmiechnął się.
- Och, stęskniłam się za nią. Co u niej?
- Sama zobaczysz - puścił mi oczko.
Po chwili byliśmy już pod domem Riah. Zapukaliśmy i czekaliśmy aż ktoś nam otworzy. W końcu w drzwiach stanął Ethan.
- Jessica?! - spojrzał na mnie zaszokowany.
- Cześć Ethan - chciałam podejść i go przytulić, ale Kyle szybko ścisnął mi rękę, więc stanęłam w miejscu.
- Cześć - przywitał się Kyle z Ethanem tym męskim uściskiem. Och, więc on może, a ja nie?
- Wchodźcie - uśmiechnął się i otworzył szerzej drzwi. - Cholera, dobrze was razem widzieć. - wyszczerzył się.
Uśmiechnęła się lekko i weszliśmy do domu.
- O Boże, Jessica! W końcu! - pisnęła Riah i szybko do mnie podbiegła, mocno mnie ściskając, an co jęknęłam.
- O jej, przepraszam, zapomniałam. Jak się czujesz? - spytała, lustrując mnie wzrokiem.
- W porządku, ale mam jeszcze siniaki - zagryzłam wargę.
- Kyle, cześć. Miło Cię widzieć - uśmiechnęła się brunetka i mocno uściskała chłopaka.
- Cześć - mrugnął do niej.
- Naprawdę nic nie pamiętasz? - spytał Ethan.
- Pamiętam tylko sobotnią imprezę, kiedy pokłóciłam sie z Kylem, ta na plaży - zagryzłam wargę.
- Och...trochę Cię ominęło - zaśmiał się.
- To co robimy? - westchnął Kyle.
- Mamy coś świeżego - uśmiechnęła się znacząco Riah.
Przewróciłam oczami, kiedy zorientowałam się o co im chodzi.
- Serio? Myślałam, że gdzieś wyjdziemy... - mruknęłam.
- Spokojnie, kochanie. Zaraz się wyluzujesz - uśmiechnął się Kyle i cmoknął mnie w głowę.
Zacisnęłam usta w wąską linię i poszliśmy wszyscy do drugiego pokoju.
- Ale ja chyba nigdy z wami nie paliłam, co? - zagryzłam dolną wargę.
- Nie - zaśmiała się Riah. - Ale teraz możesz spróbować - puściła mi oczko.
- N-nie, dzięki - zająkałam się.
- Skarbie, może akurat Ci się coś przypomni - uśmiechnął się Kyle i mocniej mnie przytulił.
- Właśnie! Kyle ma racje! - krzyknął Ethan.
- Też tak myślę - poparła ich Riah.
Zagryzłam dolną wargę.
- Nie chcę...- powiedziałam niepewnie.
- Och, chociaż spróbuj - zaśmiał się Kyle.
Zagryzłam wargę i patrzyłam na nich niepewnie. Riah w tym czasie kręciła blanta. Po chwili wsadziła go do ust podpaliła, zaciągnęła się i opadła plecami o oparcie kanapy.
- Kurewsko dobre - uśmiechnęła się i zaciągnęła się jeszcze raz, po czym podała jointa Ethan'owi. Chłopak zaciągnął się dwa razy i podał go Kyle'owi. Zapach palonego zioła powoli doszedł do moich nozdrzy, na co się skrzywiłam. Kiedy wziął dwa buchy, skierował się do mnie.
- Teraz, przechyl głowę w prawo i otwórz usta - polecił.
- Ja nie chcę - pokręciłam głową.
- Spróbuj...to fajne - uśmiechnął się. Pogłaskał mój policzek i powoli przechylił moją głowę w prawo, a sam pochyliła się w lewo. Zaciągnął się jointem i powoli wypuścił dym wprost do moich ust. Szybko zaczęłam go wciągać, na co od razu zaczęłam kaszleć. Wszyscy wybuchnęli śmiechem, a ja nie mogłam oddychać. Pobiegłam do kuchni i zaczęłam pić wodę z kranu. Kilka razy odkaszlnęłam i złapałam się za serce, ciężko oddychając. Otarłam usta i wróciłam do nich. Po niecałych 15 minutach wszyscy byli zjarani, a ja czułam coś dziwnego. Nie wiem...jakbym już kiedyś to paliła...Próbowałam sobie coś przypomnieć, ale to na nic. Było gdzieś głęboko zakopane w mojej głowie. Przymknęłam oczy i starałam się coś sobie przypomnieć. Powoli zaczęła boleć mnie głowa, czułam się ociężała i śpiąca. Po chwili pojawił się jakiś błysk. Następny, następny, zaraz ja i Cassie. U niej pod domem w Kanadzie. Paliłyśmy zioło. Szybko nabrałam powietrza do płuc i szeroko otworzyłam oczy, ciężko dysząc.
- Cholera, ale masz odlot - zaśmiał się Ethan.
- A wzięłaś tylko jednego bucha - parsknął Kyle.
Serio paliłam? Nieee..to po prostu wytwór mojej wyobraźni. To nie stało się naprawdę. Popatrzyłam na każdego z osobna i znowu oparłam się o oparcie, starając się unormować swój oddech.

*Justin*

Nie rozumiem jak to mogło wymazać się ot tak w jej mózgu. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że wróciła do domu i nie wiadomo czy tu wróci. Co ja siebie oszukuję! Na pewno tu nie wróci. Po tym co ją spotkało! W życiu! Rodzice jej nie puszczą. Straciłem wszystko. Najlepszego przyjaciela i dziewczynę. Czy może być jeszcze coś gorszego? Spojrzałem na telefon, na którym było nasze wspólne zdjęcie. Zacisnąłem mocno szczękę, nadal nie mogąc dopuścić do siebie wiadomości, że to koniec. Żyć mi się odechciewa. Psy ciągle za mną latają, Caitlin znowu się przyczepiła. Nic nie mogę robić. Pokręciłem głową, wstałem i ruszyłem do drzwi. Odkąd wyszedłem nie widziałem się z nikim. Cały czas przesiaduję w domu. Chyba, że trzeba iść po zakupy. Muszę pogadać z Mike'iem. Muszę mu to wytłumaczyć. Prawdopodobnie będzie chciał mnie zabić, ale...nie zależy mi już na niczym oprócz chłopaków i Jessici, a skoro tego nie mam...to chyba wszystko wiadomo. Wsadziłem ręce w kieszenie dżinsów i szedłem prosto do domu Mike'a.


MIŁO BY BYŁO GDYBYŚCIE ZACZĘŁY KOMENTOWAĆ ROZDZIAŁ. 9 KOMENTARZY NA 51 OBSERWUJĄCYCH? ;>
Tagi: rozdział 35
15.06.2013 o godz. 21:47
- M-mamo? Co się stało? - zmarszczyłam brwi. - Gdzie jest Kyle?
- Mogę państwa prosić na chwilę? - lekarz zwrócił się do moich rodziców.
Obydwoje kiwnęli głowami i wyszli z sali.
O co chodzi? Gdzie jest Kyle? Gdzie ja jestem? Chciałam wstać, kiedy poczułam ogromny ból w podbrzuszu. Syknęłam i złapałam się za obolałe miejsce. Po chwili do sali wpadł...Mike?!
- Mike? - szepnęłam zdziwiona.
- Boże, Jessica! Jak Ty wyglądasz - podszedł do mnie i mnie przytulił. - Tak mi przykro - szepnął w moją szyję. - Obiecuję Ci, ze Justin już się do Ciebie nie zbliży.
- Co?! Jaki Justin? Mike! Co Ty tu robisz? Jak ja wyglądam? - Spytałam zszokowana
- Jessica? - spojrzał na mnie podejrzliwie.
- Co ja tu robię?
- Nic nie pamiętasz? - otworzył szeroko oczy.
Przełknęłam powoli ślinę i niepewnie pokiwałam głową.
- Cholera, zabiję ich wszystkich - podniósł się, zmierzwił włosy i pociągnął za ich końce.
- Jessica, przepraszam - spojrzał na mnie z bólem w oczach.
- Mike? Za co przepraszasz? Co się stało? - w moich oczach pojawiły się łzy. - Czy z Kyle'em wszystko dobrze? - zagryzłam dolną wargę.
Do sali weszli rodzice.
- Mamo, co mi jest? Co z Kyle'em? - podniosłam się, ale zaraz znowu się położyłam, przez ból.
- Nie przemęczaj się dziecko - podeszła do mnie mama.
- Mamo, przepraszam - szepnął Mike.
- Cholera o co chodzi? - krzyknęłam. Wszyscy spojrzeli na mnie zaszokowani.
Ojciec przełknął ślinę i usiadł przy moim łóżku.
- Skarbie...-zaczął niepewnie.
- Tato, mów! - krzyknęłam ze łzami w oczach.
- Miałaś wypadek...straciłaś pamięć - westchnął.
- Co? - spojrzałam na niego zaszokowana. - Jaki wypadek?
Wtedy do pokoju weszła....policja? O co w tym wszystkim chodzi.
- Dzień dobry. Nazywam się Oficer James Stones, a to mój kolega Kyle Brown. Chcielibyśmy zadać Ci kilka pytań - powiedział wysoki mężczyzna w mundurze, lustrując mnie wzrokiem.
- Nie możecie, nic nie pamięta - szepnęła matka.
- Sami się o tym przekonamy. Proszę opuścić to pomieszczenie - powiedział drugi policjant.
Wszyscy posłusznie wyszli. Mężczyźni podeszli do mojego łóżka i dokładnie mi się przyglądali.
- Dobrze, więc...co wydarzyło się...- nie dokończył kiedy do sali wszedł zdenerwowany lekarz.
- Proszę zostawić moją pacjentkę w spokoju. Nadal jest w szoku, ma tymczasową amnezję - powiedział, unosząc wysoko brodę.
Oficer Stones pokręcił głową i warknął coś pod nosem.
- Jeszcze tu wrócimy. Do zobaczenia Jessico - i obydwoje wyszli.
- Jak się czujesz? - spytał lekarz.
- Który dzisiaj mamy.
- 12 maja 2013
- Co? - zaczęłam ciężko oddychać.
- Spokojnie, spokojnie - mężczyzna szybko do mnie podszedł.
- Nie, niemożliwe. Jak? - zaczęłam się dusić, obraz powoli mi się zamazywał, słyszałam stłumiony głos lekarza, a po chwili była już ciemność. Znowu!

*Justin*

<<Po tygodniu>>
- Yo, Ry! - powiedziałem do słuchawki.
- Bieber, co jest?
- Co z Jessicą? - zagryzłem dolną wargę, opierając sie o telefon, zawieszony na ścianie.
- Stary, nie jest dobrze.
- To znaczy? - spytałem, bojąc się co mogę zaraz usłyszeć.
- Nic nie pamięta
- Może to i lepiej - westchnąłem z ulgą, że nie pamięta tego gówna.
- Nie rozumiesz...ona Ciebie nie pamięta...Znaczy tego, że...że byliście parą. Nic nie pamięta z tego co tu się stało. Jakby w ogóle nie wróciła do Kanady
- Co? - krzyknąłem.
- Bieber, cicho! Czas Ci się kończy - warknął strażnik.
- Mówiłem, że nie jest dobrze - szepnął. - Mike chce Cię zabić. Stary, nie wiem co robić. Co się z Tobą dzieje?
- Siedzę na śledczym. Nie wiem kiedy mnie wypuszczą. Ale jeśli Jessica nic nie pamięta, to pewnie niedługo - przymknąłem oczy, zastanawiając się nad Jessicą. - Kurwa, nie mogła stracić pamięci - warknąłem.
- Podobno jej organizm nie wytrzymał tak dużego szoku, czy coś takiego. Wiem tylko tyle co Mike mi opowiedział, Jessica już wyjechała - szepnął.
- Co? Gdzie wyjechała? - od razu się wyprostowałem, a serce podeszło mi do gardła. Nie mogę jej stracić.
- Wróciła do Nowego Jorku. - westchnął. - Przykro mi.
- Co? Niemożliwe. Kiedy wraca?
- Justin...nie jestem pewien, czy ona jeszcze wróci
- Kurwa...
- Bieber. Kończ! - warknął strażnik.
- Muszę kończyć. Do zobaczenia. Trzymaj się.
- Siema, też się trzymaj - pożegnał się, po czym odłożyłem słuchawkę.
- Już - szepnąłem.
Byłem całkowicie podłamany. Ona nie mogła wyjechać...nie mogła mnie zostawić...nie mogła mnie ZAPOMNIEĆ. Może i zachowuję się samolubnie, bo lepiej dla niej, że nie pamięta tego wszystkiego, ale...kurwa! Ja ją kocham! Pierwszy raz pokochałem tak dziewczynę! I teraz mam ją stracić? Nie, będę walczyć! Niedługo stąd wyjdę i odzyskam ją!
Boję się co się stanie, kiedy jej wróci pamięć. Bo wróci jej pamięć, prawda?

BOŻE, PRZEPRASZAM ZA TAK GÓWNIANY ROZDZIAŁ. DO NN ♥
Tagi: rozdział 34
02.06.2013 o godz. 22:47
*Justin*

Staliśmy nieruchomo i patrzyliśmy na Jessice.
- Skarbie! Błagam! Będziesz tego żałowała! My się tym zajmiemy, ale musisz rzucić pistolet - krzyknąłem
- Nie - szepnęła, zamknęła oczy po czym strzeliła. Trafiła. Kurwa mać!
- Kurwa, Jessi! Jessica - rzuciłem się do niej, ale Manuel był szybszy i szybko ją złapał, zanim upadła.
- POLICJA! - doszedł do nas krzyk z dołu.
Wziąłem szybko broń, wytarłem ją dokładnie, po czym mocno zacisnąłem na niej rękę.
- Jak by co, to ja strzelałem - szepnąłem do Manuela.
Już miałem brać od niego Jessice, kiedy do pokoju wpadła policja, a zaraz za nimi sanitariusze.
- Rzućcie broń - krzyknął jeden mężczyzna, celując w nas bronią.
Rzuciliśmy broń jak kazali.
- Na ziemie i ręce nad głową - rozkazał.
Klęknąłem i dałem ręce nad głowę. Spojrzałem na Jessice i aż mnie w sercu zabolało, boję się jak ona sobie z tym wszystkim poradzi. Sanitariusze powoli podeszli do Manuela i zabrali od niego dziewczynę. Ułożyli ją na noszach i sprawdzali oznaki życia.
- Zemdlała - powiedział jeden.
- Ty bystrzaku! - warknąłem. To chyba oczywiste było, że zemdlała? Sanitariusz spojrzał na mnie wrogo i wyszedł razem z drugim, niosąc Jessicę. Jechałem ze nimi wzrokiem, aż zostałem brutalnie pchnięty na podłogę. Moje ręce zostały pociągnięte do tyłu, aż syknąłem z bólu.
- Masz prawo zachować milczenie. W przeciwnym razie, wszystko co powiesz, może zostać przeinaczone i wykorzystane przeciwko Tobie. - policjant odczytał mi prawa i zakuł w kajdanki. To samo zrobili z Manuelem.
- Dzięki - szepnąłem do chłopaka. Nie wiedziałem, że największy wróg okaże mi takie wsparcie.
Manuel kiwnął głową i uśmiechnął się lekko. Wtedy zostałem pociągnięty w górę, już mieliśmy wychodzić, kiedy do pokoju wpadł Mike i z całej siły uderzył mnie w nos.
- Ty skurwysynie! Nie daruję Ci tego! Masz się nie zbliżać do mojej siostry! - wykrzyczał, już po chwili został wyprowadzony z pokoju przez innego policjanta, a my zaraz za nim. Pociągnąłem nosem i czułem, że jest złamany. Pokręciłem głową i rozejrzałem się dookoła. Policjanci zakuwali ludzi Nicka i Cristiana. Wyprowadzili mnie na zewnątrz, gdzie panował istny chaos. Policja, karetka, Mike z rodzicami, ludzie Manuela. Mike cały czas wędrował za mną wzrokiem, posyłając mi mordercze spojrzenie, a jego ojciec cały czas pocieszał swoją żonę. Wszystko spieprzyłem.
- Doigrałeś się Bieber - zaśmiał się policjant.
- Nic na mnie nie macie - splunąłem i zostałem wepchnięty do radiowozu, a zaraz po mnie Manuel.

Zeznania
- Teraz opowiedz mi jak zabiłeś Nicka - siedziałem w sali, w której jedna cała ściana była lustrem. Na samym środku był stół i dwa krzesła.
Przewróciłem oczami i rozsiadłem się wygodnie na krześle.
- I tak nic na mnie nie macie - zakpiłem.
- To się okaże. Jest świadek.
- Kto? - prychnąłem.
- Samuel
- Nie znam żadnego Samuel'a - zaśmiałem się.
- Prawie go zabiłeś, tam na górze
- Och...- westchnąłem.
- Jeszcze zostaje dziewczyna, której Bóg wie co, chcieliście zrobić - syknął.
- Nie mieszajcie jej do tego, ona nie ma z Tym nic wspólnego
- To ciekawe co tam robiła - teraz to on się zaśmiał z wygranej. - Podobno jest w ciężkim szoku.
Zacisnąłem mocno szczękę.
- Więc?
- Zabiłem Nicka, broniłem się.
- Wiemy, że nie Ty go nie zabiłeś, ale odpowiesz za inne morderstwa i usiłowanie morderstwa.
- To ja go zabiłem. W bronie własnej.
- Uważasz mnie za głupiego? Gdybyś go naprawdę zabił, nie przyznałbyś się do tego.
- Tym razem jest inaczej
- Może chcesz kogoś chronić? - zaśmiał się, pochylając się nad stołem.
Starałem się nie stracić nad sobą panowania, więc zaciskałem pięści i rozluźniałem dłonie.
- Kyle - do pomieszczenia wszedł policjant, który jako jedyny nie był tu skurwielem.
Mężczyzna pokiwał głową i wyszedł.
- James - kiwnąłem głową do mężczyzny trzymając w dłoni kawę.
Policjant podszedł do mnie, wziął dyktafon i go wyłączył.
- Sprawa wygląda tak. Zrobiliśmy już odciski palców. Do Nicka strzelano z jednej broni, na której były odciski Twoje i Hastings'owej. Przyznasz się, to uchronisz swoją dziewczynę. - szepnął, pochylając się nade mną.
- Ok - kiwnąłem.
James z powrotem włączył dyktafon i usiadł po drugiej stronie stołu.
- Więc opowiedz jak to było - powiedział, upijając łyk kawy, uważnie mi się przyglądając.

*Jessica*

Słyszałam jakieś głosy, ale nic nie widziałam. Kiedy już słyszałam coraz wyraźniej znowu zapadałam się w jakąś dziurę. Tak było w kółko.
Znowu słyszałam te głosy, ktoś coś mówił, ale nie słyszałam zbyt dobrze. Starałam się zrobić wszystko, by zobaczyć co się dzieje. W końcu czułam, że jestem coraz bliżej.
- Jessica, kochanie. Obudź się. Proszę - ktoś szlochał.
Lekko uchyliłam powieki, obraz był zamazany.
- Obudziła się! - ktoś krzyknął kilka razy i zaraz zrobiło się jakieś zamieszanie.
- Jessica? Słyszysz mnie? - ktoś spytał.
Zamrugałam kilka razy i zobaczyłam przed sobą lekarza.
- Mrugnij dwa razy na tak, raz na nie.
- wody - wychrypiałam.
Od razu do moich ust, została przyłożona szklanka wody. Szybko wypiłam całą zawartość i odetchnęłam z ulgą. Lekarz poświecił mi latarką po oczach, po czym coś zapisał.
- Jak masz na imię? - spytał
- Jessica - szepnęłam.
- Na nazwisko?
- H-Hastings - odkaszlnęłam.
- Wiesz jaki dzisiaj jest dzień? - spytał.
- Sobota
Lekarz pokręcił głową.
- Co ja tu robię?
- Co mamy za miesiąc?
- kwiecień.
Lekarz znowu pokręcił głową - co ostatnie pamiętasz? - spytał marszcząc brwi.
Rozejrzałam się przerażona i zobaczyłam zmartwioną mamę, a obok niej stał tata.
- Byłam...na imprezie...z Kyle'em. Na plaży. Pokłóciliśmy się, trochę wypiłam i...-urwałam, bo dalej nic nie pamiętałam.
- Chryste - ryknęła mama, tuląc się do ojca.

TAK, JESSICA STRACIŁA PAMIĘĆ. ZNIKNĘŁO JEJ KILKA MIESIĘCY ŻYCIA.
Tagi: rozdział 33
25.05.2013 o godz. 00:27
ZBOCZONY BLOG! TŁUMACZENIE MILLION DOLLAR BABY http://www.photoblog.pl/mdbtlumaczenie nIE PODAJE HASŁA! PISZCIE DO TŁUMACZEK
Po chwili otrzymałem adres. Podszedłem do łóżka i wyjąłem spod niego czarną torbę podróżną.
- Przygotujcie się - rozkazałem.
Odpiąłem torbę i zacząłem wykładać broń na łóżko. Każdy wziął swoją ulubioną broń. Wziąłem dwa pistolety, jedne schowałem z tyłu za spodniami, a drugi miałem pod kurtką, oraz nóż, który schowałem do kieszeni kurtki.
- Idziemy - syknąłem i ruszyliśmy wszyscy do samochodu. Usiadłem z tyłu i odpaliłem papierosa.
- Tu masz adres - powiedziałem, podając telefon Cristianowi.- I rusz się - warknąłem wydmuchując dym.
- Zabije skurwysyna - zaśmiałem się nerwowo.
Nie mogłem jasno myśleć, w głowie cały czas miałem Jessice i to co jej zrobił Nick.
- Manuel już tam jedzie? - spytał Bruce
- Ta, ale i tak będziemy tam pierwsi.
- A co...z tym jej bratem? - spytał Cristian, dociskając pedał gazu.
- Zadzwonię jak będzie po wszystkim. On nie może się w to mieszać. Ktoś musi zostać Jessice w razie czego
- ''W razie czego''? - Bruce odwrócił się na siedzeniu.
- Skąd mam wiedzieć co tam na nas czeka?
- Nie, Bieber. Wyjdziemy z tego bez szwanku - warknął Bruce.
- Ta...-mruknąłem i wyrzuciłem niedopałek przez lekko uchylone okno.
- To jest na pewno dobry adres? - spytał Cristian.
- Taki mi wysłał Manuel - syknęłam i wychyliłem się, żeby sobaczyć co się dzieje.
- Tu nic nie ma. Zwykłe pole.
- Jedź, to na pewno tutaj.
Jechaliśmy jakąś dobrą chwilę, aż przed nami wyłonił się stary budynek.
- Mówiłem! - zacisnąłem pięści.
Pojechaliśmy w bok, gdzie było pare drzew i zaparkowaliśmy tam samochód. Wysiedliśmy, cicho zamykając drzwi.
- Bieber, myśl co robisz. - szepnął Cristian.
- Nie robimy tego pierwszy raz - zaśmiałem się.
- Tak, ale...pierwszy raz robisz to dla kogoś
Zacisnąłem mocno szczękę i dalej szliśmy w ciszy.
- Jak wchodzimy? - szepnął Bruce.
- Ja idę przez piwnice - powiedział Cristian, patrząc na klapę od piwnicy.
- Ja od góry
- Dobra, to ja idę od kuchni - szepnął Bruce i od razu się rozdzieliliśmy.
W połowie zgięty pobiegłem za budynek.
- Cholera - mruknąłem do siebie, nie wiedząc jak wejść.
Podszedłem do rynny i złapałem się jej, prawą nogę zgiąłem i ułożyłem w niewielkim zagłębieniu budynku, po czym wszedłem, a dalej już samo szło. Wszedłem przez stare, otwarte okno. Rozejrzałem się dookoła i nikogo nie zauważyłem. Wszyscy siedzieli chyba na dole. Skrzywiłem się, kiedy smród stęchlizny dotarł do mich nozdrzy. Zakryłem dłonią nos i szedłem po cichu przez korytarz, nasłuchując głosów. Nagle *PUF* Usłyszałem strzał i zaraz przewracane meble. Otworzyłem szeroko oczy i szukałem, czy ktoś tu nie ucieka, nagle z jakiegoś pokoju wyszedł Nick. Teraz straciłem kontrolę nad swoim ciałem. Nie wiedziałem co się dzieje. Wepchnąłem go z powrotem do pokoju.

*Jessica*

- Ej - ktoś zaczął mną szturchać.
- Ej! - ponowiło się.
Leniwie uchyliłam powieki i zobaczyłam rozmazanego Nicka. Szybko się skuliłam i uciekłam w kąt.
- Czego chcesz? - zadrżałam, obejmując kolana ramionami.
Nic nie odpowiedział tylko uśmiechnął się szelmowsko idąc w moją stronę.
- Zabiję Cię, będę ostatnią osobą, którą zobaczysz przed śmiercią - szepnęłam.
- Tak, tak. Już to mówiłaś - zaśmiał się. - A teraz się rozbieraj. Coś Twój Justin nie spieszy się z odnalezieniem Cię, tak samo twoja rodzina.
- Pieprz się. Pożałujesz tego co mi zrobiłeś - warknęłam, mocniej dociskając do siebie kolana.
- Masz strasznie niewyparzoną buzie, chyba wiem jak Cię uciszyć - uśmiechnął się stając przede mną i powoli rozpinając spodnie. Nagle usłyszałam strzał. Wzdrygnęłam się, serce podskoczyło mi do gardło, zrobiło mi się niedobrze.
- Co się dzieje? - pisnęłam.
- Stul pysk i czekaj tu na mnie - warknął.
Powoli przełknęłam ślinę i kiwnęłam głową, po czym Nick się wycofał i poszedł sprawdzić co się dzieje, ale zaraz został brutalnie wepchnięty, ale w ostateczności złapał równowagę. Moje źrenice natychmiast się rozszerzyły, kiedy zobaczyłam kipiącego złością, Justina.
- J-Justin - szepnęłam, a oczy zaszły mi łzami. Pokręciłam głową, zaciskając powieki, to nie prawda. Nie ma go tu, to by było zbyt piękne. Słyszałam jęki i trzaski łamanego drewna. Otworzyłam oczy i tam faktycznie był Justin. Klęczał nad Nickiem, celując w niego bronią. Cała drżałam. Bałam się!
- Popełniłeś ogromny błąd, krzywdząc moją kobietę - syknął.
Nie poznaję go. Nigdy nie widziałam, żeby ktoś był tak wściekły jak Justin.
- Muszę przyznać, że dobra jest w łóżku - zaśmiał się.
Szatyn już odbezpieczał broń, kiedy ktoś kopnął w jego rękę i pistolet upadł. Chciałam po niego podejść, ale nie mogłam się ruszyć. Nie mówiąc już o bólu, który całkowicie pokrył moje ciało. Wszystko mnie bolało, a szczególnie dolna partia ciała. Jakiś chłopak rzucił się na Justina, a Nick w tym czasie zdążył się podnieść. Wtedy do pokoju wpadł Manuel. Co on tu kurwa robi? Co tu się w ogóle dzieje? Manuel próbował odciągnąć chłopaka, który leżał na Justinie, a Nick w tym czasie szedł po broń, która była tylko kilka kroków ode mnie. Wtedy wstałam. Mogę to wszystko zakończyć. Teraz. Szybko zgarnęłam broń i drżącą ręką wycelowałam nią w Nicka. Była cholernie ciężka.
- Oddaj mi to lepiej, kochanie - zaśmiał się pewny siebie.
- Mówiłam, że Cię zabiję - szepnęłam, a łzy spływały strumieniami po moich policzkach.
- Jessica! Nie rób tego! - wychrypiał Justin.
- Już nie skrzywdzisz żadnej dziewczyny - mruknęłam.
- Jess! Proszę! Rzuć broń! Nie rób tego! - krzyknął Justin.
Nie spuszczałam wzroku z Nicka, nie mogłam. Nie wiedziałam co teraz robi Justin, ani Manuel.
- Ty pieprzony dupku! - ryknęłam. - Ty skurwielu! Skrzywdziłeś mnie! - wyszlochałam.
- Och, daj spokój. Podobało Ci się - zaśmiał się, nadal pewny siebie. - Oddaj mi ten pistolet, skarbie - wyciągnął do mnie rękę.
- Mówiłam, że będę ostatnią osobą, która zobaczysz przed śmiercią.
- Jeszcze nie wybieram się na tamten świat - zakpił.
Strzeliłam w jego nogi, ale nie trafiłam. Od razu podskoczyłam przestraszona.
- Kurwa! Uważaj, prawie mnie trafiłaś! - syknął. - Oddaj mi ten pierdolony pistolet! - krzyknął.
- Jessica! Rzuć ten pistolet! - odezwał się Manuel.
- Nie mogę! Muszę to zrobić - pociągnęłam nosem.
- Skarbie! Błagam! Będziesz tego żałowała! My się tym zajmiemy, ale musisz rzucić pistolet - krzyknął Justin.
- Nie - powiedziałam oschle, zamknęłam oczy i strzeliłam. Usłyszałam jak ciało upada. Pistolet sam wypadł mi z ręki.
- Kurwa, Jessi! Jessica - słyszałam jak ktoś mnie woła. Przed oczami zrobiło mi się ciemno, kolana powoli się pode mną uginały, w ostateczności ktoś mnie złapał, ale to nie był Justin. On pachniał inaczej. Słyszałam syreny, krzyki, piski, swoje imie, po czym wszystko ucichło.

Ładnie komentować, kochane! I przepraszam, że tak długo czekałyście :) Mój ask: http://ask.fm/juustsmmile Twitter: https://twitter.com/Juuust_Smile
Tagi: Rozdział 32
19.05.2013 o godz. 22:08
Zrezygnowany po prostu zerwał ze mnie majtki, syknęłam z bólu, kiedy materiał otarł się o moją nogę.
- Proszę - szepnęłam.
- Shhh...zobaczysz, będzie fajnie. - uśmiechnął się pokrzepiająco i pogładził dłonią mój policzek.
Zaczęłam krztusić się własnymi łzami. Obiecałam nie płakać, ale nie mogę. Nie kontroluję tego. Dlaczego to spotyka właśnie mnie? Czym zawiniłam? To niesprawiedliwe.
Po chwili poczułam jak wsuwa się we mnie. Jęknęłam głośno z bólu. Było inaczej niż z Justinem, teraz cholernie bolało. Starałam się zacisnąć nogi, ale nie mogłam się ruszyć, bo byłam przywiązana do ram.
- Błagam - sapnęłam bez tchu.
- Hm...myślę, że Justin już tu był - zaśmiał się i zaczął pogłębiać ruchy.
Mocno zacisnęłam powieki i zęby z bólu. Proszę, niech to się skończy. To tak cholernie boli!
Coraz mocniej ugniatał moje piersi. Poddałam się! Nie mam szans. Mogę tylko leżeć i czekać, aż to się skończy. Mam nadzieję, że chociaż założył prezerwatywę.
- O tak...nie dziwię się Justinowi, że nie chce się Tobą dzielić - jęknął.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, ze on to nagrywa.
Po chwili opadł na mnie, chowając twarz w moich włosach.
Pociągnęłam nosem, czekałam jak w końcu ze mnie zejdzie.
- Dobra jesteś. - zaśmiał się i pocałował mój obojczyk.
Dobra? Przecież ja tylko leżałam! Jest obrzydliwy!
Wyszedł ze mnie i wstał, teraz otworzyłam oczy, akurat zdejmował prezerwatywę. Dzięki Bogu!
- Teraz Cię odwiążę, masz być spokojna. - ostrzegł, podszedł do mnie i odwiązał mi nogi i ręce.
Próbowałam się poruszyć, ale dalej nie mogłam, tak samo z mówieniem. Całkowity spokój mnie ogarnął.
- Będziesz mogła chodzić za jakąś godzinę - uśmiechnął się i po prostu wyszedł, zabierając wcześniej kasetę z kamery.
Zebrałam w sobie wszystkie siły i zeszłam z łóżka, a raczej spadłam. Doczołgałam sie do moich spodni i zaczęłam ja bardzo wolno wkładać, już miałam je zapinać, kiedy zrobiło mi się ciemno przed oczami.

*Justin*

Dalej nie możemy znaleźć Jessici, Manuel się nie odzywa, Mike tak samo. Minęły dwa dni odkąd dostałem te nagranie. Nie mogę spać w nocy. Cały czas widzę poobijaną jej twarz.
- Tak? - warknąłem, przystawiając telefon do ucha.
- Bieber...- zaczął.
- Co jest? - syknąłem odpalając papierosa. Teraz palę paczkę na dzień.
- Znowu przesyłka
Moje serce zabiło o 100 razy szybciej, cała krew odpłynęła z mojej twarzy, a żołądek wykręcił się w nieprzyjemny sposób.
- Przywieź mi ją. TERAZ.
- Ale...
- Nie, chce ją jak najszybciej. - krzyknąłem.
- Zaraz wyjadę. - powiedział.
Ścisnąłem telefon w ręce i kopnąłem pobliski kosz na śmieci.
- Kurwa! - krzyknąłem, kiedy się rozłączyłem.
Schowałem telefon do kieszeni i zawróciłem z powrotem w stronę motelu. Poszedłem prosto do naszego pokoju.
- Bieber? Co znowu? - wstał Bruce.
- Kolejne nagranie. Austin już jedzie. - czułem jak głos grzęźnie mi w gardle.
- Strasznie blady jesteś - zaraz znalazł się przy mnie Cristian.
Poczułem zawrót głowy, a zaraz ciemność.

- Bieber! - jakieś głosy odbijały się ode mnie.
Poczułem coś zimnego na twarzy i otworzyłem oczy. Stał nade mną Cristian i Bruce.
- Co jest? - podniosłem się do pozycji siedzącej.
- Zemdlałeś - oznajmił blondyn.
Przejechałem dłonią po włosach i wziąłem szklankę wody od Bruce'a. Upiłem łyk i odstawiłem na komodę.
- Która godzina? - spytałem.
- 19 - powiedział Cristian, patrząc na wyświetlacz swojego telefonu.
Czyli za niedługo będzie tu Austin.
Opadłem plecami na łóżko i przetarłem twarz dłońmi. Tak cholernie się boję co będzie na tej kasecie.

O 22 pojawił się Austin.
- Siema - przywitał się smutno.
- Dawaj to - szepnąłem i wystawiłem rękę po kopertę.
Chłopak oddał mi posłusznie kopertę, szybko ją rozerwałem i włożyłem do odtwarzacza.
Wszyscy usiedliśmy na łóżku i w ciszy przyglądaliśmy się poczynaniom Nicka.
- Tak jak mówiłem, zapłacisz mi za wszystko - zaśmiał się i kamera została skierowana na Jessicę. Leżała pobita na łóżku w koszuli i majtkach. Mocno zacisnąłem pięści.
Nick podszedł do niej i coś zaczął szeptać, Jessica się rozpłakała, zaczęła go błagać. Rozpiął spodnie.
- Wyjdźcie! - krzyknąłem.
- CO? - wszyscy poderwali się zaszokowani.
- Wyjdźcie stąd, kurwa! - krzyknąłem.
Wszyscy posłusznie wyszli.Zamknąłem za nimi drzwi i dalej oglądałem. Czułem jak po policzkach ciekną mi łzy. Jeszcze nigdy nie płakałem, przez dziewczynę. Czy ja kiedykolwiek w ogóle płakałem?
Położył się na nią i zaczął ją pieprzyć. Zabije skurwiela, odetnę mu chuja. Wyrwałem kable z telewizora, nie mogłem już dłużej na to patrzyć. Przyłożyłem dłoń do czoła i zacząłem nerwowo chodzić po pokoju, w tym momencie zadzwonił mój telefon. Manuel?
- Tak?
- Znaleźliśmy go - westchnął.
- Wyślij mi adres, jedziemy tam. - syknąłem.
- Jasne, już się robi. - rozłączył się.

Nie wierzę, że napisałam ten rozdział w jeden dzień/kilka godzin! BOŻE! Pisałam to na szybko, bo zaraz wyjeżdżam, a koniecznie chciałam się z wami podzielić, co będzie dalej♥ więc przepraszam, że jest tak mało szczegółów. DO NN:* STRASZNIE MAŁO KOMENTARZY POD POPRZEDNIM ROZDZIAŁEM. ZŁY BYŁ? ;//
Tagi: rozdział 31
30.04.2013 o godz. 16:20
- Przywieź mi to do Ontario. Tylko uważaj na siebie - szepnąłem. Ledwo mogłem mówić. Cholernie bałem się co może być na tym nagraniu.
- No...spoko - powiedział. - Wyślij mi adres, gdzie mam Ci to podrzucić.
- Mhm - rozłączyłem się.

*Mike*

- Boże! Jak mogłeś do tego dopuścić? - krzyknęła matka.
- Mamo...-zacząłem.
- Nie Mike! Jesteś nieodpowiedzialny! - kobieta otarła łzy.
- Spokojnie kochanie - uspakajał ją ojciec, głaszcząc po plecach.
- Jak mam być spokojna, jak nie wiem gdzie znajduje się moje dziecko? - wyszlochała.
- Policja już ją szuka - westchnął ojciec.
Nie daruję sobie, jeśli jej się coś stanie. Nikt nie daje znaku, że znalazł Nicka i Jessice. Zwariuję! Opadłem na fotel i schowałem twarz w dłoniach. To moja wina.
- Wiedziałam, że to będzie zły pomysł, żeby się tu przeprowadzała. - pociągnęła nosem.
Było mi cholernie smutno, że matka jest na mnie zła.
Już trzeci dzień mija. Z Justin nawet nie mam zamiaru gadać.

*Justin*

Obudziłem się o 15. Jessici nie ma już 3 dzień. Włożyłem koszulkę i poszedłem do recepcji.
- Dzień dobry, Austina Palmer. Jest coś dla mnie? - spytałem.
- Um...Tak...Proszę - młoda blondynka podała mi kopertę uśmiechając się przy tym zalotnie.
- Dzięki - mruknąłem.
Wziąłem kopertę i poszedłem z nią do pokoju. Kamera była już podłączona do TV. Włożyłem kasetę i włączyłem TV. Usiadłem na łóżku, przetarłem twarz dłońmi i puściłem nagranie.
Od razu pojawiła się Jessica, była związana i przestraszona. Mocno zacisnąłem pięści i szczękę. Jessica dopiero się ocknęła i szepnęła coś do siebie.
- - W końcu się obudziłaś - na ekranie pojawił się Nick. Wszystkie moje mięśnie się napięły.
- To oznacza, że możemy zaczynać zabawę - zaśmiał się.
- Kurwa, w co ja Cię wpakowałem - warknąłem sam do siebie i spuściłem głowę w dół. Zaraz z telewizora, usłyszałem jak Nick krzyczy. Ponownie spojrzałem na TV.
- Pierwsze pytanie. Gdzie jest Justin?
- Nie wiem
- Zła odpowiedź!

I wtedy ją uderzył. Serce podskoczyło mi do gardła. Z całej siły zacisnąłem szczękę. Zabiję go, pochowam żywcem, potnę. Będzie cierpiał. Myślałem, że na jednym ciosie się skończy, ale...on nadal ją bił, aż pluła krwią.
Bił ją coraz mocniej, raz z otwartej ręki, a raz z pięści. Dlaczego mu nie powie, że jestem w Canadzie? Przynajmniej siebie oszczędzi. Kurwa, kurwa, kurwa. Nigdy sobie tego nie wybaczę. Zamiast być z nią teraz, to siedzę i oglądam jak ta męska dziwka ją katuje. Cios za ciosem, w końcu jej drobne ciało nie wytrzymało tego i chyba straciła przytomność. Do kamery podszedł Nick.
- Widzisz Bieber, jak z nią skończę, będzie wyglądała jeszcze gorzej - zaśmiał się. - Do zobaczenia niedługo. Drugie nagranie będzie jeszcze lepsze - wyłączył kamerę. Będzie drugie nagranie? Wstałem i zacząłem wszystkim rzucać, do pokoju zaraz wpadli chłopacy.
- Bieber, co jest? - rzucił się na mnie Cristian.
- Wypierdalać, chcę być sam! - krzyknąłem i czułem jak po moich policzkach spływają łzy.
- Bieber! - krzyknął Bruce i rzucił mnie na ścianę mocno do niej dociskając.
- Co się, kurwa stało? - warknął.
Głęboko oddychałem, dusiłem się.
- Puszczaj mnie - wycedziłem przez zaciśnięte zęby.
- Uspokój się, to Cie puszczę
- Jestem spokojny - sapnąłem.
Bruce niepewnie mnie puścił. Odwróciłem się w jego stronę.
- Teraz mów o co chodzi - powiedział Cristian siadając na łóżku.
Podszedłem do telewizora i puściłem im od nowa nagranie.
Wyjąłem paczkę papierosów z kieszeni, włożyłem jednego do ust i odpaliłem zapalniczką, mocno zaciągnąłem się papierosem i wypuściłem dym z ust, starając się nie patrzeć w telewizor. Łzy zaschły na moich policzkach, a oddech unormował się.
- Kurwa - warknął Cristian.
- Zabijemy go. - powiedział Bruce.
- Najpierw trzeba znaleźć tego sukinsyna - powiedziałem drżącym głosem.
- Yo, Bieber, twoja laska jest twarda. - Bruce uśmiechnął się pokrzepiająco.
- Widziałeś co z nią zrobił? Tego nie wytrzyma żadna dziewczyna - syknąłem, w środku znowu zacząłem się gotować.
- Pogrzebie go żywcem, wcześniej jeszcze potnę, żeby cierpiał. - uśmiechnąłem się na samą myśl o ty i znowu zaciągnąłem się papierosem.
- Znajdziemy ją - powiedział Bruce.

*Jessica*

Nagle się obudziłam, kiedy poczułam coś zimnego na twarzy i dekolcie. Nick siedział na obok z pustą szklanką wody, byłam przypięta do łóżka. Nie mogłam się ruszyć, znowu. Spojrzałam w dół, gdzie są moje spodnie? Moje oczy się rozszerzyły. Mam na sobie tylko niebieską koszulę, do moich kostek są przypięte pasy, do nadgarstków tak samo. Co on ma zamiar zrobić?
- Co jest? - szarpnęłam rękoma.
- Dzisiaj...dzisiaj poznamy się na nowo - zaśmiał się.
Spojrzałam przed siebie i kamera znowu była skierowana na nas.
- Po co ta kamera? Przecież...już wysłałeś Justinowi nagranie - szepnęłam, przełykając ślinę.
- Tamte nagranie to nic, w porównaniu z naszą SEX KASETĄ - puścił mi oczko.
- Co? - krzyknęłam i zaczęłam się szarpać. - Nie zrobisz tego! Nie! - krzyczałam.
- CICHO! - warknął i mnie spoliczkował.
Wziął z półki jakąś strzykawkę i przystawił ją do mojej ręki.
- Dzięki temu się rozluźnisz - uśmiechnął się.
- Nie, proszę nie! - błagałam, próbując uciec od igły, ale po chwili zatopiła się w mojej żyle i substancja wpłynęła do mojej krwi.
Poklepał mnie po ręce i odłożył strzykawkę. Spojrzał na zegarek i potem na mnie. Wstał i usiadł na mnie.
- Jeśli to zrobisz - głos mi się załamał, bo wiedziałam co miał zamiar ze mną zrobić. - to zabiję Cię - szepnęłam.
- Cichutko - przyłożył palec do moich ust, a z oczu strumieniami spływały łzy. Cicho szlochałam. Zbliżył się do mojej szyi i zaczął ją ssać, starałam się odwracać głowę w każdą możliwą stronę, ale to i tak nic nie dawało.
Wsunął ręce pod moją koszulę i objął dłońmi moje piersi. Cicho pisnęłam i mocniej zaczęłam płakać. Jest obrzydliwy. Niech to się skończył. Błagam! Czym ja sobie na to zasłużyłam? Powoli pokój zaczął wirować, wszystkie kolory stały się ostrzejsze, ale dalej płakałam.
Rozpiął swoje spodnie i powoli zaczął zsuwać moje majtki.
- Błagam! NIE RÓB MI TEGO! - krzyknęłam i zaczęłam się wiercić na łóżku.

NIE WIEM JAK BD POJAWIAŁY SIĘ NASTĘPNE ROZDZIAŁY, BO WE WTOREK WYJEŻDŻAM I WRACAM DOPIERO 2.05 POSTARAM SIĘ PRZYJECHAĆ WCZEŚNIEJ DO DOMU, JAK MNIE MAMA PUŚCI. DO NN, BĘDĘ INFORMOWAŁA NA ASK'U. ALBO PISZCIE NA GG1245543
Tagi: Rozdział 31
27.04.2013 o godz. 02:20
*Justin*

- Nie mogę - wstałem.
- Możesz - zaśmiała się.
- Nie! - powiedziałem stanowczo. - Nie chcesz mi pomóc to trudno. - skierowałem się w stronę drzwi. - Stać Cię na kogoś lepszego.
Usłyszałem głośne westchnięcie za sobą.
- Masz - warknęła i wręczyła mi jakąś karteczkę. - To adres gdzie się zatrzymali - przewróciła oczami. -Twoja dziewczyna to szczęściara - dodała.
- To ja jestem szczęściarzem. Dzięki - puściłem do niej oczko i wyszedłem.
- Stój! - ktoś krzyknął za mną.
- Spokojnie! - zaśmiała się Rihanna. - Jest wolny.
Ruszyłem dalej. Wsiadłem do samochodu i rozwinąłem karteczkę.
- Co tak długo? - spytał Bruce.
- Nie mów, że ją przeleciałeś - zakpił Cristian.
- Zdążyłem nawet dwa razy - wyszczerzyłem się.
Chłopcy od razu odwrócili się w moją stronę, a w ich oczach dało się dostrzec przerażenie.
- Żartowałem! - parsknąłem. - Przecież mam dziewczynę! - przewróciłem oczami. - Jedź tam - podałem Cristianowi karteczkę z adresem.
Oni dalej wpatrywali się we mnie tępo.
- Kurwa, nie przeleciałem jej! Kocham Jessice! - krzyknąłem. - Jedź! - warknąłem.
Pod hotelem byliśmy o 1:00. Zakradliśmy się pod numer pokoju, który mieliśmy zapisany na karteczce. Wyjęliśmy wszyscy broń i wpadliśmy do pokoju. Wszyscy trzej poderwali się z łóżka całkowicie zdezorientowani. Dwóch już padło. Podszedłem do ostatniego żywego chłopaka, przycisnąłem go do ściany i przystawiłem broń do skroni.
- Gdzie jest Nick?
- Żartujesz sobie? - zakpił.
Mocniej docisnąłem broń do jego głowy.
- Gdzie jest Nick?
- Jeśli mnie zabijesz to...- powiedział z ironicznym uśmiechem.
- To co? - syknąłem i odbezpieczyłem broń.
- To twoja dziewczyna zginie - powiedział pewny siebie.
Mój żołądek natychmiast się skurczył.
- Ten żart Ci nie wyszedł - uśmiechnąłem się do niego. - Mów, kurwa, gdzie jest Nick, albo Ci łeb rozwale - krzyknąłem.
- Jessica Hastings, tak? - zakpi. - Sprawdź czy jest w domu - roześmiał się.
Przełknąłem głośno ślinę i strzeliłem mu w głowę, a krew rozprysnęła się na mojej twarzy. Ciało chłopaka upadło bezwładnie na podłogę. Stałem jeszcze przez chwilę i wpatrywałem się w ścianę, analizując jego słowa.
- Bieber, chodź. Zaraz będzie tu policja - z zamyśleń wyrwał mnie głos Bruce'a.
Pokręciłem głową i wyszedłem z pokoju.
- Szybciej! - warknął Bruce, pchając mnie do przodu.
Pobiegliśmy do samochodu i odjechaliśmy z piskiem opon.
- Co on Ci powiedział? - spytał Cristian, patrząc w lusterko.
- Bieber! - krzyknął.
- Muszę zadzwonić - szepnąłem.
Byłem całkowicie sparaliżowany.
- Bruce, daj mi swój telefon
Chłopak podał mi telefon dziwnie na mnie patrząc.
Wybrałem numer do Mike'a i przystawiłem telefon do ucha.
- Mike? - szepnąłem.
- Właśnie miałem do Ciebie dzwonić, kurwa...-przeklął i uderzył w coś. - Nie wiem gdzie jest Jessica - głośno wypuścił powietrze z ust. - Dzwoniłem po wszystkich jej znajomych i nikt nie wie gdzie jest - powiedział łamiący się głosem.
- Nick ją ma - szepnąłem, cała krew odpłynęła z mojej twarzy, w głowie zaczęło mi się kręcić, brzuch mnie rozbolał.
- Co? - spytał zdziwiony.
- Nick...Nick ją ma - zacisnąłem szczękę.
- Co kurwa? Nie! Kurwa nie! Wszystko przez Ciebie! - krzyknął. - Ty ją w to wpakowałeś! - dalej wrzeszczał.
Rozłączyłem się. Pochyliłem się do przodu i schowałem twarz w dłoniach.
- Bieber, co jest? - spytał Bruce.
Po chwili zatrzymaliśmy się.
- Stary, co jest? - tym razem spytał Cristian.
- Nick ma Jessice - szepnąłem, czułem, że zaraz pęknę. Jessica jest dla mnie wszystkim, nie mogę jej stracić. Po prostu...bez niej nie istnieję.
- Co? Skąd on o niej wie? - spytał z niedowierzaniem Bruce.
- Nie wiem, kurwa. Nic nie wiem. Zabije skurwysyna, jak jej coś zrobi. - syknąłem.

*Jessica*

- Która godzina? - jęknęłam.
Czułam jak cała moja twarz jest spuchnięta. Ledwo mogłam mówić.
- Dopiero 13, kochanie - zaśmiał się.
- Długo będziesz mnie tu jeszcze trzymał?
- Aż nie zabiję Justina, później ty zginiesz - uśmiechnął się. - A może...zabije Cię na jego oczach? Tak, to będzie dobre - puścił mi oczko.
Spuściłam głowę w dół.
D pokoju wpadł jakiś chłopak. Od razu spojrzałam w górę.
- Nick! Eric, Trey i Jace nie żyją - powiedział na jednym wdechu.
- Co kurwa? - poderwał się do pionu.
Mój żołądek ścisnął się na tę informację.
- Kto to zrobił? - spytał zaciskając dłonie w pięści.
- Bieber - szepnął.
Poczułam lekką ulgę na dźwięk jego imienia.
- To wszystko twoja wina! - krzyknął i uderzył mnie z pięści w twarz, po czym wyszedł.
Splunęłam krwią na podłogę. Wszystko mnie bolało, od dwóch dni cały czas siedzę w tej samej pozycji. Przechyliłam głowę na boki i po pokoju rozniósł się odgłos strzelania moich kości. Co za ulga. Kamera jest teraz skierowana na łóżko, a nie na mnie. Modlę się tylko, żeby film nie trafił do Justina.
Po chwili wrócił Nick. Wpadł do pokoju i od razu się na mnie rzucił z pięściami.
- To twoja wina! Suko! - krzyknął i przewrócił mnie z krzesłem.
Krztusiłam się krwią, a oczy zaszły mi łzami.
- Zwykła kurwa! Zabije Ciebie i tego Justinka - krzyczał.
Po chwili się opanował i wstała, a obraz przed oczami powoli zachodził mgłą, aż była tylko ciemność. Umarłam?

*Justin*

- Yo, Justin! - odezwał się Austin
- Co jest? - spytałem.
- Przyszło coś do Ciebie do Cristiana - powiedział.
- Co to jest? Otwórz - poleciłem.
Przyszło coś do mnie do Cristiana? Kto mógłby wiedzieć, że u niego jestem? Nick
- Hm...to jakaś kaseta...z kamery - mruknął.
Przełknąłem ślinę.

POSTARAJCIE SIĘ Z KOMENTARZAMI TO ROZDZIAŁ POJAWI SIĘ SZYBCIEJ
Tagi: Rozdział 30
22.04.2013 o godz. 22:20
MÓJ TUMBLR
MÓJ ASK
MÓJ DRUGI BLOG
- Um, ale chyba sama miałam dojechać do agencji?
- Dominic kazał mi po Ciebie przyjechać, zdjęcia w terenie, wiesz o co chodzi - puścił mi oczko.
- Okej, tylko wezmę torbę. - uśmiechnęłam się do niego i poszłam po torebkę, po czym wróciłam do chłopaka. Wyszłam z domu, zamknęłam drzwi na klucz i poszliśmy do jego terenowego auta z przyciemnionymi szybami. Chłopak otworzył mi drzwi, już miałam wsiadać, kiedy coś dziwnego zostało przyciśnięte mi do nosa, po chwili obraz mi się zamazywał, aż nastąpiła ciemność.
Powoli otwierałam oczy, obraz stawał się wyrazisty, głowa mnie bolała. Chciałam podnieść rękę, żeby dotknąć czoła, ale coś mi to uniemożliwiło.
- Co jest? - szepnęłam sama do siebie.
- W końcu się obudziłaś - ktoś zaśmiał się za mną.
Od razu podskoczyłam, a moje serce chyba już zdążyło wyskoczyć mi z piersi.
- To oznacza, że możemy zaczynać zabawę - zaśmiał się ponownie.
Odwróciłam głowę i zobaczyłam Nicka, który zabrał mnie na zdjęcie.
- O co chodzi? - spojrzałam na siebie, siedziałam na krześle przywiązana do niego.
Chłopak zaśmiał się wrednie i stanął przede mną.
- Co ja Ci zrobiłam? - warknęła, a moje oczy się zaszkliły.
- Hm..ty może nic...ale twój chłopak...- uśmiechnął się podszedł do kamery, która stała na wprost mnie. Co on chce zrobić.
- Ty jesteś TEN Nick - szepnęłam sama do siebie. Kilka razy słyszałam to imię.
- Więc jednak wiesz kim jestem - podszedł do mnie z powrotem. - Mam taką propozycję...będziesz mówiła tylko prawdę, to nic Ci się nie stanie - uśmiechnął się strzelając kośćmi u dłoni.
- Ja nic nie wiem - odpowiedziałam.
- Pierwsze pytanie. Gdzie jest Justin?
- Nie wiem
- Zła odpowiedź!
Poczułam silne pieczenie na policzku.
- Zapytam jeszcze raz, gdzie jest Justin?! - warknął
- NIE WIEM - krzyknęłam.
Wiem, ale chyba sobie żartujecie, że wydam swojego chłopaka.
Znowu dostałam w twarz, tak mocno, że odwróciłam ją w bok. Wyplułam zgromadzoną krew.
- Lepiej mów prawdę, mam zamiar się jeszcze z tobą pobawić, a nie lubię poobijanych dziewczyn. - zaśmiał się.
- Jakim prawe mnie tu trzymasz? - krzyknęłam na całe gardło.
- Nic Ci, kurwa, nie zrobiłam!
- Wystarczy, że twój chłopak zawinił. - uśmiechnął się i pogładził dłonią mój policzek, na co od razu się wzdrygnęłam i odsunęłam twarz.
- Znowu zapytam. Gdzie jest twój Justinek? - spytał.
- Nie wiem o kim mówisz - spojrzałam mu prosto w oczy, tym razem wymierzył we mnie pięścią.
- Suka! - splunęłam na jego buty krwią. Cała moja twarz zdrętwiała.
- Co powiedziałaś? - nachylił się nade mną.
- To co słyszałeś - splunęłam krwią w jego twarz.
- Dziwka - krzyknął i znowu mnie uderzył. - Ciekawe, czy jak z tobą skończę, Justin nadal będzie Cię chciał - zaśmiał się.
Nie mam zamiaru uronić ani jednej łzy.
- Po co to nagrywasz? - syknęłam.
- Żeby Justin miał co oglądać. Jak go już znajdę, to najpierw mu to wyślę.
Moje oczy się rozszerzyły. To go zabije!
- Więc...gdzie jest twój chłopak?
Milczałam.
- Odpowiedz, suko - ścisnął moje policzki.
- Nie wiem! - warknęłam.
- Znowu zła odpowiedź - uśmiechnął się i wymierzył cios w mój lewy policzek, przez co odrzuciła mi głowę w prawo.
- Jesteś zwykłym śmieciem, jeśli bijesz dziewczynę - zakpiłam.
Znowu cios, po którym była już ciemność.

*Justin*

Wróciliśmy do Canady, do Ontario, gdzie prawdopodobnie znajdują się ludzie Nicka.
- Co teraz? - spytał Bruce.
- Jedziemy do Rihanny - szepnąłem.
- Chyba sobie, kurwa, kpisz! - warknął Cristian.
- Ona też ma problem z Nickiem - syknąłem opierając łokieć o podłokietnik w samochodzie.
- Z nami też ma, odkąd ją przeleciałeś, zabrałeś jej kilogram koki i zostawiłeś - zaśmiał się Bruce.
- Pierdol się - mruknąłem.
- To było dobre - parsknął Cris
- Jedź do Rihanny.
- Jasne - blondyn pokręcił głową i ruszył.
Po godzinie byliśmy pod budą Rihanny.
Wysiadłem pierwszy z samochodu, poprawiłem spodnie i wszedłem na posesje Riri.
- Nie wierze! - ktoś zaśmiał się z boku. - Serio, Bierber? Przyjechałeś po śmierć? - zakpił jeden z ochroniarzy.
- Zawołaj Rihanne - warknąłem stając w połowie drogi.
- Kazała nam Cię zabić jak tylko zobaczymy - zaśmiał się Damien - drugi ochroniarz.
- Mam do niej sprawę.
- Hajs za koke? - zakpił.
- Pierdol się! Wołaj ją - już miałem iść kiedy w drzwiach pojawiła sie Rihanna.
- Nie wierzę! - zaśmiała się głośno.
O kurwa! Jest jeszcze seksowniejsza niż dwa lata temu. Pokręciłem głową. Weź się garść, masz już dziewczynę i bardzo ją kochasz.
- Rihanna - zacząłem.
- Justin - na jej ustach pojawił się szelmowski uśmiech.- Mam Cię zabić? - uniosła idealną, lewą brew w górę.
- Chodzi o Nicka.
Dziewczyna natychmiast się wyprostowała i zaprosiła mnie gestem ręki. Nie jest tak źle Zmierzwiłem dłonią włosy i wszedłem do jej domu. Wcześniej dałem znak chłopakom, że jest okej.
- O co chodzi? - spytała siadając na kanapie i zakładając nogę na nogę.
Oblizałem usta, patrząc na jej cholernie długie nogi.
No co? Jestem tylko mężczyzną!
- Wiesz gdzie jest Nick? - spytałem patrząc jej w oczy.
- Może - zagryzła dolną wargę.
- Rihanna, powiedz gdzie on jest.
- A co ja z tego będę miała? - mruknęła seksownie, lustrując mnie wzrokiem.
- Chyba też nie jesteś z nim w najlepszych stosunkach - zaśmiałem się.
Pokręciła głową z rozbawieniem.
- Nie przeszkadza mi - uśmiechnęła się sprośnie.
- Powiedz mi gdzie on jest - warknąłem.
- Po co Ci to wiedzieć? - spytała.
- Albo on mnie zabije albo ja jego.
- Och - zachichotała.
- Wiesz gdzie jest?
- Nick? Nie, ale wiem, gdzie są jego ludzie.
- Powiedz mi.
- Nie ma nic za darmo - oblizała usta.
- Czego chcesz?
- Tego co zwykle - puściła mi oczko.
- Mam dziewczynę.
- Nie ma jej tu - rozejrzała się po pokoju
- Rihanna, nie mogę.
- Możesz. Wiem, że tego chcesz - usiadła obok mnie, kładąc mi rękę na kolanie.
Zacisnąłem mocno zęby.
- Więc? - mruknęła tuż przy moim uchu, a jej ręka przeniosła się na moje krocze. - Dobrze wiesz, że nasze ciała są dla siebie stworzone.- przyssała się do mojej szyi.
Zamknąłem oczy i na chwilę wstrzymałem oddech.
- Hm? - musnęła ustami moje wargi.
Spojrzałem jej w oczy.
Przejechała językiem po mojej dolnej wardze, a po chwili włożyła mi go w usta.

*Jessica*

Ocknęłam się znowu na krześle. Zakaszlałam i spojrzałam przed siebie. Kamera nadal stała, ale Nicka już nie było. Zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu. Było tu tylko jedno łóżko z metalową poręczą, fotel, TV i lampa stojąca. Całe ciało mnie bolało. Próbowałam rozprostować plecy, ale to na nic. Drzwi się otworzyły. Stanął w nich obcy mi chłopak.
- Chcesz coś do jedzenia? Albo wode? - rzucił od niechcenia.
- Wody - mruknęłam.
Kiwnął głową i schował sie.
Za chwilę wrócił Nick ze szklanką wody. Przystawił mi ją do ust, zaczęłam zachłannie pić.
- Koniec tego dobrego - zabrał mi szklankę. - Zaczynamy od początku - zaśmiał się i włączył kamerę.
- Już mówiłam, nie wiem gdzie jest Justin - wychrypiałam.
- Kłamiesz! - warknął.
- NIE WIEM GDZIE JEST JUSTIN! - pochyliłam się do przodu.
Poczułam pieczenie na obolałym policzku.
- Hmm - popukał się palcem wskazującym po brodzie. - Spróbujemy czegoś nowego. - uśmiechnął się.
Przełknęłam ślinę.
Podszedł do mnie i przykucnął przede mną.
- Zrobię wszystko, żeby go zniszczyć - uśmiechnął się. - i zrobię tak, że nie będzie chciał już nawet na Ciebie spojrzeć.
Złapał za moje policzki i brutalnie wpił się w moje usta. Skrzywiłam się i ugryzłam go w wargę.
Chłopak odskoczył ode mnie, przejechał językiem po dolnej wardze.
- To dopiero początek - uśmiechnął się i wyszedł.
Spuściłam głowę w dół i pozwoliłam sobie na cichy szloch.

Co wy na to? Co myślicie o Justinie i Riri?Poniżej, jak wygląda Rihanna


Tagi: rozdział 29
15.04.2013 o godz. 18:06
Zmieniam wiek Justina. Ma on 20 lat. Reszta chłopaków też. Jessica nadal ma tyle ile miała
PYTANIA?! -> KLIKNIJ


- Wolałem was nie zastać w jakiejś niezręcznej sytuacji - wytłumaczył się Mike.
- Czego chcesz? - warknęłam. Za moimi plecami zaraz rozległy się głośne śmiechy.
- Ktoś jest u was? - spytał.
Mój wzrok przykuły ciemne plamy na jego szyi.
- Och! To malinki? - spytałam i wskazałam palcem na szyję bruneta.
- Och! To rzeczy Justina? - odgryzł się.
- Wal się - uśmiechnęłam się do niego słodko i pokazałam środkowy palec.
- Muszę jeszcze z Justinem pogadać. - powiedział i wepchał się do pokoju.
- Idioto! - warknęłam, kiedy zahaczył o mnie ramieniem.
- Co jest? - spytał Justin.
Widziałam jak chłopcy nagle się spięli. W pokoju zapanowała niezręczna siła.
- Tak, to jest Mike. Brat Jessici. - Jus przedstawił bruneta. - To jest Bruce i Christian - następnie przedstawił swoich kolegów.
- Siema - Mike z Christianem wymienili się uściskiem dłoni, to samo zrobił z Brucem.
- O której wyjeżdżacie? - spytał siadając na fotelu.
- W nocy - odpowiedział Bruce.
Wskoczyłam na łóżko i usiadłam za Justinem, przytulając się do jego pleców i oparłam brodę o jego ramie.
- Czyli my wyjedziemy o piątej - stwierdził Mike.
- Co? Nie! Jest już pierwsza! - powiedziałam spanikowana i mocniej przytuliłam się do Justina.
- Jess, nie będę prowadził po nocy. Zresztą...masz jutro sesje zdjęciową.
- Ja mogę poprowadzić!
Mike i Justin natychmiast wybuchnęli śmiechem.
- Co was taś śmieszy? - syknęłam i walnęłam Bieber'a w ramie.
Nagle zaczął dzwonić telefon Bruce'a. Chłopak spojrzał znacząco na Justina i wyszedł.
- Serio, mogę prowadzić - popatrzyłam błagalnie na Mike'a.
- Nie. Chcę wrócić żywy do domu - zaśmiał sie.
- Lepiej żebyś nie prowadziła - powiedział Justin.
- Ty też jesteś przeciwko mnie? - warknęłam.
- Nie, ja po prostu dbam o twoje bezpieczeństwo - próbował zdusić w sobie śmiech.
Do pokoju wszedł Bruce.
- Znaleźli go - powiedział.
Justin nagle cały się spiął i wyszedł z Brucem z pokoju, a za nimi Christian.
- O co chodzi? - spojrzałam na Mike'a, ale on też ruszył za nimi.

*Justin*

- Co jest? - spytałem.
- Podobno Nick załatwia teraz wszystkie stare sprawy w Canadzie. - powiedział Bruce.
- Musimy go znaleźć pierwsi - warknąłem.
- Możemy z Jessicą spokojnie wrócić do Canady? - spytał Mike.
- Ta, jasne.
- Może wyjdziemy wieczorem zamiast w nocy? - spytał Cristian.
- Nie, musimy być ostrożni. - powiedziałem patrząc na swoje buty.

*Jessica*

Westchnęłam głośno i weszłam pod kołdrę, przykrywając się po samą głowę. Zaciągnęłam się zapachem Justina, który nadal tkwił w pościeli i uśmiechnęłam się do siebie, wspominając wczorajszą noc. Po chwili drzwi się otworzyły, nie chciało mi się nawet otwierać drzwi.
- Jessica, o piątej bądź gotowa - powiedział stanowczo
Pokazałam mu tylko środkowy palec. Po chwili materac na łóżku się zapadł, co oznaczało, że albo Justin na nie wszedł albo Mike, żeby mnie uderzyć. Jednak zaraz ktoś usiał na mnie okrakiem, przez co byłam zmuszona otworzyć oczy, żeby zobaczyć kto to.
- Gdzie chłopcy? - spytałam, uśmiechając się do szatyna.
- Już Ci nie wystarczam? - spytał smutno.
Zaśmiałam się.
- Po prostu...chcę wiedzieć, czy nie wpadną tu NAGLE. - uśmiechnęłam się.
- Nie wpadną NAGLE - zaśmiał się i nachylił by mnie pocałować. - Kocham Cię - szepnął.
- Jak długo będziesz musiał się jeszcze ukrywać? - spytałam.
Jus od razu ze mnie zszedł, usiadł na końcu łóżka, pochyli się do przodu i patrzył przed siebie.
- Justin, przepraszam - przytuliłam się do jego pleców. - Ja po prostu tęsknię. - szepnęłam.
- Ja też tęsknię - powiedział spokojnie. - Nie wiem ile to jeszcze potrwa. Jestem na dobrej drodze - dodał, kładąc rękę na moją rękę.
- Możemy spędzić resztę tego dnia sami? - spytałam, całując go w szyję.
- Tak - odwrócił głowę w moją stronę i cmoknął mnie w rękę.
Uśmiechnęłam się sama do siebie i położyłam na łóżku, opierając plecami o wezgłowie. Zaraz położył się Justin, kładąc głowę na moim brzuchu.
- Więc...-serio masz magazyn, na którym jestem na okładce? - zaśmiałam się.
Justin wstał i zaczął czegoś szukać. Przyglądałam mu się w skupieniu. W końcu znalazł portfel. Otworzył go i wyjął z niego złożoną kartkę. Znowu położył się na łóżko, kładąc głowę na mój brzuch. Podał mi złożony papierek. Otworzyłam go i zobaczyłam okładkę z magazynu, na którym byłam.
- Aw, to słodkie - zaśmiałam się.
- Magazyn już wyrzuciłem. Tylko to mi było potrzebne - przewrócił się na bok, by móc na mnie patrzeć.
- Mam piękną dziewczynę - uśmiechnął się.
- Racja - parsknęłam śmiechem.
- Ej! A ty gdzie masz moje zdjęcie? - spytał zabierając mi urywek z gazety.
- Cały telefon jest zawalony twoimi zdjęciami - zaśmiałam się.
- Co? - zrobił wielkie oczy.
- Nie zawsze mówiłam, że robię Ci zdjęcia - zagryzłam dolną wargę.
- Pokaż.
Przewróciłam oczami, sięgnęłam po tel, odblokowałam ekran i weszłam w galerię, po czym podałam mu telefon. Chłopak przyglądał się zdjęciom z szeroko otwartymi oczami.
- Jesteś chora - parsknął śmiechem.
- Na miłość - uśmiechnęłam się.
Pokręcił z dezaprobatą głową i już chciał mi oddać telefon, ale w ostateczności cofnął rękę.
- Co to za przystojniak na tapecie? - spytał.
Pokręciłam głową i przejechałam językiem po policzku.
- No odpowiedz - naciskał
- To jest Justin - zaśmiałam się.
- Fajny ten Justin? - spytał.
- Serio?! - parsknęłam.
Justin się nie odezwał, tylko dalej wpatrywał się we mnie.
- Jest...seksowny - szepnęłam, zagryzając dolną wargę.
Chłop od razu się podniósł i usiadł na mnie okrakiem.
- Jaki jest? - spytał. Oczy całe mu pociemniały z pożądania.
- Jest..- brązowooki wciąż patrzył mi prosto w oczy - ...cholernie seksowny - mruknęłam.
- Powiedz jeszcze raz 'seksowny' - zbliżył się do mojej szyi i zaczął ją delikatnie całować. Wplotłam palce w jego włosy i delikatnie ciągnęłam za ich końce.
- seksowny - jęknęłam.
Chłopak wsunął rękę pod moją, a raczej swoją bluzkę, którą akurat miałam na sobie i zaczął pieścić mój brzuch.
- Wyglądasz cholernie SEKSOWNIE w moich ciuchach - szepnął w moją szyję. Przerwało nam pukanie do drzwi.
- Co jest kurwa? - warknął zirytowany i zszedł ze mnie.
Zaśmiałam się cicho.
- Jeszcze z tobą nie skończyłem - syknął, patrząc na mnie groźnie.
Cmoknęłam w powietrze i puściłam mu oczko.
Otworzył drzwi i odszedł na krok śmiejąc się pod nosem.
- Co tym razem? - parsknął, po chwili do pokoju wszedł nie kto inny jak nadopiekuńczy brat!
- To już kumpla nie można odwiedzić? - spytał.
Justin pokręcił z niedowierzaniem głową.
- Mike, mów o co chodzi? - zaśmiałam się i usiadłam po turecku.
- rodzice dzwonili - powiedział.
- Mhm? - ruszyłam ręką, żeby dalej kontynuował.
- Pojutrze do nas przyjadą - powiedział i usiadł sobie wygodnie w fotelu.
- Okej? - uniosłam lewą brew w górę.
Jus nadal stał przy drzwiach z założonymi rękoma na piersiach.
- Mike? - warczę.
- Hm? - spytał, zakładając nogę na nogę.
- Sprawdź proszę, czy nie ma Cię u siebie w pokoju - uśmiechnęłam się grzecznie.
- Przecież tu jestem.
- Dobra, może inaczej. - Złożyłam ręce jak do modlitwy. - Przeszkadzasz nam - uśmiechnęłam się.
- Ach tak? Co macie zamiar robić? - spytał pochylając się i opierając łokcie na kolanach.
- Wiesz...miałem zamiar teraz przelecieć twoją siostrę - zakpił Justin.
Mike od razu wstał z miejsca. Szybko podbiegłam do Justina i zasłoniłam go swoim ciałem.
- Hej, spokojnie! On żartował. - uśmiechnęłam się do Mike'a.
- Nigdy więcej tak nie mów o mojej siostrze - warknął i wyszedł z pokoju.
- Justin! To było głupie - syknęłam i położyłam się na łóżku
- Widziałaś inny sposób, żeby go wygonić? - warknął i usiadł obok mnie.
- Posiedziałby i wyszedłby.
- Więc teraz to ja jestem ten zły?
- Nie, chodź tu - otworzyłam ramiona, po chwili znalazł się w nich Justin. Wziął mnie na kolana i mocno przytulił.
- Więcej tak nie żartuj
- Mhm - mruknął i cmoknął mój obojczyk. - To na czym skończyliśmy? - powiedział po chwili ciszy i zaśmiał się melodyjnie.

*WYJAZD*

Byłam oparta o maskę samochodu Mike'a, a Justin pochylał się nade mną, całując moją szyję.
- Justin! - śmiałam się. - przestań - wydukałam.
- To mój samochód! Wgnieciecie maskę - warknął Mike.
Odepchnęłam od siebie Justina i zeszłam z samochodu.
- Proszę księżniczko - zaśmiałam się.
- Wsiadaj debilu i jedziemy - warknął i wsiadł do samochodu.
Jak dawno nie mówił do mnie 'debilu'
- Znowu zaczyna. Mam go zlać? - zaśmiał się Justin.
- Nie! Czuję się jakbym miała znowu 14 lat - cmoknęłam go w policzek.
- Dziękuję, że przyjechałaś - uśmiechnął się.
- Żartujesz sobie? Jak mogłabym nie przyjechać? - powiedziałam z niedowierzaniem.
- Dziękuję za wspaniałą noc - dodałam.
- Tak, to była wspaniała noc - uśmiechnął się szelmowsko.
- Kocham Cię - jeszcze raz pocałowałam go namiętnie.
- Wsiadaj! - krzyknął Mike
Justin pokazał mu środkowy palec.
- Zaraz Ci ukręcę ten palec, frajerze
- Okres? - zaśmiał się Justin w moje usta.
- Tak mi się wydaje - zachichotałam.
Szatyn pokręcił z dezaprobatą głową.
- Kocham Cię, uważaj na siebie - założył mi kosmyk włosów za ucho.
- Będę - uśmiechnęłam się.
Odeszłam od niego i kierowałam się w stronę samochodu, jednak zaraz poczułam lekkie pieczenie na tyłku. Justin mnie klepnął. Odwróciłam się do niego, na co chłopak puścił mi oczko i zagryzł dolną wargę.
- Wyjebać Ci? Zaraz Cię kopnę w tą dupe to Ci się odechce klepać innych - z auta wyszedł Mike.
Justin tylko śmiał się.
- Wsiadaj do samochodu! Jedziemy do domu, pamiętasz? - zaśmiałam się i wsiadłam do samochodu.
- Jeszcze raz coś takiego zrobisz, a zginiesz - warczał Mike.
Jus nadal nic sobie z tego nie robił.
- Mike! Wsiadaj do jasnej cholery - krzyknęłam.
Brunet posłał Justinowi mordercze spojrzenie i wsiadł do samochodu.
- Nic się nie stało - szepnęłam.
Pomachałam przez szybę do Justina i po chwili ostro wyjechaliśmy.

*W domu*

Dzisiaj nie idę do szkoły bo mam sesję zdjęciową. Dokładnie nie wiem gdzie ona jest. W domu nie ma nikogo. Nie wiem gdzie wszyscy zniknęli, strasznie się nudzę. Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Podbiegłam do nich szybko i otworzyłam stał tam całkiem przystojny młody chłopak.
- Jessica?
- Mhm - kiwnęłam głową.
- Jestem Nick, jedziemy na sesję. Będę robił Ci zdjęcia - uśmiechnął się seksownie.

***

TAK! TO JEST NICK, KTÓRY ŚCIGA JUSTINA! FSFHFGBVLEGFHGBVFERLAFG. A TU MACIE JEGO ZDJĘCIA:)






Tagi: rozdział 28
06.04.2013 o godz. 17:11
Zadaj mi pytanie klikając tutaj
Nowy rozdział na Loli

- Jessica...jeśli tego nie chcesz, to powiedz to teraz - spojrzał mi w oczy. - Możemy zaczekać.
- Chcę - przejechałam dłonią po jego włosach.
Szatyn uśmiechnął się szeroko. Zdjął ze mnie bluzkę i całował po dekolcie i obojczykach. Zagryzłam dolną wargę i wplotłam palce we włosy szatyna. Teraz ssał moją szyję, przez co przechodził mnie co chwilę miły dreszcz. Sunęłam rękoma po nagich plecach chłopaka. Był cały gorący. Miał bardzo dobrze rozbudowane plecy. Na chwilę się ode mnie oderwał.
- Nie mam prezerwatywy - warknął.
Głośno westchnęłam.
- Spokojnie! Powinny tu być jakieś automaty - wstał. - Zaraz wracam - rzucił i wyszedł z pokoju.
Przejechałam dłonią po włosach, zaczesując je do tyłu. Czy chcę z nim to zrobić? Czy chcę to zrobić teraz? Tutaj? Justin! Wracaj szybko! Głupi mózg! Zawsze się włącza wtedy kiedy nie trzeba!
- Już jestem! - do pokoju wbiegł zdyszany Justin.
Podniosłam się na łokciach i uniosłam jedną brew. Szatyn szybko rzucił się na mnie i zaczął zachłannie całować.
- Justin...mamy czas, spokojniej - zaśmiałam się odpychając go lekko.
- Przepraszam - zwolnił tempo.
Już po chwili zapomniałam o Bożym świecie. Liczył się teraz tylko Justin. Mój Justin. Szatyn zaczął mi rozpinać spodnie. Zszedł na chwilę z łóżka, uniosłam biodra i pozwoliłam mu zsunąć ze mnie jeansy. Przewróciłam się na niego i teraz to ja zdjęłam mu dresy. Usiadłam na nim okrakiem i patrzyłam prost w oczy.
- Kocham Cię. - uśmiechnęłam się do chłopaka.
- Ja Ciebie też - odwzajemnił uśmiech. Nachyliłam się by go pocałować, jednak ten zrobił szybki przekręt i znowu leżałam pod nim. Głośno zachichotałam.
- Jesteś taka piękna - przejechał dłonią po moich włosach.
Uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Jesteś tego pewna? Chcesz to zrobić ze mną? Tu i dzisiaj? - spytał niepewnie.
- Tak Justin! - powiedziałam stanowczo. Teraz byłam już pewna, że chcę mu się dzisiaj oddać.
- Dobrze - przejechał kciukiem po moim podbródku i pocałował mnie w usta.
Powoli zabrał się za odpinanie mojego stanika, co poszło mu całkiem sprawnie. Czułam się lekko zawstydzona. W końcu ktoś pierwszy raz widzi moje nagie piersi.
- Hej, - pogłaskał mnie po policzku. - Nie masz się czego wstydzić. - uśmiechnął się i cmoknął w kącik ust.
Przytaknęłam głową i pozwoliłam mu na dalsze kroki. Jego ciepłe dłonie objęły moje piersi. Zagryzłam dolną wargę i patrzyłam szatynowi w oczy. Zbliżył się do mojego biust i zaczął całować każdą pierś z osobna. Robił to tak delikatnie! Rozpływałam się pod wpływem jego dotyku.
- Są piękne - mruknął, a moje policzki znowu zrobiły sie czerwone. Po chwili zniżył się jeszcze bardziej. Zdjął ze mnie powoli majtki, patrząc mi cały czas w oczy. Sam pozbył się swoich czerwono-białych bokserek. Nałożył prezerwatywę i ponownie zawisł nade mną. Popatrzył mi w oczy.
- Tak - uśmiechnęłam się. Brązowooki powoli zaczął we mnie wchodzić. Było to dla mnie nowe uczucie. Coś wypełniało mnie od środka. Nie potrafię tego opisać, po chwili przyzwyczaiłam się do tego doznania. Justin zaczął powoli się poruszać. Nie przestawał obsypywać mnie pocałunkami. Był tak cholernie słodki, romantyczny! Po prostu jak nie on! Jedną rękę cały czas trzymał przy moim policzku, a drugą się podpierał. Chłopak z czasem zaczął przyspieszać, ale i tak obchodził się ze mną bardzo delikatnie. Z moich ust niekontrolowanie zaczęły wydobywać się ciche jęki i westchnienia. Jedną dłoń trzymałam na plecach chłopaka, a drugą miałam wplątaną we włosy Justina. Poruszał się teraz stanowczo i głęboko. Jęczałam coraz głośniej, moje ciało samo wyginało się w łuk. Męczyłam się. Miałam trudności z łapaniem powietrza. Włosy kleiły się do mojego czoła, nie widziałam już Justina. Niczego nie byłam świadoma, po chwili głośno wykrzyczałam jego imię, zaraz po tym Justin opadł na mnie, wtulając twarz w moją szyję. W pokoju było cholernie gorąco, ciszę przerywały tylko nasz głośne oddechy i jęki zza ściany.
- Nie tylko my się bawimy - zaśmiał się zdyszany Justin, na co mu zawtórowałam.
Przewrócił się na bok i zakrył nas kołdrą.
- Dziękuję, to wiele dla mnie znaczy - powiedział, odgarniając mi włosy z czoła.
- Kocham Cię i chcę żebyś wiedziała, że niezależnie co się stanie, ZAWSZE będę Cię kochał - dodał.
- Mówisz jakbyś się żegnał - zmarszczyłam czoło i przewróciłam się na brzuch.
Justin spojrzał w górę.
- Justin?
- Po prostu chcę się upewnić, że wiesz, ze jesteś dla mnie najważniejszą osobą w tym cholernym świecie. - po chwili w końcu na mnie spojrzał.
- Teraz już wiem - cmoknęłam go w usta.
Ułożyłam głowę na jego klatce piersiowej i tak zasnęliśmy. Obudziło mnie pukanie do drzwi, zza których ciągle dobiegało 'Justin'. Zamrugałam kilka razy i spojrzałam na śpiącego chłopaka. Wyglądał tak słodko. Odwróciłam się na bok i sięgnęłam z szafki po telefon. Zrobiłam kilka zdjęć chłopakowi i postanowiłam go obudzić.
- Justin - zaczęłam szturchać go za ramię.
- Justin - nadal nic.
Pokręciłam głową. Wstałam z łóżka i ubrałam rzeczy, które walały się po podłodze. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je najciszej jak tylko mogłam.
- Ty nie jesteś Justin - stwierdził brunet.
- Nie, nie jestem Justinem? - spojrzałam na niego dziwnie.
- My się znamy? - spytał.
- Tak...wczoraj...kłóciłam się z Justinem - zagryzłam mocno dolną wargę.
- Nie...kojarzę Cię skądś indziej. - patrzył na mnie badawczo.
Raczej nie czyta magazynów o modzie? A może?
- Jessica - usłyszałam wołanie z tyłu.
- O! Justin właśnie się obudził. - uśmiechnęłam się do chłopaka. Po chwili był już przy mnie szatyn.
- Bruce - Justin odchrząknął, a jego ręka mocno zacisnęła się na moim brzuchu.
- Nie myślałem, że będziesz miał towarzystwo, po...wczorajszym - powiedział.
- Tsa...ten...- starał się coś powiedzieć, ale nic mu z tego nie wychodziło.
- Pójdę się wykąpać. - powiedziałam i odeszłam zostawiając chłopaków samych.
Wzięłam moją torebkę i poszłam pod prysznic. Rozebrałam się z bluzki Justina i weszłam pod gorący strumień wody. Na samo wspomnienie o wczorajszej nocy, na mojej twarzy mimowolnie wkradał się uśmiech.
Zaczęłam wcierać Justina żel pod prysznic. Po chwili sam szatyn dołączył do mnie.
- Mogę? - spytał, stoją na wprost mnie.
Przytaknęłam głową i dalej kontynuowałam mycie.
- Jeszcze raz przepraszam Cię za wczoraj - powiedział całując mnie w czoło.
- Nic się nie stało - uśmiechnęłam się. - Kiedy się znowu zobaczymy? - zagryzłam dolną wargę.
- Nie wiem - powiedział smutno.
Uśmiechnęłam się blado i przejechałam dłonią po jego policzku. Po skończonym prysznicu siedzieliśmy na łóżku i oglądaliśmy kreskówki. Ja w bokserkach Justina i jego za dużej bluzce, a on w samych dresach. Po chwili po pokoju rozległo się pukanie. Justin zerwał się na równe nogi i poszedł otworzyć. Do pokoju weszło dwóch chłopaków Bruce i chyba Cristian.
- Obiecałem Ci coś - uśmiechnął się do mnie szatyn.
Świetnie! Akurat teraz kiedy mam na sobie rzeczy Justina! Poprawiłam koszulkę i naciągnęłam ją mocniej na tyłek.
- Już wiem skąd Cię kojarzę! - nagle wyrwał się Bruce.
- Ty jesteś tą laską z magazynu o modzie, czy coś tam - wskazał na mnie palcem. - Już się bałem, że Justin jest jakiś ciepły skoro czyta te gówna dla kobiet. - zaśmiał się.
- Szmata - parsknął śmiechem Justin i walnął Bruca w ramie.
- Chciałem wam przedstawić Jessice. - zaczął poważnie i usiadł obok mnie. - Jessica to moja dziewczyna - objął mnie ramieniem.
- Kurwa! - Cristian przyłożył sobie rękę do czoła.
- Wyrażaj się idioto - warknął Justin.
Przepraszam, a czy to nie on przed chwilą powiedział 'szmata' do swojego przyjaciela.
- To jest Cristian, a to Bruce - wskazał ręką na chłopaków.
- Cześć - przywitałam się z każdym uściskiem dłoni.
- Przepraszam za wczoraj - powiedział Cristian.
- W porządku - uśmiechnęłam się lekko.
- Nie wiedziałem, że Justin ma dziewczynę. - syknął w stronę szatyna.
- Masz może siostrę? - wypalił nagle Bruce.
- Nie - zaśmiałam się. - Mam brata
- To ten co się wczoraj do Ciebie burzył? - spytał Bruce.
Justin tylko kiwną głową.
- Może w ramach przeprosin za nasze wczorajsze zachowanie dasz się zaprosić na śniadanie? - spytał Bruce.
- Czekaj...czy ty się właśnie umawiasz z moją dziewczyną? - warknął Justin.
- Chcę ją tylko przeprosić - brunet uniósł ręce w geście obrony.
Naszą rozmowę przerwało walenie do drzwi.
- Otwórzcie! Jessica!
Mike! Przewróciłam oczami. Szybko pobiegłam po spodnie i włożyłam je na tyłek. Chłopcy usiedli sobie na łóżku i patrzyli na moje poczynania.
- Jessica! Otwórz, albo wywalę drzwi - Mike nie przestawał wali.
Podeszłam do drzwi , poprawiłam jeszcze włosy i otworzyłam.
- Drzwi były otwarte - powiedziałam jak do debila. Czasami zastanawiałam się czy on przypadkiem nie jest blondynką?

***

Siemka! W końcu nowy rozdział! Nie wiem skąd wam przyszło do głowy, ze już nie piszę do bloga. Przecież gdybym go skończyła pisać, to bym was o tym poinformowała, a więc dalej piszę tego bloga! @Juuust_Smile


Tagi: rozdział 27
26.03.2013 o godz. 00:30
Moje mokre włosy, delikatnie muskały jego odkryty tors. Przerwał nam jego dzwoniący telefon z łazienki.
- Idź odbierz - uśmiechnęłam mu się w usta.
- Nie chcę - mruknął i mocniej zacisnął ręce na moich pośladkach.
- Idź - oderwałam się od niego, ale nadal na nim siedziałam.
Chłopak lekko się podniósł, żeby mnie pocałować, ale szybko odchyliłam się w tył. Zrezygnowany opadł na łóżko. Telefon nie przestawał dzwonić.
- Idź odbierz ten telefon.
Przewrócił oczami i dosłownie zrzucił mnie z siebie.
Pokręciłam głową i zaśmiałam się pod nosem. Chce się obrażać? Niech się obraża. Zamknął się w łazience i po chwili usłyszałam pukanie do drzwi. Mike!
Zeszłam z łóżka i podeszłam do drzwi. Ciekawe jak zareaguje na to, że jestem w samej bieliźnie. Zagryzłam dolną wargę i otworzyłam drzwi. Natychmiast zmarszczyłam brwi.
- Justin! To jest Carla, a to Alicia! Przyprowadziłem Ci koleżankę. - mówił półprzytomny blondyn.
Zaniemówiłam. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Zlustrowałam kolejno dziewczyny. Same też nie były trzeźwe.
- Cristian...to chyba nie jest Justin - zachichotała blondynka, wieszająca się na jego ramionach.
Chłopak natychmiast otworzył oczy i spojrzał na mnie.
- A to skurwysyn! Ale sobie załatwił panienkę - popatrzył na mnie z...'zazdrością'?
- Um..- próbowałam coś z siebie wydusić.
Po chwili usłyszałam delikatne trzaśnięcie drzwiami. Odwróciłam się. Przy łazience stał Justin z telefonem w ręku. Moje wargi zadrżały, a w oczach zebrały się łzy. Uważa mnie za dziwkę?
- Przyszli twoi znajomi - jęknęłam i szybko złapałam swoją torbę. Wyjęłam z niej bluzkę Justina i jeansy. Zaczęłam się szybko ubierać. Ani jedna łza nie wyszła na wierzch, ale moja widoczność była ograniczona.
- Jessica. To nie tak - Justin podbiegł w moją stronę.
- Przyszliśmy nie w porę? - zaśmiał się Cristian.
- Wyjdźcie - warknął szatyn.
- Nie wyganiaj swoich znajomych, na pewno DOBRZE będziecie się bawić - powiedziałam zakładając spodnie. Z komody zgarnęłam kluczyki od samochodu szatyna.
- O siema! - przyszedł następny chłopak z dziewczyną. - Co się dzieje? - spytał obejmując blondynkę.
- Sam chciałbym wiedzieć. Justin załatwił sobie niezłą slut - zaśmiał się blondyn.
Dobrze wiedziałam co to oznacza, czekałam jak Justin na to zareaguje. On po prostu stał, jakby tego nie słyszał.
- Dokładnie, jestem zwykłą slut - szepnęłam, patrząc mu prosto w oczy.
- Stary! To jest ta laska z magazynu modowego co Justin czyta. - odezwał się chłopak.
Założyłam torbę na ramię i wbiegłam z pokoju.
- Jessica! Czekaj! - słyszałam za sobą wołanie Justina.
- Pierdol się - odszczekałam i pokazałam mu środkowy palec. Szybko zbiegłam po schodach i wsiadłam do samochodu Justina.
- Nie, nie, nie! Tylko nie mój samochód! Jessica, błagam - krzyczał, zbiegając za mną po schodach w samych dresach.
Odpaliłam samochód i odjechałam z piskiem opon. Frajer! Nawet nie zaprzeczył. Nie rozumiem go.

*Justin*

Złapałem się za kark i okręciłem wokół własnej osi. Nie dość, że nie ma prawa jazdy to jeszcze jest zdenerwowana. Mogłem im wytłumaczyć, że to moja dziewczyna. Cholera! Ale ze mnie kretyn.
- Dziwka zajebała mu auto - zaśmiał sie Cristian.
- To nie jest dziwka! - krzyknąłem i przeszedłem obok nich w stronę pokoju Mike'a. Zapukałem i odczekałem chwilę.
- Co jest? - spytał zdziwiony.
- Daj mi swoje kluczyki od samochodu
- Przecież masz swoje auto. - odpowiedział beznamiętnie.
- Jessica nim pojechała.
- Co?! - nagle się ożywił i wyszedł przed drzwi. Cofnąłem się o krok.
- Pokłóciliśmy się i...no...zabrała samochód...i pojechała. - spuściłem głowę.
- Co jej, kurwa, zrobiłeś? - warknął i przystawił mnie do ściany.
- E! Co jest! - krzyknął Bruce idąc w naszą stronę.
- Spokojnie - krzyknąłem. Bruce od razu się zatrzymał i czekał na rozwój sytuacji.
- Co jej zrobiłeś? - powtórzył trzymając dłoń na mojej szyi.
- Cholera, Mike! Wiem, że to twoja siostra, ale...nie możesz się mieszać ciągle w nasz związek. Zaraz będzie miała osiemnaście lat, więc daj mi te kluczki, bo twoja siostra nie umie prowadzić samochodu, a nie chcesz chyba, żeby jej się coś stało?! - powiedziałem cały czas patrząc mu w oczy.
Odpuścił. Wszedł do pokoju i rzucił mi kluczyki.
- Masz ją przywieźć całą, albo będzie po tobie - syknął.
- Dzięki stary! - uśmiechnąłem się i szybko pobiegłem do jego samochodu.
- Bieber? - spytał zdziwiony Cristian.
- Później wam to wytłumaczę - krzyknąłem i wsiadłem do samochodu.
Jechałem w stronę, w którą pojechała Jessica. Nawet nie wziąłem telefonu, żeby do niej zadzwonić.
Waliłem pięścią w kierownicę. Otworzyłem schowek i wyjąłem papierosy Mike'a. Szybko odpaliłem szluga i wsadziłem do ust. Z każdym zaciągnięciem się, uspakajałem się. Jechałem dobrą chwilę, aż zobaczyłem swojego range rover'a na poboczu. Otworzyłem drzwi od strony kierowcy i wyciągnąłem Jessice, by po chwili ją przytulić. Kamień spadł mi z serca, że nic jej nie jest.
- Zostaw mnie - jęknęła przez łzy i walnęła mnie pięścią w pierś.
- Shh...- mocniej ją przytuliłem. - Przepraszam, Kocham Cię. - szepnąłem.
- Przecież jestem zwykłą dziwką - krzyknęła w moją szyję.
- Nie jesteś dziwką, jesteś moją dziewczyną. Przepraszam, że nie zareagowałem, ale...oni...oni nie zrozumieją. Wiedzą, że w naszej sytuacji nie można się z nikim wiązać. Niepotrzebnie Cię tu ściągałem. - pocałowałem ją w głowę.
Milczała.
- Skarbie, jesteś na mnie zła? - spytałem odsuwając ją od siebie kawałek.
- Nie wiem. To było okropne co zrobiłeś - pociągnęła nosem.
- Nie płacz, proszę...nie chcę, żebyś płakała przeze mnie - pocałowałem jej policzek, po którym spływała łza.
- Kocham Cię - szepnąłem.
- Ja Ciebie też - lekko się uśmiechnęła i wtuliła w mój nagi tors.
- Wracajmy - powiedziałem, przerywając ciszę. - Dasz radę prowadzić?
- Mhm - zaśmiała się odsuwając na krok.
- Tylko spokojnie...
- Och, Justin - parsknęła śmiechem.
Dokładnie taką ją lubię, uśmiechniętą.
- Do zobaczenia na miejscu - cmoknąłem ją w czoło. - lepiej ja poprowadzę swój wóz - zaśmiałem się.
Jessi tylko głośno westchnęła i poszła do samochodu Mike'a. Po chwili odjechaliśmy. Jako, że było późno ulice były puste. Jechaliśmy obok siebie. Co chwilę spoglądałem na Jessice. Kiedyś się z nią ożenię. Ta...to zdecydowanie ta jedyna. Jesica nie mogła się oprzeć i pod sam koniec drogi przyspieszyła, żeby jak zwykle zaparkować niedbale. Wysiadła z samochodu i oparła się o jego maskę. Zaparkowałem obok i wyskoczyłem z auta. Podszedłem do niej i złapałem ją za rękę.
- Chodź - uśmiechnąłem się.
Złapała moją dłoń i razem weszliśmy po schodach. Zapukaliśmy do Mike'a
- kluczyki - pomachałem mu przed nosem kluczykami.
Najpierw spojrzał na Jess, później na nasze złączone dłonie i w końcu na kluczki.
- Chcesz spać u mnie? - spytał brunet.
- Nie, spokojnie - zaśmiała się i objęła mnie w pasie.
Mike popatrzył na mnie wrogo.
- Co jest?
- Masz szczęście - warknął i wziął kluczyki.
- Do zobaczenia rano - puściłem mu oczko i odeszliśmy.
Weszliśmy do pokoju.
- Kim oni byli? - spytała siadając na łóżku.
- Cristian i Bruce. Moi przyjaciele.
- Dlaczego nie możesz im powiedzieć, że masz dziewczynę?
- Nie chcę słuchać, że robię głupstwo wiążąc się z kim. Będąc moją dziewczyną jesteś narażona na ogromne niebezpieczeństwo. Jeśli ktoś będzie chciał mnie zniszczyć, zrobi to poprzez Ciebie. Czyli będzie chciał Cię skrzywdzić. - Usiadłem obok niej i przytuliłem.
- Więc...woli, żeby uważali mnie za dziwkę? - spytała smutno.
- Oczywiście, że nie. Miałem nadzieję, że Cię nie zauważą.
- Czuję się, jakbyś się mnie wstydził - jęknęła, opierając głowę o moje ramię.
- Żartujesz sobie? Jak mógłbym się Ciebie wstydzić! - zaśmiałem się. Jesteś piękna, mądra, zabawna, i-d-e-a-l-n-a.
- Chcę, żebyś mnie im przedstawił kiedyś.
- Zrobię to jutro - westchnąłem.
- Nie. Nie chcę tego na siłę.
- Przedstawię Cię jutro. Na pewno Cię polubią, ale nie będą zadowoleni z faktu, że jesteś moją dziewczyną i że Cię tu ściągnąłem.

*Jessi*

- Przedstawię Cię jutro. Na pewno Cię polubią, ale nie będą zadowoleni z faktu, że jesteś moją dziewczyną i że Cię tu ściągnąłem. - powiedział.
Głośno westchnęłam. Nie chcę, żeby robił to na siłę, ale źle się czuję, że jego przyjaciele myślą, że jestem zwykłą dziwką.
Zagryzłam dolną wargę i opadłam plecami na łóżko.
- Hej - Justin położył się bokiem koło mnie i odgarnął włosy z mojego czoła.
- To wszystko jest takie popaprane. - szepnęłam.
Justin lekko się uśmiechnął i pocałował mnie w kącik ust.
- Kocham Cię - szepnął przy moich ustach i po chwili zaczął składać na nich pojedyncze pocałunki. Delikatnie rozchyliłam usta dając mu dostęp. I od razu zaczęliśmy toczyć walkę o dominację. Zaraz Justin znalazł się nade mną, podpierając się na łokciach. Objęłam rękoma jego szyję i pogłębiałam pocałunek. Kocham go, tak bardzo, że aż boli. Justin powoli zaczął podsuwać moją bluzkę do góry.

***

PRZEPRASZAM, że tak długo nie dodawałam ;< Nie podoba mi się ten rozdział, ale następne zapowiadając się obiecująco. Zapraszam na mojego drugiego bloga


Tagi: rozdział 26
09.03.2013 o godz. 00:11

Byłam jednym kłębkiem nerwów. Nie kontaktujemy się z Justinem telefonicznie, wiemy tylko gdzie mamy jechać. Więc...to będzie tak jakby niespodzianka.
- A ty gdzie będziesz? - spytałam brata.
- No z wami? - zaśmiał się.
- Chyba sobie żartujesz! - warknęłam.
- Nie spuszczę Cię z oka.
- Boże! Mike! Chcę się zobaczyć z Justinem! Ciebie widuję codziennie - ostatnie słowa wypowiedziałam z obrzydzeniem.
- No i co - zaśmiał się.
- Mike! Proszę Cię, chcę się widzieć tylko z Justinem. - mówiłam błagalnym głosem.
- Nie ma mowy! Wiem co chcecie robić! - powiedział nawet na mnie nie patrząc.
- Ciekawe co? - krzyknęłam i wyrzuciłam ręce w powietrze.
- Chcecie uprawiać sex! - powiedział jakby to było coś strasznego.
Nagle poczułam jak moje policzki robią się czerwone. Przełknęłam głośno ślinę.
- Nie będziemy uprawiali żadnego seksu - szepnęłam.
- Ktoś tu strzelił buraka - zaśmiał się.
- Debil! - warknęłam i odwróciłam głowę w drugą stronę.
- Jesteś za młoda na sex
- Och? Powiedz mi...ile ty miałeś lat kiedy miałeś swój pierwszy raz? - szybko obróciłam się w stronę chłopaka.
- Ja no...to co innego - odpowiedział zmieszany i poprawił się na siedzeniu.
- Nie! Nie jesteś co innego - syknęłam i spojrzałam na zegarek. Dochodzi trzecia.
- Nie pyskuj! - krzyknął i mocniej zacisnął dłonie na kierownicy.
- Och! Prawda w oczy kole!
- Bo zaraz wrócimy!
- A sobie wracaj! - krzyknęłam patrząc w szybę.
- Okej - mruknął i zakręcił.
Mocno zacisnęłam zęby.
- Zatrzymaj się! - krzyknęłam.
Chłopak mnie ignorował.
- Powiedziałam, zatrzymaj się! - wrzasnęłam i odpięłam pas.
Nadal mnie ignorował. Już otwierałam drzwi, kiedy nagle stanął. Szybko wysiadłam z samochodu, otworzyłam tylne drzwi i zabrałam swoją torbę.
- Gdzie ty się wybierasz? - brunet wysiadł z samochodu.
- Jak najdalej od Ciebie! - krzyknęłam i szłam w stronę, w którą przed chwilą jechaliśmy.
- Nie wygłupiaj się! - krzyknął.
Nie odwracając się pokazałam mu środkowy palec.
Pieprzony idiota. Co on sobie myśli? Nie jest moim ojcem! Sama sobie pójdę do Justina.
- Wsiadaj do samochodu. Jest ciemno. - przede mną pojawił się samochód Mike'a.
- Nie! - warknęłam i szłam dalej.
- Nie pytałem Cię o zdanie! Wsiadaj do samochodu - warknął.
- Pierdol się - przeklęłam.
Po chwili samochód został w tyle, uśmiechnęłam się sama do siebie i szłam dalej, aż poczułam jak ktoś łapie mnie w pasie, by po chwili przerzucić sobie przez ramię.
- Puść mnie ty...ty...ty pieprzony, nadopiekuńczy idioto! - wydusiłam z siebie.
Po chwili siedziałam już w samochodzie.
- Jeszcze nie przekroczyliśmy Stanów - rzucił oschle, zamykając drzwi od samochodu.
- Nieważne - rzuciłam i odwróciłam głowę w stronę okna.
- Przepraszam - szepnął.
- Coś mówiłeś? - odwróciłam się w jego stronę wydymając usta.
- Przepraszam - powiedział niechętnie.
- Nie słyszę - przystawiłam rękę do ucha, żeby lepiej go słyszeć.
- Przepraszam, okej? - powiedział głośno.
- Okej - uśmiechnęłam się triumfalnie i patrzyłam na migający mi przed oczami, obraz.
- Nie będziesz z nami w jednym pokoju, prawda? - zagryzłam dolną wargę patrząc w okno.
- Nie - jęknął. - Pójdę sobie gdzieś na imprezę.
- Cieszę się - uśmiechnęłam się lekko i wygodnie rozsiadłam.
W końcu po trzech godzinach zasnęłam. Kiedy się już obudziłam powoli robiło się ciemno.

- Która godzina? - szepnęłam i przetarłam oczy.
- Dochodzi siedemnasta - powiedział ziewając.
Spojrzałam przez okno, powoli się ściemnia. Za chwilę będzie wieczór.
- Może ja poprowadzę? - spytałam podnosząc się na siedzeniu.
- O nie, nie, nie! - zaśmiał się. - Nie ma takiej opcji.
- Mike, zaraz zaśniesz za kierownicą.
- Nie prawda. Jeszcze jakaś godzina...i będziemy na miejscu. - ziewnął.
- Mike!
- Jessica, dam radę - chyba sam dokładnie nie wierzył w to co mówił.
- Boże, Mike. Zatrzymaj się. Chcę dojechać cała do Justina!
- Zajedziemy tu na kawę i później poprowadzisz. - powiedział skręcając do jakiegoś baru. Ciekawe czy tu w ogóle podają kawę. Pokręciłam głową, po czym wysiedliśmy z samochodu. Poprawiłam swój ubiór Mike otworzył drewniane drzwi od baru/pubu i puścił mnie pierwszą.
- Och, jaki dżentelmen - parsknęłam śmiechem.
Spojrzałam na wnętrze i aż mną wzdrygnęło.
- Może pojedziemy gdzie indziej? - skrzywiłam się, widząc tu prawie samych mężczyzn, którzy wręcz...rozbierali mnie wzrokiem. Obrzydliwe.
- Och przestań. Idę do ubikacji. Zamów mi kawę - powiedział i zniknął.
No świetnie! Zostawił mnie samą z tymi...obleśnymi facetami. Nie o to chodzi czy się bałam. Po prostu...obrzydzali mnie. Nie uważam się za jakąś panienkę z dobrego domu, ale bez przesady...tu się leje alkohol litrami. Niektórzy ledwo stoją, a drudzy obściskują swoje kobiety. Podeszłam do baru, nie patrząc na nikogo.
- Po proszę kawę na wynos - powiedziałam do starszej kobiety.
- Kawę? - zaśmiała się. - Słońce...spójrz gdzie jesteś. - uśmiechnęła się.
- Bardzo panią proszę. Jestem w podróży- zagryzłam dolną wargę.
Kobieta głośno westchnęła i poszła na zaplecze.
Przeskakiwałam z nogi na nogę, czekając na tego debila. Nie czułam się tu komfortowo.
- Cześć ślicznotko - zaczepił mnie jakiś mężczyzna.
Przewróciłam oczami i dalej wyczekiwałam starszej kobiety.
Po chwili poczułam obcą dłoń oplatającą mnie w pasie, która stopniowo zjeżdżała na mój tyłek. Głośno westchnęłam, obróciłam się w stronę mężczyzny z uśmiechem na twarzy. Złożyłam dłoń w pięść i z całej siły uderzyłam mężczyznę.
- Łapy przy sobie! - krzyknęłam do mężczyzny, który trzymał się za krwawiący nos. Wystarczająco jestem podenerwowana, że zaraz spotkam się z Justinem.
- Jessica! - krzyknął Mike.
Och, w samą porę! Serio, nie mógł się pospieszyć?
- Pieprzona dziwka! - krzyknął i wstał.
- Pieprzony frajer! - odszczekałam.
- Wychodzimy! - krzyknął i szarpnął mnie za rękę.
- Ja jeszcze nie skończyłam! - syknęłam.
- Chyba sobie żartujesz, że dałabyś sobie z nimi radę - zakpił. - Masz kluczyki i jedziemy! - rzucił we mnie kluczykami.
- Suka! - krzyknął w drzwiach, kiedy już wsiadałam.
Wstałam i pokazałam mężczyźnie środkowy palec, po czym kolejny raz wsiadłam do samochodu. Odpaliłam silnik i z piskiem opon odjechaliśmy.

*Justin*

- No chodź z nami - zajęczał Christian
- Źle się czuję - mruknąłem.
- To może załatwimy Ci jakąś panienkę, hm? - wyszczerzył się Bruce.
- Nie, serio. Dzięki chłopaki, ale pójdę spać.
- Jest dopiero dwudziesta. Co ty pierdolisz - zaśmiał się Christian.
- Łeb mnie napierdala. Jeszcze może popracuję - powiedziałem łapiąc się za głowę.
- Świruje! Zaraz pewnie załatwi sobie stado dziwek - parsknął Bruce.
- Idźcie już, co? - zaśmiałem się. - Bawcie się za mnie - dodałem.
- No dobra, jak chcesz, jak coś to dzwoń - powiedział Christian
- Spoko. - rzuciłem i pożegnałem się z chłopakami uściskiem dłoni.
Zamknąłem drzwi i od razu rzuciłem się na łóżko.
- Kiedy ona będzie? - szeptałem do siebie.
Nie mogłem się już doczekać, aż zobaczę moją modelkę. Dlaczego im nie powiedziałem o Jessice? Bo raczej by tego nie podzielali. Zważając na sytuację w jakiej się znajdujemy i ogólnie...nasz zawód nie pozwala na to, by mieć kogoś bliskiego. Wrogowie tylko czekają, żeby zabić Cię od środka, przez najbliższych.

*Jessica*

- Do reszty cię powaliło? - warknął.
- Złapał mnie za tyłek! - krzyknęłam.
- Nie mogłaś mnie zawołać?
- Serio? - zaśmiałam się, patrząc na drogę. - Mogłeś się pospieszyć. Mówiłam Ci, że to miejsce mi się nie podoba.
- Boli ręka? - spytał zmartwiony.
- Trochę.
- To dobrze - powiedział stanowczo.
Z całej siły wcisnęłam obcasem pedał gazu.
- Zwolnij! - warknął.
- Pieprz się. Lepiej zapnij pasy - zakpiłam.
- Masz w ogóle prawo jazdy?
- Oczywiście! - zaśmiałam się, cały czas patrząc na drogę.
Kątem oka dostrzegłam, że Mike właśnie się przeżegnał. Dzięki GPS dojechaliśmy do celu, zaparkowałam z piskiem opono, omal nie uderzając w ścianę. Odpięłam pasy i wyskoczyłam z samochodu.
- Chryste! Nic Ci nie jest? - mówił błagalnym głosem Mike.
- Nie. - odpowiedziałam.
- Mówiłem do samochodu - syknął i spojrzał na maskę, czy jest cała.
- Wal się - syknęłam i mocno stąpałam po schodkach.
- Wracaj! - krzyknął za mną.
- I jeszcze czego! Miałeś gdzieś jechać! - krzyknęłam do niego, odwracając się na chwilę i w tym momencie potknęłam się o schodek, przewracając się.
- Kurwa - zaklęłam pod nosem.
- Niezdara - zakpił i zaraz pomógł mi się pozbierać.
- Dam sobie radę! Idę do SWOJEGO chłopaka, a ty gdzieś się zabawić.
- Zaraz do was przyjdę, nie martw się. - Zaśmiał się. - Idę nas zameldować.
- O przepraszam Cię kochanie, ale ja mieszkam u Justina.
- Hah. Dobre mi.
Wzruszyłam ramionami i poszłam pod drzwi Justina. Zapukałam i odwróciłam się tyłem. Po chwili usłyszałam otwierające się drzwi. Zagryzłam dolną wargę i szybko rzuciłam się na chłopaka oplatając go nogami i zachłannie całując. Szatyn przez chwilę był w szoku, po czym położył dłonie na moich pośladkach i kopnął drzwi, by się zamknęły.
- Miłe powitanie - powiedział między pocałunkami, a po chwili leżeliśmy już na jego łóżku. Nie dane nam było się sobą nacieszyć, aczkolwiek do pokoju WPADŁ, dosłownie WPADŁ Mike.
- Wiedziałem! - krzyknął uradowany, i jednocześnie dumny z siebie.
- Co wiedziałeś? - warknęłam, przeczesując dłonią włosy.
- No siema - ucieszył się Bieber, podchodząc do Mike i mocno go ściskając.
- Że będziecie uprawiać sex - powiedział dumny.
- Przestań oglądać tyle filmów - warknęłam. - Dopiero przyszłam i ...chciałam się jakoś przywitać - powiedziałam siadając na łóżku.
- Ja bym na nią uważał - powiedział Mike, patrząc na mnie kątem oka.
- Hm? - mruknął Justin, siadając obok mnie i obejmując w talii.
- No pochwal się co dzisiaj zrobiłaś. - uśmiechnął się brunet.
- Nic nie zrobiłam. - wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
- Najpierw...naskoczyła na jakiegoś faceta w barze. Sorry, ona nawet na niego nie naskoczyła, najpierw mu zajebała!
- Co? - spytał z niedowierzaniem Justin.
- Boże! - przyłożyłam rękę do czoła.
- Pokaż rękę - powiedział Justin.
Głośno westchnęłam i pokazałam mu zaczerwienioną rękę.
- Za co go uderzyłaś? - spytał.
- Y...bo ten kretyn...zostawił mnie tam samą , a jakiś obcy facet zaczął się do mnie dobierać.
- To nie jest powód do bicia - rzucił Mike.
- Och! I kto to mówi! Sam uczyłeś mnie bić - syknęłam.
- Co Ci zrobił? - spytał dociekliwie Justin.
- A czy to ważne? - spojrzałam w sufit.
- Tak?
- Złapał mnie za tyłek.
- Należało mu się - zaśmiał się Justin.
- Stary, oni mogli nas tam zabić! A później prawie zginęliśmy przez nią, bo prowadzi jak szalona. Nie wiem kto jej dał prawo jazdy.
- Ale ona nie ma prawa jazdy - zaśmiał się Justin.
- Huh?
- Nie zdała trzy razy - parsknął śmiechem Justin.
- Nie mów dlaczego! - podniosłam głos.
- Za pierwszym razem stwierdziła, że kierowca ją podrywał, później wjechała w sklep, a następnym razem zatrzymała się na środku ulicy i zaczęła śmiać. - wybuchnął śmiechem szatyn.
- Skąd ty to wiesz? - spytał Mike.
- Bo mi opowiadała - Justin próbował przestać się śmiać.
- Mike! Miałeś gdzieś iść! Chcemy uprawiać sex!
- Bardzo śmieszne! - powiedział z pogardą brunet.
- Tak? - spojrzał na mnie podejrzliwie szatyn.
- No...przecież tyle się nie widzieliśmy...- zagryzłam dolną wargę.
- Wyłaź! Moja dziewczyna chce się pieprzyć. - Szatyn się podniósł i zaczął wyganiać bruneta.
- Jak już...to kochać! - wtrąciłam się.
- No wyłaź! - krzyknął Justin, starając się wypchać Mike'a
- Żadnego seksu Jessica! - krzyknął Mike.
- Dobrze tato! - zaśmiałam się i poszłam do łazienki obmyć rękę. Stanęłam przed umywalką, przeczesałam włosy palcami i włożyłam dłoń pod zimny strumień wody. Zaraz pojawił się przy mnie szatyn, obejmując mnie w pasie.
- Serio, będzie sex? - mruknął mi do ucha, podczas kiedy ja cały czas chłodziłam dłoń.
- Nie - zaśmiałam się. - Żartowałam. - dodałam.
- Na pewno? - wyszeptał uwodzicielsko i mocno mnie do siebie przycisnął.
Spojrzałam w nasze odbicie.
- Tęskniłem - zaczął obsypywać moją szyję mokrymi pocałunkami.
- Justin. Nie przyjechałam tu tylko i wyłącznie po to, żeby uprawiać sex. Stęskniłam się.
- Ja też. Możemy się kochać i rozmawiać - zaśmiał się i włożył ręce pod moją koszulę, jeżdżąc nimi po moim nagim brzuchu. Z trudem przełknęłam ślinę.
- Justin...- szepnęłam. Serce waliło mi jak młotem, a oddech był urywany.
- Shh...- dmuchnął po mojej szyi, przez co przeszedł mnie dreszcz. Po chwili odwrócił mnie do siebie i przyparł do umywalki, trzymając dłonie na moich biodrach.
- Ślicznie dziś wyglądasz - uśmiechnął się czarująco, przekrzywiając głowę w bok.
- Dzięki - szepnęłam i patrzyłam mu prosto w oczy. - Um...chcę się wykąpać, jestem zmęczona po podróży - powiedziałam spuszczając wzrok w dół.
- Pomogę Ci - zaśmiał się i zaczął rozpinać moją koszulę.
- Poradzę sobie sama - parsknęłam śmiechem.
- Pamiętaj, że zawsze będziesz moja - mruknął, odpinając ostatni guzik mojej koszulki. - Zawsze będę Cię kochał. - dodał, całując mnie w usta.
- Mówisz to jakbyśmy się żegnali. - powiedziałam smutno.
- Po prostu chcę, żebyś to wiedziała - uśmiechnął się i położył ręce na mojej tali.
- Okej, już wiem - zaśmiałam się i cmoknęłam go w usta. - Czy mogę się już wykąpać?
- Pod warunkiem, że ze mną - puścił mi oczko.
- Wiesz...chyba skorzystam z łazienki u Mike'a - poruszałam brwiami.
- Nie, dobra...okej! - natychmiast mnie puścił. - Ale szybko!
- Nooo - przeciągnęłam. Już po chwili byłam sama w łazience.
Rozebrałam się do naga i weszłam pod prysznic. Starałam się to zrobić jak najszybciej. Już po chwili byłam owinięta w ręcznik i poprawiałam swoje włosy, zaczęłam rozglądając się za bielizną, aż zorientowałam się, że nie wzięłam ze sobą torebki z ciuchami na zmianę. Spojrzałam na siebie, ręcznik ledwo zakrywał mi uda. Serio? Zawsze muszą być takie krótkie. Delikatnie uchyliłam drzwi, Justin siedział na łóżku tyłem do drzwi i robił coś na laptopie. Przełknęłam głośno ślinę i na palcach poszłam po swój telefon. Kiedy byłam już przy łóżku, podłoga mocno zaskrzypiała. Zacisnęłam powieki z nadzieją, że jestem niewidzialna.
- Mrr - zamruczał.
- Ja tylko po telefon - szepnęłam. Złapałam za telefon i już chciałam wracać, kiedy Justin pociągnął mnie za nadgarstek i mocno do siebie przyciągnął.
- Gdzie idziesz? - wymruczał, całując moją szyję.
- No..ten...muszę zadzwonić do...Mike'a, bo...nie wzięłam ciuchów z auta. - zagryzłam dolną wargę.
- Nie są Ci potrzebne - uśmiechnął się lubieżnie.
Przewróciłam oczami i wybrałam numer do brata.
- Mike, przynieś mi rzeczy z samochodu - powiedziałam do telefonu patrząc na Justina, który zaraz wyrwał mi telefon z dłoni.
- Nie będą jej potrzebne - rzucił i szybko się rozłączył, po czym wziął mnie na ręce i położył na łóżku, a sam zaraz zawisł nade mną.
- Justin, złaź ze mnie! - warknęłam i próbowałam zepchnąć z siebie chłopaka.
- Nigdy - zaprzeczył i przykleił się do mojej szyi.
- Przestań, to łaskocze! - śmiałam się kiedy ssał moją szyję. - Justin! - wydukałam.
Nagle ktoś mocno uderzył w drzwi, ponieważ były zamknięte na klucz.
- Jessica? - krzyczał Mike. - Otwierajcie te cholerne drzwi - nadal walił.
- Przyszły moje ciuchy - zaśmiałam się.
Szatyn przewrócił oczami i zszedł ze mnie.
Podeszłam do drzwi i je otworzyłam.
- Nic Ci nie jest? - spytał wystraszony Mike.
- Dzięki za ubrania - zaśmiałam się i wystawiłam rękę w jego kierunku po torebkę. Ale ma chłopak refleks.
- Justin nic Ci nie zrobił? - dalej dopytywał.
- Nie! Daj mi w końcu te ubrania - zaśmiałam się, a zaraz za mną pojawił się szatyn.
- Mówiłem, że niepotrzebne jej będą - zaśmiał się wrednie.
- Jak chcesz, to mogę Ci dać coś swojego? Mam długie bluzki i wiesz.
- Nie Mike, dam rade - uśmiechnęłam się.
- Sami sobie poradzimy - wyszczerzył się szatyn, kładąc rękę na moim pośladku, tak aby nie zauważył tego Mike.
- Zamknij się kretynie - warknął Mike.
- To my wracamy do siebie, ty do siebie - zaśmiał się Justin ciągnąc mnie do tyłu.
- Ale...Justin!
Już po chwili szatyn stał pod drzwiami i starał się je zamknąć.
- To się chociaż zabezpieczcie! - krzyknął Mike i po chwili walenie ustało.
Głośno westchnęłam i poszłam do łazienki i szybko zamknęłam za sobą drzwi. Oparłam ręce o umywalkę i spojrzałam w swoje odbicie, kręcąc głową z rozbawieniem. Kiedy już byłam ubrana w bieliznę, mogłam wyjść.
- No, to to ja rozumiem - zaśmiał się szatyn, oblizując usta.
Zagryzłam dolną wargę i weszłam do niego na łózko, siadając na nim w rozkroku. Pochyliłam się i zaczęłam go namiętnie całować. Zaczesałam włosy na jeden bok i przeniosłam się na szyję brązowookiego, nie musiałam długo czekać, aż zacznie wszystko odwzajemniać. Słychać było jego ciche mruczenie, a jego ręce cały czas ściskały moje półnagie pośladki, od skąpej bielizny.

***

Rozdział mega długi, jak chcecie nn to musicie się trochę postarać. Obserwujesz?-skomentuj -,-. Pozdro:* i do nn

Tagi: rozdział 25
09.02.2013 o godz. 22:23
- Masz wyjątkową urodę. Takich dziewczyn szukam - zaczął mężczyzna.
Mrugnęłam szybko oczami. Ja i wyjątkowa uroda? Hah! Dobre mi!
- Marzyłaś kiedyś o tym, żeby zostać modelką? - spytał.
-
Umm...no tak, jak każda nastolatka, ale raczej nie miałam zbyt duże kompleksy, żeby się zgłosić - uśmiechnęłam się serdecznie.
- Ty? kompleksy? - zakpił.
- Och, nie widział mnie pan dwa lata temu - zaśmiałam się. - byłam małym grubaskiem.
- Mów mi Dominic - uśmiechnął się. - Co wpłynęło na Ciebie, żeby zrzucić kilka kilogramów? - spytał drapiąc się po brodzie.
- Nowe otoczenie, i moja osobista motywacja do bycia lepszą.
- Hm...ciekawe - pokiwał głową. - Tak więc...chciałabyś z nami współpracować?
- Musiałabym się zastanowić. To dla mnie zbyt dużo, żeby odpowiadać teraz.
- Ile czasu potrzebujesz?
- Nie wiem? trzy dni?
- W takim bądź razie czekam na twój telefon.
- Dziękuję. - wstałam i uściskałam dłoń mężczyzny.
- Do zobaczenia - puścił mi oczko, po czym wyszłam z jego gabinetu.
- I jak, jak? - pisnęła Cassie.
- Spokojnie - zaśmiałam się i weszłyśmy do windy.

*Justin*

- Christian! - krzyknąłem szczęśliwy.
- Bieber! Kope lat! - zaśmiał się chłopak i mocno klepnął mnie w plecy.
Razem wsiedliśmy do jego samochodu i ruszyliśmy do niego do domu.
- Co Cię do mnie sprowadza? - spytał, patrząc na drogę.
- Chodzi o Nick'a - szepnąłem.
Christian od razu mocniej zacisnął dłonie na kierownicy.
- Co z nim? - wycedził przez zaciśnięte zęby.
- Znalazł mnie.
- Co kurwa? Jak! - krzyknął.
- Nie wiem! Dlatego wyjechałem, i potrzebuję twojej pomocy. Musimy to załatwić raz a porządnie.
- Kurwa! Kurwa! Kurwa! - walił w kierownice.
- Ciebie pewnie też zacznie szukać.
- Leila ledwo się pozbierała. - syknął.
- Dlatego musimy go w końcu załatwić - powiedziałem stanowczo. - A właśnie, co z nią?
- Mieszka dalej z rodzicami, rodzice nie chcą, żeby się ze mną widywała. To nawet lepiej, nie ściągnę na nią więcej kłopotów. W naszym zawodzie nie można mieć rodziny, trzeba się od niej odizolować, bo oni tylko czyhają, żeby Cię zranić poprzez bliskich.
Pochłaniałem każde jego słowo. Ma rację, tak już jest w tym zawodzie. Dlatego uciekłem jak najszybciej, żeby nie mógł mnie powiązać z Jessicą, o ile JUŻ tego nie zrobił. Nie wybaczę sobie, jeśli kolejny raz coś jej się stanie przeze mnie.
W końcu dojechaliśmy do domu Beadlesa. Christian jak zwykle zaparkował byle jak auto i wysiadł. Po chwili znaleźliśmy się już w jego domu.
*Po 3 tygodniach*
- Znaleźliście go? - warknąłem drapiąc się po karku.
- Nie! Szukamy - odszczekał Austin.
- Ty! Bieber! Chodź, znalazłem Manuela - Krzyknął Elijah.
Szybko pobiegłem do chłopaka.
- Gdzie jest?
- Um...Floryda? - zaśmiał się.
- Christian! Zbieraj się, jedziemy na Florydę! - krzyknąłem do blondyna.
- Co? Po co? - spytał z pełną buzią jedzenia.
- Manuel tam jest. Zbieraj się i jedziemy - powiedziałem i pobiegłem do 'siebie' na górę. Spakowałem potrzebne rzeczy i broń, po czym zszedłem na dół. Zastanawiacie się, po co mi Manuel? A więc...potrzebni nam są ludzie, żeby zniszczyć Nicka. Nie ważne, że Manuel jest moim wrogiem, muszę zniszczyć Nicka i chronić Jessice. Wzięliśmy ze sobą jeszcze Bruca i czym prędzej wyjechalismy.
- Pomorze nam? - spytał Christian.
- Musi - warknalem.
***

- Gdzie to ma być? - zaczął Bruce.
- Mmm...gdzieś tutaj - szliśmy chodnikem, a po prawej stronie były pokoje hotelowe. Sprawdziłem ostatni raz na telefonie, numer pokoju, i w końcu go znaleźliśmy. Grzecznie zapukalem, a już po chwili w drzwiach pojawił się Manuel z pistoletem w dłoni.
- A ty tu czego? - warknal.
Popchalem go na bok i wszedłem z chłopakami do pomieszczenia. Nagle wszyscy się poderwali i skierowali w nasze głowy pistolety.
- Sorry dziewczyny, nie mam czasu na zabawy - zasmialem sie i w tym momencie usłyszałem, hak wszyscy odbezpieczyli bronie.
- Spokojnie chłopaki - usłyszałem za sobą Manuela. - O co chodzi? Chyba nie przyszedłes mnie błagać o śmierć - zasmial się, a wraz z nim jego ludzie.
- Widzę, że nadal trzymasz się żartów - zakpilem. Oblizalem spierzchniete wargi. - Potrzebuje twojej pomocy.
- Hah! Nie wierze, Justin Bieber przychodzi do mnie o pomoc - parsknął śmiechem.
- Nie wkurwiaj mnie! - syknąłem. - Chodzi o Nicka, z tego co mi wiadomo, to też zalaz Ci za skórę.
- Wyjdzmy na zewnątrz - rzekł i razem wyszliśmy, zostawiając w pokoju swoich ludzi.
- O co chodzi? - spytal, odpalajac papierosa. - Trzeba w końcu zrobic z nim porządek.
- No co ty nie powiesz - wypuszczając dym z ust. - Ale po cholerę Ci ja?
- Bo sam nie dam rady. - powiedziałem i wlozylem dłonie w kieszenie spodni.
- Wiesz co robi.
- Wiem, mi też się to nie podoba, ale...teraz znalazł sobie dobrych ludzi, nie da się go ruszyć - odpowiedział.
- To nie ściana - zasmialem się. - Wszystko sie da, tylko trzeba chcieć.
- Wróg mojego wroga jest moim przyjacielem. - powiedział zaciągając sie papierosem.
- Dzięki - usciskalem chłopaka i poklepalem go po plecach.
- Czego Ci potrzeba? - spytał.
- Zbierz tyle ludzi, ile możesz. Zaczniemy po cichu, a później uderzymy.
- Spoko - powiedzial i zdeptal niedopalek, po czym weszliśmy do pokoju. Wszyscy stali na baczności i przyglądali się sobie nawzajem, gotowi skoczyć sobie zaraz do gardeł.
- Chłopaki, będziemy współpracować z Justinem - ogłosił Manuel.
- Postarajcie się znaleźć Nicka - powiedziałem. - Przez jakiś czas tu bedę. Masz do mnie kontakt. Dzwon jak coś - dodalem na wychodne i wszedłem ze swoimi chłopakami.
- Co my tu będziemy robić? - spytał Christian wsiadajac do samochodu.
- Muszę się tu z kims spotkać - uśmiechnąłem się na samą myśl, że jutro spotkam się z Jessica. Na razie pisaliśmy ze sobą tylko listy, to było chyba najbezpieczniejsze.
- w interesach oczywiście - odchrzaknalem.
- Mhm- pokiwali głowami.
Zatrzymaliśmy się w jakimś tanim motelu. każdy ma osobny pokój. Wysłałem Mike'iemu wiadomość z adresem, po czym odłożyłem telefon na bok i wpatrywałem się w sufit, nie mogąc się już doczekać kiedy zobaczę Jessi. Nie myslcie sobie, że Mike tak od razu się na to zgodził. Długo go o to prosiłem, aż w końcu się zgodził. Dochodziła właśnie pierwsza, jeszcze piętnaście godzin.

*Jessi*

Boże! to już dzisiaj! za niedługo go zobaczę. Miesiąc sie już nie widzieliśmy. Jestem już dobrze spakowana i czekam, aż w końcu pojedziemy. Ten wyjazd na pewno długo pozostanie w naszej pamięci.
- Mike! możemy już jechać? - krzyknęłam.
- Nie - warknal.
- Bogam, braciszku kochany - złożyłam ręce jak do modlitwy.
- Zaraz, musze coś zjeść .
- Mike, nie mecz jej i jedzcie już - zasmial sie Chaz.
- Muszę zjeść - warknal.
Głośno westchnelam i opadlam bezwladnie na kanapie obok Chaza.
- Spokojnie mała- uśmiechnął sie Alfredo.
Po godzinie w końcu ruszyliśmy, zostawiając chłopaków samych w domu.
Cholera, ale się denerwuje, sama nie wiem czym. Pewnie się zastanawiacie jak moja 'kariera modelki'? Zgodziłam sie, zrobili mi już parę zdjęć. Jestem nawet na okładce gazety o modzie. Ale czy z tego będę żyć? Na pewno nie.


ROZDZIAŁ PISANY NA TELEFONIE. NIE WIEM KIEDY KOMPUTER BĘDZIE NAPRAWIONY ;( PROSZĘ ŁADNIE KOMENTOWAĆ!! WY CHCECIE ROZDZIAŁ, JA CHCE WASZEJ OPINII. MYŚLĘ, ŻE SIE DOGADAMY. PISZCIE SWOJE NAZWY NA TT JEŚLI CHCECIE BYĆ INFORMOWANE. DO NN:*
Tagi: rozdział 24
02.02.2013 o godz. 17:05
Czułam jak mnie niesie do domu. Coś szeptali między sobą, ale nie bardzo wiedziałam co. Po chwili poczułam pod sobą coś miękkiego, chyba kanapa.
- Chodź - mruknęłam do chłopaka i pociągnęłam go na siebie.
- Jessi, śpij - szepnął.
- Nie chcę spać sama - jęknęłam. - Proszę - szepnęłam.
Usłyszałam głośne westchnięcie chłopaka i zaraz położył się przy mnie mocno mnie obejmując.
Justin

- Justin! Musimy się zaraz zbierać - krzyknął szeptem Mike
- Jeszcze chwileczkę - szepnąłem kiedy chłopak wyrwał mnie ze snu.
- Jessi - szepnąłem jej nad uchem
- Hm? - mruknęła.
- Zaraz jadę.
- Mhm...Kup mi coś do jedzenia - mruknęła, mocno wtulając się w poduszkę.
- Jessi...wyjeżdżam
- Co? - nagle się poderwała.
- Już czas się pożegnać. - dalej leżałem na kanapie.
- Boże! Teraz tragiczne rozstanie - zaśmiał się ironicznie Mike
- Wal się! - warknęła brunetka.
- Nie Justin, nie zostawiaj mnie - z jej oczu zaczęły płynąć łzy.
- Nie zostawiam Cię, wrócę - szepnąłem i mocno przytuliłem dziewczynę. Sam nie wierzyłem w swoje słowa.
- Proszę. Na pewno jest inne wyjście - wyszlochała.
- To jest jedyne wyjście - zacząłem gładzić dłonią jej włosy.
- Wy! Zakochani! Trzeba się zbierać. - przed nami stanął Fredo.
- Daj mi chwilę! - syknąłem.
Chłopak odszedł unosząc dłonie w geście obrony.
- Justin...proszę - zaczęła, ale nie dałem jej skończyć. Wiedziałem, co chciała powiedzieć, po prostu ją pocałowałem. Nie chcę się z nią rozstawać, ale...muszę. Zrobiłem kiedyś coś bardzo złego. Wierzchem dłoni starłem jej łzy z policzka.
- Mogę chociaż jechać z wami? - spytała zagryzając wargę.
- Nie! - warknął Mike.
Spojrzałem na niego, był wkurzony, że jeszcze nie ruszyliśmy.
- Możesz - uśmiechnąłem się i cmoknąłem jej usta.
Dziewczyna od razu się rozpogodziła. Szybko poszła po bluzę i zaraz do nas wróciła.
- No i na cholere nam ona jeszcze? - warknął Mike
- Zamknij się! - syknęła Jess.
Wziąłem swoje rzeczy i wyszliśmy na zewnątrz. Było już trochę po trzeciej nad ranem. Zaraz dołączył do nas Mike, bawiący się kluczykami od samochodu, aczkolwiek...nie zawiezie mnie on tylko na stację kolejową. Wsiedliśmy do samochodu na tylne siedzenia, a Mike zajął miejsce kierowcy.
- Chłopaki nie jadą? - spytała Jess siadając obok mnie.
- Nie. - fuknął Mike. Chyba dalej nie może się pogodzić, że jestem z jego siostrą.
- Kocham Cię maleńka - szepnąłem do dziewczyny mocno ją obejmując. Myśl, że mogę jej już więcej nie zobaczyć, mocniej mnie dobijała. Nawet nie zauważyłem jak znaleźliśmy się na miejscu.
- To siema! - rzucił Mike.
- Jessi, muszę iść - szepnąłem.
Jej wargi zadrżały.
- Proszę Cię, wróć do mnie. - Obiecaj mi to
Chwilę się zastanowiłem, po czym spojrzałem najpierw w lusterko, na Mike'a, a później na Jess.
- Obiecuję - szepnąłem.
- Kocham Cię - uśmiechnęła się. To był uśmiech, który tak cholernie uwielbiałem. Dla którego codziennie rano się budziłem. Szkoda, że ta rzadko go widywałem.
- Ja Ciebie też maleńka - pocałowałem namiętnie dziewczynę i wyszedłem z samochodu, a za mną Mike.
- Stary! Co ty odpierdalasz? - warknął, kiedy Jessi nie mogła nas już usłyszeć.
- O co Ci chodzi?
- Po cholere jej obiecasz, że wrócisz?
- Bo wrócę! - syknąłem przez zaciśnięte zęby. - Dla niej!
- Lepiej żebyś się wywiązał.
- Czy tak będzie już zawsze? - spytałem.
- Jak? - spojrzał na mnie zdziwiony.
- Będziemy sobie skakać do gardeł o Jessi? Ja też ją Kocham. - krzyknąłem szeptem, mocno zaciskając dłonie na torbie podręcznej.
- Kochasz ją tak samo jak Caitlin? - zakpił.
- Dobrze wiesz, że nie! Kocham ją, i niech to wreszcie do Ciebie dotrze. Nie tylko ty ją możesz kochać - warknąłem.
- Zaraz Ci pociąg ucieknie - rzucił obojętnie brunet.
- Do zobaczenia - zaśmiałem się i uściskałem chłopaka, klepiąc go mocno w plecy.
- Mam nadzieję, bo inaczej sam Cię tu sprowadzę - parsknął Mike.
Spojrzałem jeszcze raz na auto, i nagle wyskoczyła z niego Jessi, po czym rzuciła mi się w ramiona.
- Jess, wracaj do auta. - powiedział Mike
- Kocham Cię - wydukała brunetka.
- Do zobaczenia - uśmiechnąłem się i ucałowałem czubek głowy dziewczyny.
Spojrzałem na Mike'a, dając mu do zrozumienia, że musi zabrać Jessicę.
- Chodź mała - szepnął brunet i wziął siostrę w ramiona.
- Nie, proszę - wybuchła płaczem.
- On musi już jechać - szepnął i mocno przytulił siostrę.
- Do zobaczenia - powiedziałem beznamiętnie i ruszyłem w stronę pociągu, który za kilka minut ma odjechać. Muszę wrócić, muszę wrócić dla niej. Walczyłem ze sobą, żeby się nie odwrócić więcej, bo pewnie nigdzie bym nie pojechał. W końcu wsiadłem w pociąg. Zająłem miejsce w pustym przedziale, przy oknie. Widziałem jak Mike próbuje pocieszać Jess. Spuściłem głowę w dół, cholernie bolało widząc ją w takim stanie. Nie wiem nawet kiedy znowu ją zobaczę, kiedy znowu ją pocałuję, przytulę, kiedy zobaczę jej uśmiech. Pokręciłem głową, starając się odgonić te myśli, które atakowały we mnie jak karabin maszynowy. Muszę się teraz skupić na sobie, muszę do niej wrócić, a żeby to zrobić, muszę się dobrze ukryć. Na razie wyjadę z Kanady, pojadę do Christiana do Atlanty. Razem załatwimy tę sprawę raz a dobrze. Źle zrobiliśmy zostawiając ją wtedy. Pewnie zastanawiacie się o co chodzi? Dwa lata temu, Nick uprowadził siostrę Christiana. Miała wtedy szesnaście lat. Posunął się za daleko, zgwałcił ją. W odzewie zabiliśmy jego brata i przyjaciela. Jego też powinniśmy byli zabić, ale tego nie zrobiliśmy. I teraz poluje na mnie i Christiana. Nie może się dowiedzieć o Jess! To jest pewne!

*Jessica*

Pojechaliśmy razem do domu.
Bez słowa weszłam do swojego pokoju, kierując się od razu do łazienki. Justin zostawił swoje dresy, w których śpi.
Uśmiechnęłam się sama do siebie. Wykąpałam się, po czym włożyłam bluzkę szatyna i jego dresy. Położyłam się do łóżka i leżałam w pozycji embrionalnej. Ledwo wróciłam, a już musiałam się z nim rozstawać. Po moich policzkach spłynęły słone łzy, które natychmiast starłam pościelą. Mocno zacisnęłam powieki i próbowałam zasnąć. Jutro też jest dzień na płakanie.
Obudziłam się cała obolała i zmęczona. Za dużo wrażeń jak na jeden dzień. Niechętnie zwlokłam się z łóżka, od razu sprawdziłam telefon, ale żadnej wiadomości. Rzuciłam komórką z powrotem na stolik i poszłam do łazienki.
Owinięta w ręcznik wyszłam do pokoju, po czym ubrałam bieliznę, a następnie zaczęłam szukać czegoś w co mogę się ubrać. W końcu wybrałam czarne getry, białą bokserkę i szary sweter, który 'zapięłam' paskiem. Wzięłam telefon i torbę, po czym zeszłam na dół, gdzie wszyscy jeszcze spali. Wzięłam butelkę wody z lodówki i banana. Na zewnątrz czekała na mnie już Cass z resztą dziewczyn.
- Cześć - uśmiechnęłam się blado.
- Och Jess...- uściskała mnie blondynka.
- Zobaczysz, znajdzie się - uśmiechnęła się Ash.
Teraz zdecydowanie łatwiej jest mi udawać, że Justin zaginął.
Weszłyśmy w końcu do szkoły. Co jakiś czas odpowiadałam tylko 'cześć' ludziom, których nie pamiętam.
- Damy radę - pocieszała mnie Shay
Posłałam tylko blady uśmiech przyjaciółce i szłyśmy ramię w ramię pod klasę od matematyki. Nie ma to jak zacząć dzień od matematyki.
W końcu przyszła pora Lunchu. Jeden banan mi nie wystarczył. Wzięłam sałatkę z kurczakiem, frytki, pudding i cole.
- Zjesz to wszystko? - zaśmiał się Ian
- Mhm - uśmiechnęłam się i zabrałam za jedzenie.
- Co robisz po szkole? - spytała Ash.
- Miałam zamiar iść zobaczyć tę agencję modelek - uśmiechnęłam się lekko.
- Ach tak! Pamiętam! Możemy iść z tobą? - pisnęła Cass.
- Jasne
- Coś wiadomo z Justinem? - zagadnął Lucas.
- Lucas! - upomniała chłopaka, blondynka.
- Spoko - uśmiechnęłam się. - Nie, nic nie wiadomo.
- Sorry, nie chciałem - chłopak posłał mi spojrzenie pełne współczucia.
- Nie ma za co - odpowiedziałam i wróciłam do swojej sałatki.
Po szkole tak jak planowałam, udałam się wraz z dziewczynami do agencji modelek. Weszłyśmy przez szklane drzwi ogromnego wieżowca. Na mapie dostrzegłyśmy, że agencja modelek jest na piętnastym piętrze. Weszłyśmy do windy i pojechałyśmy na wskazane piętro, po chwili drzwi się rozsunęły. Wszystkie zaniemówiłyśmy kiedy zobaczyłyśmy tę całą agencję.
- W czym mogę służyć? - zza lady wyłoniła się zgrabna blondynka.
- Um... - podeszłyśmy do kobiety.
- Jesteście umówione? - spytała.
- Dostałam wizytówkę, ale wolałam przyjść sama.
- Och, skarbie. Każdy może odstać wizytówkę - zakpiła. - Najpierw trzeba się umówić.
- O! To ty! - usłyszałam za sobą.
Odwróciłam się i spojrzałam na mężczyznę, który dał mi tę wizytówkę.
- Dominic jestem - teraz mogłam dokładniej przyjrzeć się mężczyźnie. Brunet, niebieskooki, przed trzydziestką, nienagannie ubrany.
- Jessica - uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Nie jest umówiona. - fuknęła blondynka, siedząca za biurkiem.
- Nie musi - warknął mężczyzna do dziewczyny.
- Zapraszam. - gestem dłoni zaprosił mnie do swojego gabinetu, oddzielonego od całego pomieszczenia, szkłem.
Zaraz będę - Poruszyłam ustami w stronę dziewczyn, na co mocno zacisnęły kciuki.

~*~

Spóźniłam się 40 minut :( Sorka, ale nie miałam czasu pisać. W końcu dodaje. Jeśli chcecie być informowane o nowych rozdziałach, zostawcie w komentarzu swojego TT. Do nn :*

DZIEWCZYNY DOPIERO ZACZYNAJĄ, WCHODŹCIE NA rainbow415011
Tagi: rozdział 23
21.01.2013 o godz. 00:38
- Jess, naprawdę lepiej będzie, jak nie będziesz wiedziała - szepnął i zaczął bawić się moimi włosami.
- Dobrze - mruknęłam zrezygnowana.
- Kiedy wyjeżdżasz? - Czy chcę wiedzieć? Chcę wiedzieć ile czasu mi zostanie? Chłopak wstrzymał powietrze, jakby się bał odpowiedzieć.
- Jutro w nocy
Od razu na niego spojrzałam. Mamy jeden dzień dla siebie?
- Chciałeś wyjechać nawet wtedy, kiedy...
- Dałaś mi jasno do zrozumienia, że już mnie nie chcesz, więc wróciłem do pracy...i wtedy dowiedzieli się gdzie jestem. Miałem nadzieję, że wyjadę stąd nie zostawiając tu nikogo.
- Mnie zostawiasz - szepnęłam i usiadłam na chłopaka okrakiem.
- Nie wiedziałem, że będziesz chciała jeszcze do mnie wrócić - szepnął patrząc mi w oczy.
- Jak mogłeś tak myśleć? Kocham Cię! - warknęłam.
- Justin, proszę...obiecaj, że do mnie wrócisz - szepnęłam łamiącym się głosem.
- Hej, hej - chłopak szybko złapał w dłonie moją twarz i zbliżył do siebie, składając na moich ustach gorący pocałunek.
- Czy to naprawdę musi trwać kilka miesięcy?
- Shawty, nie wiem ile to potrwa. Będę do Ciebie pisał w każdy możliwy sposób.
Schowałam twarz w jego szyję.
- Ładnie pachniesz - zaśmiałam się
- Ty też - parsknął.
- A co z twoimi rodzicami? Bo w końcu jesteś uważany za...zaginionego.
- Wiedzą, że żyję. Obiecali nie zgłaszać mojego zaginięcia.
Wtuliłam się w niego mocno i zasnęłam. Obudziły mnie grzmoty burzy. Aż się wzdrygnęłam.
- Co się stało? - spytał Justin przecierając oczy.
- Och - westchnął mi mocno mnie do siebie przytulił.
- Justin, chce mi się pić - szepnęłam zagryzając dolną wargę.
Chłopak podniósł się i zaraz wstał z łóżka wystawiając do mnie rękę. Otworzyłam drzwi i zeszliśmy na dół cały czas kurczowo trzymała go za rękę.
- Hej, złamiesz mi rękę - zaśmiał się szatyn stając w kuchni.
Wyjęłam z lodówki wodę i zaczęłam szybko pić z butelki. Ale byłam spragniona. Nalałam sobie jeszcze do szklanki i mogliśmy iść. Spojrzałam na zegarek. Jest czwarta nad ranem. Cholera! Dzisiaj idę do szkoły. Nie chcę zostawiać Justina.
Cholerny budzik! Wzięłam telefon w dłoń i wyłączyłam alarm, następnie mocno wtuliłam się w szatyna, a ten mocniej mnie objął.
- Jessi! Wstawaj do szkoły - usłyszałam Mike'a
- Nigdzie nie idę - mruknęłam i cmoknęłam szatyna w szyję.
- Daj jej spokój kretynie - warknął Justin, nie otwierając nawet oczu.
Czyżby dał nam spokój? O nie, nie, nie! Zaraz coś mnie wciągnęło pod kołdrę i w mgnieniu oka znalazłam się na podłodze.
- Mike! - syknęłam. - Lepiej stąd uciekaj! .
Nim podniosłam wzrok, bruneta już dawno nie było.
- Co się dzieje? - mruknął zaspany Justin.
- Idę do szkoły - warknęłam i podniosłam się.
Szatyn niewzruszony poszedł dalej spać.
Weszłam pod prysznic i rozkoszowałam się ciepłą wodą, chociaż na chwilę mogłam zapomnieć o tym, że dzisiaj ostatni raz widzę się z Justinem, później nie wiem kiedy go zobaczę. Wyszłam chwiejnym krokiem z kabiny i owinęłam się ręcznikiem, który ledwo zakrywał mi uda, więc szybko włożyłam jeszcze majtki. Otworzyłam drzwi, ponieważ od panującego gorąca w łazience robiło mi się słabo. Rozczesałam włosy i zaczęłam szybko szczotkować zęby.
- Justin! Przynieś mi telefon! - krzyknęłam do chłopaka, który zapewne jeszcze spał.
Po chwili w drzwiach pojawił się zaspany chłopak z rozczochranymi włosami i telefonem w ręku.
Szybko wyplułam paste i wypłukałam zęby wodą.
- Tak?
- Spóźnimy się! Pospiesz się! To twój pierwszy dzień - zaczęła krzyczeć Cass.
- Okey! Już się ubieram - rzuciłam i rozłączyłam.
- Co się tak gapisz? - spojrzałam na szatyna, który opierał się o framugę drzwi i szelmowsko uśmiechał.
- Mam piękną dziewczynę - uśmiechnął się i podszedł do mnie obejmując mnie w pasie.
- A ja seksownego chłopaka - zaśmiałam się cicho.
- Pamiętaj, żeby z nikim o mnie nie rozmawiać - szepnął mi przy samym uchu patrząc w nasze odbicie.
- Wiem - mruknęłam.
Po chwili poczułam jak mój ręcznik się rozluźnia, a szatyn z całą koncentracją wgapia się w mój dekolt, który z czasem zaczyna się uwalniać spod ręcznika. Szybko złapałam się za czerwone okrycie i odeszłam od szatyna. Usłyszałam za sobą tylko głośne westchnięcie. Odwracając się tyłem do chłopaka szybko włożyłam stanik, teraz mogę się swobodnie poruszać po pokoju. Nie wstydzę się Justina. Zmierzałam właśnie do szafy kiedy do pokoju nieoczekiwanie wpadł Chaz.
- Jess...Mike...- nie dokończył lustrując mnie wzrokiem.
Szybko stanęłam za Justinem zakrywając się nim.
- Przeszkodziłem? - pyta chłopak dalej stojąc w drzwiach z rozchylonymi ustami.
- Nie no co ty! - zironizował Jus.
- A, no to Mike Cię woła, zaraz Cię zawiezie do szkoły - wszedł głębiej do pokoju.
- Serio? Chaz! Wypieprzaj! Nie widzisz, że ona jest w bieliźnie? - warknął szatyn napinając mięśnie.
- Ty jakoś możesz tu być - szepnął smutno.
Trzeba mu w końcu znaleźć dziewczynę.
- Kurwa! Bo jestem jej chłopakiem! - warknął.
- Ile mam czekać? - teraz do pokoju wpadł jeszcze Mike.
- Co wy...do jasnej... - nie dokończył, chyba brakowało mu słów.
- Mike, bo ja właśnie się szykowałam do szkoły i wpadł Chaz i ten...- lekko wyjrzałam zza chłopaka.
- Jesteś w bieliźnie? - warknął.
- Nie?
Widziałam jak zaciska dłonie w pięści.
- Wyjdź zza Justina - szepnął.
- Nie
- Bieber odsuń się od niej.
Szatyn przesunął się w bok, a ja za nim.
- Spieszę się do szkoły! - krzyknęłam.
- Jak się matka dowie, albo ojciec to mnie zabiją!
- A kto im powie?
- Zaraz! Zaraz! Wy chyba nie myślicie, że...
- Myślimy! - wtrącił się głupio Chaz.
- Chaz! Wyjdź - warknął szatyn.
Chłopak posłusznie wyszedł z pokoju.
- Jeny! Mike, byłeś tu niecałe dwadzieścia minut temu! Wyjdź z mojego pokoju! - wrzasnęłam.
- Justin też ma wyjść! - krzyknął.
- To mój chłopak! Wyjdź! - wrzasnęłam.
Chłopak stał uparcie w drzwiach. Wyszłam zza szatyna, złapałam za szklankę z wodą i rzuciłam nią w...drzwi, ponieważ brunet w porę je zamknął. Byłam na niego wściekła, że wszystko chce mieć pod kontrolą. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do szafy. Wyjęłam z niej szybko jakieś ubrania, po czym natychmiast je na siebie nałożyłam. Podsuszyłam włosy i wyszłam z pokoju lekko je czochrając by nadać im puszystości.
- Jesteś na mnie zła? - spytał niepewnie szatyn.
- No co ty - zaśmiałam się i podeszłam do chłopaka.
- Muszę iść. Będziesz tu jeszcze jak wrócę, prawda? - zagryzłam dolną wargę.
- Oczywiście! - cmoknął mnie w usta.
- Do zobaczenia - mruknęłam smutno i zbiegłam na dół.
- Nie odzywaj się do mnie! - warknęłam widząc, że Mike chce coś powiedzieć. Szybko złapałam torbę i wybiegłam z domu wprost do auta Cass.
- Cześć! Przepraszam, przepraszam, przepraszam! - mocno zacisnęłam powieki.
- Dobra już. Nie ma sensu iść na pierwszą lekcję odezwała się Shay.
- Co z Justinem? - szepnęła Ash kiedy odjeżdżałyśmy już.
- Nie chcę o tym rozmawiać.
- Okey. - jęknęła.
A więc...przyjechałyśmy na drugą lekcję, mamy teraz biologię. Czekałyśmy pod klasą, czułam na sobie wzrok innych uczniów i to doprowadzało mnie do szału. Niektórzy mnie poznają, a niektórzy nie, bądź w ogóle mnie nie znają. Po szkole rozbrzmiał dzwonek na lekcje. Wszyscy weszliśmy do klasy, usiadłam razem z Ash w środkowej ławce, przed nami siedziała Cass i Shay.
- Dzień dobry! - odezwała się nauczycielka
- Dzień dobry - wszyscy mruknęli niechętnie.
- Podobno mamy nową uczennicę, proszę...może nam opowiesz coś o sobie? - spytała patrząc na mnie.
O nie! Tylko nie to! Nienawidzę publicznych wystąpień. Wszystkie oczy nagle skierowały się na mnie. Niechętnie wstałam z ławki i poszłam na środek. Głośno westchnęłam i lekko się uśmiechnęłam.
- Jedziesz Hastings! - krzyknęła Cass.
- Proszę o spokój! - warknęła nauczycielka.
- Nazywam się Jessica Hastings, no i ten...będę chodziła z wami do klasy - zaśmiałam się nerwowo.
- Może coś więcej? - spojrzała na mnie starsza kobieta siedząca za biurkiem.
- Myślę, że większość mnie tu zna. Mieszkałam tu niecałe trzy lata temu. - rzuciłam i usiadłam na swoim miejscu.
- Dobrze było - zaśmiała się Shay
W odpowiedział tylko parsknęłam śmiechem. Nauczycielka wydaje się być sympatyczna, zresztą każdy nauczyciel wydaje się dla mnie miły, który uczy biologii. Lubię ten przedmiot.
Na każdej następnej lekcji nauczyciele kazali mi się przedstawić, ponieważ nie każdą lekcję miałam z tymi samymi uczniami, ale na każdej byłam z którąś z moich dziewczyn. Moim zbawieniem okazuje się ostatnia lekcja. Mam już dość.
Wszyscy czegoś ode mnie chcą.
- Och, Ian! - uśmiechnęłam się do przyjaciela i cmoknęłam w policzek kiedy wychodziliśmy ze szkoły. Usiedliśmy na murku i czekaliśmy na resztę przyjaciół.
- Cześć Kochani - usłyszałam za sobą Shay. Szybko uściskała chłopaka i zaraz mnie.
- Idziemy? - spytałam.
- Mhm. Idziemy się napić - uśmiechnął się Lucas obejmując Cass.
Alkohol? Serio? Nie lubię alkoholu. Niechętnie wsiadłam z nimi do samochodu i pojechaliśmy do jakiegoś baru. Nie będę pić, nie będę pić! Powtarzałam sobie ciągle w głowie.
Jeden drink, drugi drink, trzeci drink. Zawsze miałam mocną głowę. Po chwili podszedł do nas jakiś mężczyzna w dopasowanym garniturze, ale z niego przystojniak.
- Myślałaś kiedyś, żeby zostać modelką? - mrugnął okiem do mnie.
Widziałam jak dziewczyny wstrzymują powietrze. Ledwo mogłam wydusić z siebie słowo. Mężczyzna widząc moją reakcję wręczył mi wizytówkę i odszedł. Wow! Zawsze marzyłam, żeby zostać modelką!
- Pokaż! - pisnęła Ash
- To pewnie jakiś zbok - warknął Luc.
- Zamknij się - powiedziała oburzona Cas.
Dziewczyny bacznie przyglądały się wizytówce.
- Zadzwonisz? - spytała
O cholera! Justin! Przecież on dzisiaj w nocy wyjeżdża! Wyjęłam telefon z kieszeni. 3 nieodebrane połączenia od Mike'a. CHolercia!
- Muszę już wracać - powiedziałam szybko.
- Co? Dlaczego? - spytała Shay
- Muszę - jęknęłam.
Szybko wybrałam numer do brata i odeszłam od stolika. Teraz poczułam, że kręci mi się w głowie i omal się nie przewróciłam.
- Mike! - zaśmiałam się do telefonu.
- Jess, gdzie jesteś? - usłyszałam jego troskliwy głos.
- Przyjedź po mnie z moim chłopakiem - zaśmiałam się.
- Jesteś pijana?
- Nieee! - parsknęłam śmiechem.
- Przyjedźcie po mnie. Ko-Kocham Cię - jeszcze raz wybuchłam śmiechem i rozłączyłam się, wcześniej podając adres baru. Znowu usiadłam ze znajomymi i wypiłam kolejnego drinka.
- Jessi już wystarczy - Ian wyrwał mi z ręki kieliszek.
Głośno westchnęłam i położyłam głowę na stole. Było mi strasznie ciężko. Słyszałam tylko ściszone głosy. Po chwili ktoś mnie podniósł i prowadził w stronę drzwi. Widziałam jak przez mgłę. Kiedy ja się ostatnio tak upiłam?
- Coś ty ze sobą zrobiła? - usłyszałam głos Justina.
Jest tu ze mną? Gdzie? Zaraz poczułam czyjeś ręce na swoich dłoniach.
- Justin - szepnęłam i z oczu zaczęły mi spływać łzy, ale dlaczego? Czułam się smutna? Ach tak! Zawsze upijam się na smutno i ryczę później póki nie wytrzeźwieję.
- Shhh... - uciszał mnie.
Oparłam głowę o jego ramię i zasnęłam.
***

Taki sobie! -,- Jenyyy! Jeszcze muszę wstawić rozdział na LOL ;< Wypełniajcie ankiety na moim drugim blogu.
Tagi: rozdział 22
09.01.2013 o godz. 16:30
- Naprawdę się o mnie bałaś? - spytał Jus, odrywając się na chwilę ode mnie.
Zagryzłam nerwowo dolną wargę.
- Nie, przyjechałam tu bo mi się nudziło - warknęłam i odwróciłam się na pięcie, kontynuując rozpakowywanie walizki. Po chwili poczułam na tali ciepłe ręce chłopaka. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem, ale dalej udawałam, że mnie to nie rusza.
- No przyznaj, że się bałaś - szepnął mi nad uchem, po chwili jego ciepłe wargi pieściły moją szyję.
- Tak, bałam się - szepnęłam niemalże niesłyszalnie.
- Co? Nie słyszałem - droczy się
- Bałam się - jęknęłam
- Głośniej - zaśmiał się
- Bałam się! - krzyknęłam i w tym samym czasie się do niego odwróciłam.
- Bałam się, że już Cię nie zobaczę, nie przytulę, nie pocałuję. Cholernie się bałam. Czułam się jakby mi się cały świat zawalił w jednej sekundzie. - powiedziałam na jednym tchu.
- Kocham Cię - szepnął szatyn i mocno mnie do siebie przytulił.
Wzięłam głęboki wdech, po czym lekko się od niego odchyliłam.
- Dlaczego musisz zniknąć? - spytałam patrząc na niego podejrzliwie.
Chłopak głośno westchnął i wypuścił mnie z objęć, odchodząc ode mnie na krok.
- No? Słucham? Chyba należą mi się jakieś wyjaśnienia?
- Jess...nie chcę Cię w to mieszać.
- Justin! Wmieszałam się w to wszystko odkąd się tu wprowadziłam. - warknęłam.
- Jess..
- Odpowiedz!
Chłopak przewrócił oczami, i zrobił minę jakby mi łaskę robił. Jeszcze raz wziął głęboki wdech.
- Bo...Jest pewien facet, który mnie już dooość długo ściga. I niedawno mnie namierzył - powiedział drapiąc się nerwowo po karku
- Za co Cię ściga? - spytałam krzyżując ręce na piersiach
- Po prostu mnie ściga!
- Justin...- nalegałam
- Jessi...zrobiłem coś strasznego- powiedział podchodząc do mnie i obejmując w pasie.
- Zabiłeś kogoś? - spytałam szeroko otwierając oczy
Oczy szatyna natychmiast pociemniały, a twarz skamieniała.
- Justin? Odpowiedz!
- Shawty, nie mieszaj się w to proszę - szepnął całując mnie w czubek głowy
Cholera! Czy on kogoś zabił? Mam się go bać?
- Aha...a więc na ile znikasz?
- Nie wiem. - powiedział wykrzywiając usta.
- Justin, nie zostawiaj mnie - szepnęłam.
- Nie zostawiam Cię - uśmiechnął się lekko
- Mogę jechać z tobą?
- W żadnym wypadku! To zbyt niebezpieczne - podniósł głos. - On nie może się o tobie dowiedzieć.
- Justin, przerażasz mnie - spojrzałam na niego do góry.
- Wyjadę po prostu na kilka miesięcy...
- Miesięcy? - krzyknęłam, nie dając mu dokończyć.
- Shawty...
- Chyba Cię do reszty popieprzyło! - krzyknęłam
Machnęłam rękoma, dając mu do zrozumienia, że muszę to przemyśleć i zeszłam na dół. Dopiero co przyjechałam, a on już wyjeżdża i to na kilka MIESIĘCY? Co on takiego zrobił, że aż tak długo musi się ukrywać?
- Cześć Chaz - uśmiechnęłam się do wysokiego chłopaka i mocno uściskałam.
- Hej, hej - odwzajemnił uścisk dwa razy mocniej.
- Chaz, dusisz mnie - zaśmiałam się.
- Przepraszam - wypuścił mnie z objęć i posłał uśmiech. Podeszłam do Ryana, który siedział obok Alfreda. Objęłam go ramieniem i ucałowałam w policzek, to samo zrobiłam z Alfredem.
- Czym to sobie zasłużyliśmy na takie powitanie? - zaśmiał się Alf.
- Och, stęskniłam się za wami - uśmiechnęłam się do chłopaków i wcisnęłam między nich.
- Wiesz, że jutro wracasz do szkoły? - spytał Mike pijąc piwo z butelki.
- Wiem - westchnęłam głośno i oparłam głowę o ramię Ryana.
Zaraz w salonie pojawił się Justin.
- Możemy pogadać? - spytał.
Przewróciłam oczami i pokiwałam przecząco głową.
- Jestem zmęczona - powiedziałam od niechcenia i zaczesałam włosy do tyłu.
- Z wami jest gorzej jak z małżeństwem - zaśmiał się Alf.
- Spadaj - warknęłam i dźgnęłam go łokciem w żebra.
- Sorry - jęknął.
Wyprostowałam się i postanowiłam, że powinnam wiedzieć co tu się wyrabia.
- A więc...o co...- nie skończyłam kiedy wszyscy się poderwali.
- Mamo? - Krzyknął Ryan
- To ten...ja muszę tam...- zaczął Alfredo pocierając rękoma o spodnie.
- A ja tam - powiedział Mike wstając od stołu i poszedł do swojego pokoju.
- No co jest? - krzyknęłam, ale nikt nie odpowiedział.
Teraz na miejsce bruneta usiadł Justin, czyli siedział na wprost mnie i po prostu na mnie patrzył.
- Możesz przestać tak na mnie patrzeć? - spytałam zbulwersowana.
- Nie - odpowiedział krótko.
Przewróciłam oczami i obróciłam głowę w lewą stronę rozglądając się po suficie.
- Pogadamy?
- Jestem zmęczona - wymusiłam ziewanie.
- Rano?
- Rano idę do szkoły
- Po szkole?
- Hm...nie wiem, może pójdę do Cassie.
- Jessica! Nie możesz mnie teraz unikać! - uniósł się szatyn.
Spojrzałam na niego, jego oczy były niemalże czarne ze złości.
- Jak będziesz chciał mi powiedzieć prawdę, to pogadamy. - powiedziałam i wstałam z kanapy kierując się na górę do siebie.
Weszłam do pokoju i od razu zaczęłam zdejmować z siebie ciuchy, aż pozostałam w samej bieliźnie. Podeszłam do komody i wyjęłam z niej świeżą bieliznę.
- Jessica - usłyszałam lekko zachrypnięty głos szatyna, aż podskoczyłam.
- Boże! Puka się! - warknęłam.
Chłopak zlustrował mnie kilka razy od góry do dołu i oblizał usta. No tak! Jestem w samej bieliźnie! Skrzyżowałam ręce próbując się jakoś zasłonić.
- Wstydzisz się mnie? - spytał podchodząc do mnie bliżej.
- Jestem zmęczona
Chłopak pokręcił z rozbawieniem głową i stanął na przeciwko mnie. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Delikatnie wsunął rękę pod moją rękę łapiąc mnie w tali i mocno do siebie docisnął, aż ledwo łapałam powietrze. W tej chwili mój oddech był przyspieszony i urywany, zresztą jego też. Odłożyłam bieliznę na komodę i powoli nasze twarze się zbliżały. Patrzyłam to na jego usta, to na oczy. W końcu połączyliśmy się w jeden pocałunek. Chłopak przejechał językiem po mojej dolnej wardze, po czym rozchylił mi nim usta. Nasze języki od razu zaczęły ze sobą współgrać. Jego druga ręka powędrowała na mój odkryty do połowy pośladek, ponieważ miałam na sobie koronkowe bokserki. Jego ręka zjechała na moją nogę podkulając ją. Zaplotłam ją na jego nodze, nie przerywając pocałunku.
- Justin...nie jesteśmy samy - szybko oderwałam się od szatyna i odeszłam na krok.
Chłopak nabrał powietrza do płuc i przeczesał palcami idealnie ułożone włosy.
- Idę pod prysznic - oznajmiłam starając się uspokoić swój oddech .
- To ja poczekam - uśmiechnął się zadziornie i usiadł na moim łóżku.
Poszłam do łazienki. Włączyłam sobie muzykę na telefonie i rozebrałam sie z bielizny. Cholera! Zapomniałam czystej bielizny!
- Justin! Przynieś mi bieliznę z komody - krzyknęłam i zagryzłam dolną wargę. Po chwili usłyszałam pukanie do drzwi. Owinęłam się w ręcznik i wystawiłam głowę.
- Mike? - spytałam zdziwiona
- Przyszedłem sprawdzić, czy już śpisz. Justin śpi na dole. Nie będziecie przecież spali razem - zaśmiał się i podał mi bieliznę.
- To jest mój chłopak! Mogę z nim spać - warknęłam.
- Idź się kąp - skrzywił się i zamknął mi drzwi.
Co on sobie myśli? Przecież jetem już prawie pełnoletnie. Niektóre dziewczyny w moim wieku już dawno chodzą z brzuchem, a ja nie mogę spać z chłopakiem w jednym łóżku. Boże! Co on by zrobił jakby się dowiedział, że tyle razy już spał w moim łóżku. Wolę nie myśleć. Weszłam pod prysznic, wtarłam w ciało wiśniowy żel, po czym spłukałam powstałą pianę. Nie potrafię się długo gniewać na Justina, no chyba, że w bardzo, bardzo słusznej sprawie. Rozumiem, że się o mnie boi i dlatego nie chce powiedzieć o co chodzi.
Rozczesałam włosy, ubrałam bieliznę, nakremowałam ciało, ściągnęłam z wieszaka bluzkę Justina i swoje szorty, po czym ubrana wyszłam, gasząc za sobą światło. Myślałam, że będę mogła z nim spać. Usiadłam na łóżku i zadzwoniłam do Cassie.
- Hej Cassie
- Och, Jess. Co z Justinem?
Hm...skoro ma się ukrywać, to chyba nie powinnam jej o tym mówić?
- Nic nie wiem - szepnęłam.
- Jej...- usłyszałam jak bierze wdech.
- Chciałam tylko powiedzieć, że wróciłam.
- Przyjadę po ciebie o 7:40, dobrze?
- Jasne, dzięki - uśmiechnęłam się do telefonu.
- Do zobaczenia jutro, pa
- Pa, Kocham Cię - rozłączyłam się.
Opadłam plecami na łóżko. Ktoś puka.
- Tak? - podniosłam się leniwie.
- Ćśś...- Justin przystawił sobie wskazujący palec do ust, zamknął za sobą drzwi na klucz i szybko wskoczył na łóżko.
- Nie lubię jak się na mnie gniewasz - mruknął.
- Już się nie gniewam - szepnęłam i cmoknęłam go w nos.
- Cholernie za tobą tęskniłem - wyznał.
- Ja za tobą też - uśmiechnęłam się i splotłam nasze dłonie.
- Justin, kocham Cię. Nie rób mi tego więcej - spojrzałam mu prosto w oczy
- Przepraszam - szepnął.
- Jessica! - krzyknął zza drzwi Mike
- Kurwa - przeklął pod nosem Justin i cicho się zaśmiał.
- Do łazienki - szepnęłam i pociągnęłam za sobą szatyna.
- Jestem w łazience! - krzyknęłam.
- Nie kłam! Otwórz te drzwi, bo wejdę z nimi! Justin ma wrócić do siebie
- Nie ma go tu!
- Wiem, ze jest
- Kłamiesz!
Justin tylko przysłuchiwał się naszej kłótni i cały czas mnie rozpraszał, całując po szyi.
- Jessica! - warknął brunet.
- Jestem w ubikacji! - Dusiłam w sobie śmiech.
- Za pięć minut wchodzę!
- Justin - szepnęłam, wzdrygając się.
- Musisz wyjść - zaśmiałam się cicho.
- A przyjdziesz? - spytał
- Nie przepuszczę takiej okazji - zaśmiałam się.
- Okey - ostatni raz pocałował mnie namiętnie, po czym obydwoje wyszliśmy z łazienki.
- Już otwieram!
Otworzyłam drzwi i przepuściłam Justina. Mike zmierzył go tylko mroźnym wzrokiem i spojrzał na mnie.
- Masz szczęście, bo już miałem wchodzić - powiedział Mike krzyżując ręce na piersi.
- Mhm - zaśmiałam się.
- Dobranoc - uśmiechnęłam i posłałam bratu buziaka.
- Dobranoc - uśmiechnął się Justin, stojący za Mike'iem
- A ty! do swojego pokoju! - warknął brunet.
- Tylko z tobą - zaśmiał się szatyn.
- Ktoś tu się żartów trzyma - warknął.
- Mogę iść spać? - przeskakiwałam z nogi na nogę.
- Ta - mruknął i odeszli razem.
Czekałam do pierwszej w nocy. W końcu poszłam do pokoju gościnnego w którym spał Justin. Dom był duży, za duży dla nas, dlatego się wyprowadziliśmy.
Cicho weszłam do pokoju i położyłam się pod kołdrą.
- Justin? - szepnęłam uśmiechając się sama do siebie.
- Nie ma Justina
- Mike? - poderwałam się z łóżka i zapaliłam lampkę.
- Niespodzianka - warknął.
- Ty idioto! - krzyknęłam
- Cicho! Wszyscy śpią - próbował mnie uciszyć.
- Gdzie jest Justin? - krzyknęłam szeptem
- W moim pokoju. Nie będziecie spali razem. Jestem twoim bratem i teraz prawnym opiekunem. - wydymał usta dumnie.
- Tu się puknij idioto - popukałam się w głowę.
- Idę do Justina!
- Nie!
- Tak! To mój chłopak, a skoro zaraz wyjeżdża chcę z nim pobyć te ostatnie dnie - warknęłam.
- To tylko kilka miesięcy - zadrwił.
Zmrużyłam oczy i pokręciłam głową.
- Wychodzę - syknęłam.
- Nie przychodź mi później z dzieciakiem!
- Z jakim dzieciakiem? Boże! Przestań wreszcie oglądać nastoletnie matki!
- Ale to jest fajne - burknął obrażony.
Pokręciłam głową i wyszłam z pokoju.
- Dobranoc! - warknęłam jeszcze.
Poszłam do pokoju Mike'a tak jak mówił. Weszłam po cichu i zaraz skoczyłam pod kołdrę.
- Już jestem - szepnęłam.
- Co?
- Justin?
- Dla Ciebie mogę być kim tylko zechcesz - usłyszałam głos Ryana.
- Kurwa! Gdzie śpi Justin? - wyskoczyłam z łóżka.
- Wracaj do łóżka - zaśmiał się
Przyłożyłam rękę do czoła i wyszłam z pokoju. Weszłam do następnego wolnego pokoju.
- Justin?
Cisza
- Justin? - ponowiłam
- Chaz! - warknął.
- Sorka - zagryzłam dolną wargę i zamknęłam za sobą drzwi.
- Czekaj! - krzyknął.
- Justin poszedł do Ciebie.
- Dzięki - szepnęłam.
Poszłam do swojego pokoju, na łóżku czekał oczywiście Justin. BEZ KOSZULKI! W SAMYCH DRESACH! Boże, jak ja tęskniłam za tym ciałkiem.
- Gdzieś ty była?
- Wskoczyłam bratu do łóżka - warknęłam
- A później odwiedziłam prawie każdego z twoich kolegów, ale Ciebie nie mogłam znaleźć. - zaśmiałam się i zamknęłam na klucz drzwi.
- Sorka, zapomniałem Ci powiedzieć, że śpię w jednym pokoju z Chazem - zaśmiał się i podszedł do mnie.
- Taki tam szczegół - zadrwiłam kpiąco.
- No przepraszam - mruknął
- Dobra już - zaśmiałam się.
- Mamy błogosławieństwo od Mike'a, ale z dzieciakiem mamy nie przychodzić - parsknęłam śmiechem.
Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony lekko rozchylając usta. Widząc jego minę szybko wetknęłam mu język w buzię, co odwzajemnił.
Poszliśmy na łóżko. Zgasiłam lampkę i leżeliśmy w całkowitej ciemności.
- Naprawdę musisz wyjeżdżać? - mruknęłam wtulając się w jego klatkę piersiową.
- Nie chcę, ale muszę - szepnął gładząc mnie po głowie.
- O co chodzi? Proszę powiedz mi
Chłopak wziął głęboki wdech, aż poczułam ja jego klatka się unosi.
***

Jestem pod ogromnym wrażeniem, że pod poprzednim rozdziałem tyle komentarzy się pojawiło! o.O! Ale miło mi, że jednak wam się podobało. To tyle. Do następnego :** Zapraszam na Never Let You Go, proszę wypełnijcie ankiety ;/// Są mi potrzebne do drugiego opowiadania;*
Tagi: rozdział 21
02.01.2013 o godz. 21:45
- Nie po to o Ciebie walczyłem, żebyś to teraz spieprzyła! - wrzasnąłem i szarpnąłem ją za nadgarstek.
- Czy ktoś mi wytłumaczy co tu się dzieje? - usłyszałem za sobą głos Riah.
- Co TY tutaj robisz? - W końcu się odezwała Jess.
- Zapytaj swoją przyjaciółkę - warknąłem i kiwnąłem głową na dziewczynę.
- Ej! Stary, uspokój się - ktoś szarpnął mnie za ramię
- Lepiej usiądź! - wycedziłem przez zaciśnięte zęby i popchałem chłopaka, żeby usiadł.
- Jessica! Kim on dla Ciebie jest? - krzyknęła Mia
- To..To..- nie mogła wydusić z siebie słowa
Właśnie, kim ja teraz dla niej jestem? Jej byłym?
- To jest kumpel mojego brata - wydusiła
Nagle brunetka wyrwała mi się z uścisku. Kompletnie nie rozumiałem dlaczego się mnie bała.
- Justin! Ja nie biorę! - krzyknęła łamiącym się głosem
- To nie wygląda jak kumpel brata - spojrzała na nas pytając Riah.
- Dobra! - krzyknęła Jess wystawiając ręce jak w obronie.
- Justin! To jest mój były chłopak! - warknęła i wybiegła z domu z płaczem. Wszyscy patrzyli na mnie ze zdziwieniem. Czym prędzej wybiegłem za dziewczyną.

Jess

Wybiegłam szybko na podwórko. Pochyliłam się opierając ręce na kolanach i łapczywie nabierałam powietrza do płuc, dławiąc się łzami.
- Jess - usłyszałam obok siebie jego ciepły głos. Był już spokojny. Lekko objął mnie w pasie. Otarłam łzy i wyprostowałam się.
- Wyjechałam tu, żeby odpocząć. Justin...duszę się - szepnęłam patrząc na niego przez załzawione oczy.
- Nie zrobiłem tego specjalnie. Nie wiedziałem, że będziesz tu akurat.
- Więc bawisz się w narkotyki...po tym wszystkim? - przełknęłam głośno ślinę.
- To nie tak...ja po prostu...Tylko to mi zostało - szepnął spuszczając głowę w dół.
Głośno westchnęłam.
- Dlaczego mi nie powiedziałeś, że twoi rodzicie płacili za mój szpital?
Chłopak szybko podniósł głowę zaskoczony najwyraźniej moim pytaniem.
- Skąd o tym wiesz? - spytał
- Rodzice mi powiedzieli
- To było jedyne wyjście. Tamten szpital Ci nie pomógł
- Więc dlaczego Jaxon nie jest w Seattle?
- Bo...bo Jaxon sam tego chciał. Nie chciał niczyjej pomocy. - powiedział patrząc w ziemię.
- Bierzesz? - spytał po chwili ciszy.
- Naprawdę myślisz, że mogłabym brać to świństwo? nigdy tego nie wzięłam z własnej woli - spojrzałam prosto w oczy szatyna i..utonęłam. Justin również patrzył mi w oczy, ale po chwili oderwał wzrok.
- Będę już leciał, mam długą drogę przed sobą. - szepnął.
- Tęsknię za tobą. Naprawdę żałuję to co zrobiłem - mruknął. Podniósł mój podbródek i złożył pojedynczy pocałunek na moich usta, po czym odszedł w stronę samochodu.
Lekko się uśmiechnęłam i wróciłam z powrotem do domu. No przecież, nie pobiegnę i nie rzucę mu się na szyję krzycząc 'wybaczam Ci'' bo powiedział, że żałuje.
- Dlaczego nie mówiłaś, że masz takiego gorącego chłopak? - zaatakowała mnie na wejściu Riah.
- Bo to nie jest już mój chłopak? - warknęłam i usiadłam na kanapie.
- Boże, a ja się tak starałam o jego względy - zaśmiała sie szatynka.
- Teraz jest wolny - mruknęłam. Sama nie wierzyłam w to co mówię.
- Zależy mu na tobie - wypaliła Mia
Podniosłam na nią wzrok.
- Dlaczego tak uważasz? Przecież widzieliście tylko naszą kłótnie.
- Jego mina jak Cię zobaczył. A później...krzyczał na Ciebie bo się martwi - uśmiechnęła się serdecznie.
- Właśnie...z czego on Cię wyciągnął? Brałaś? - spytał Ethan
- Nieważne - szepnęła odwracając wzrok.
- No...nam chyba możesz powiedzieć - lekko podniósł głos, jakby to było coś strasznego, ze nie chcę im czegoś powiedzieć.
- Muszę się zbierać. Za dwa dni wracam. - pożegnałam sie z każdym z osobna i wyszłam.

Jutro wyjeżdżam. Usiadłam na łóżku i odetchnęłam z ulgą. Przed chwilą pożegnałam się z Megan. Zaplanowałyśmy, że następnym razem to ona do mnie przyjedzie. Moje rozmyślenia parzerwał głośny dzwonek telefonu. Wyjęłam go z kieszenie i przystawiłam do ucha.
- Tak?
- Boże Jessica! Dom Justina się pali! - wykrzyczała Cass
- Co? - natychmiast wstałam z łóżka, ogarnęła mnie fala gorąca, a serce podskoczyło do gardła.
- Nie wiadomo, czy był w środku. Jessica! Wracaj szybko - krzyknęła roztrzęsiona blondynka do telefonu.
Rozłączyłam się i zaczęłam szybko pakować swoje rzeczy.
- Mamo! - krzyknęłąm drżącym głosem.
- Słucham kochanie? - w pokoju zaraz pojawiła się kobieta
- Co się stało? - spytała zaskoczona
- Proszę, zamów mi najszybszy lot do Kanady - wydukałam.
- Do..brze - powiedziała i wyszła z pokoju.
Kiedy już wszystko spakowałam, prędko zbiegłam na dół z walizkami.
- Masz samolot za piętnaście minut. Nie wiem czy zdążymy - powiedziała kobieta i szybko złapała za kluczyki od samochodu.
- Alaric! Jadę z Jessicą na lotnisko - krzyknęła i razem wyszłyśmy do samochodu.
- Co się stało? - ponowiła pytanie szatynka
- Nie teraz mamo - szepnęłam ocierając mokre policzki.
Próbowałam wybrać numer Mike'a, ale nie odbierał. Reszta chłopaków tak samo. Co tu się do cholery jasnej dzieje?
Nogi miałam jak z waty. Muszę się tak znaleźć jak najszybciej.
- Kocham Cię mamo. Przepraszam za kłopoty - powiedziałam i ucałowałam mamę w policzek.
- Pa, Kocham Cię - rzuciła, kiedy już odchodziłam.
Co jeśli Justin był w domu? Nie! Nie! Nie! Nawet tak nie myśl Jess. Biegłam z walizką prze lotnisko i w ostatniej chwili zdążyłam. To wszystko dzieje się tak szybko, że sama się gubię. Ludzie dziwnie się na mnie patrzyli. No w końcu chyba nie codziennie widzi się zapłakaną dziewczynę na lotnisku. Teraz na pewno nie dowiem się co z Justinem. Nie można używać telefonów w samolocie. Zostałam ja i mój głupi mózg, który co chwilę wymyślał najgorsze scenariusze. Lot cholernie się dłużył. Już się nieco uspokoiłam, ale serce nadal biło mi jak szalone. Włożyłam słuchawki do uszu i mając nadzieję, że jakoś mnie to uspokoi wygodnie się rozsiadłam w fotelu. Nie skupiłam się nawet na lecącej melodii, co chwilę myślałam o Justinie. Mam tylko nadzieję, że nic mu nie jest. Boże! Nie wybaczę sobie tego, że mu nie wybaczyłam jeśli ostatni raz go widziałam w Nowym Jorku. W końcu mogłam trochę odpocząć i zasnęłam. Obudziłam się przed samym lądowaniem. Wyjęłam szybko walizkę z górnej półki i wybiegłam z samolotu. Łzy znowu cisnęły mi się do oczu. Kiedy już wybiegłam z lotniska, wyszłam na środek ulicy i łapałam taxi. Podałam adres mężczyźnie i zaraz odjechaliśmy.
Minęło już tyle godzin od pożaru.
- Mike! -krzyknęłam kiedy w końcu odebrał.
- Co się dzieje z Justinem? - spytałam drżącym głosem.
- Jess? Skąd wiesz o Justinie?
- Boże Mike! Co się z nim dzieje? - spytałam bezradna. Po moich policzkach znowu płynęły łzy.
- Jest u nas...- Nie dałam mu dokończyć kiedy się rozłączyłam.
- Może pan szybciej jechać? - spytałam nerwowo bawiąc się kawałkiem materiału od mojej bluzki.
- Przykro mi, ograniczenie prędkości panienko.
- Kurwa! - Przeklęłam pod nosem
Kiedy byliśmy już na miejscu. Szybko zapłaciłam mężczyźnie i wybiegłam z walizką z samochodu. Z rozmachem otworzyłam drzwi.
- Gdzie Justin? - spytałam na wejściu.
Wszyscy spojrzeli na mnie jak na idiotkę. Na chwilę przerywając grę.
- W kuchni?? - odezwał się Chaz.
Rzuciłam walizkę w kąt i pobiegłam do kuchni. Boże! Co za ulga, widząc go żywego i całego.
- Justin! - krzyknęłam przez płacz i mocno wtuliłam się w szatyna.
- Jessica? Co ty tu robisz? - spytał zdziwiony Bieber odsuwając mnie od siebie lekko.
- Cassie zadzwoniła do mnie, że twój dom się pali. Bałam się o ciebie - powiedziałam na jednym tchu.
- Ale miałaś wrócić dopiero jutro - przytulił mnie ponownie szatyna.
- Boże! Martwiłam się o ciebie kretynie! A ty jak gdyby, nigdy nic. Siedzisz sobie z chłopakami i grasz w gry, kiedy twój dom się pali? - krzyknęłam ocierając swoje mokre policzki.
- To było ukartowane - wtrącił się Mike
- Co? - spytałam z niedowierzaniem
- Justin musi na jakiś czas zniknąć, więc ukartowaliśmy, że się spalił.
- I nie mogliście mnie poinformować? - wydarłam się.
Emocje jakie we mnie się teraz zebrały, były nie do opisania. Miałam ochotę ich wszystkich rozszarpać.
- Idioci! - warknęłam, odepchnęłam od siebie szatyna i poszłam na górę. To ja na łeb na szyję szybko tu leciałam, a oni sobie grają w gry szczęśliwi. Ścierałam kolejne porcje łez z policzków i powoli się rozpakowywałam. Zajęcie przerwało mi pukanie do drzwi.
- Proszę - szepnęłam i spojrzałam na drzwi.
- Przepraszam, że Ci nie powiedzieliśmy - do pokoju wszedł Justin.
- Co wyście sobie myśle....- nie dane było mi skończyć, kiedy w moje usta wpił się szatyn.

***

Ale chujstwo wyszło -,- Tyle w tym temacie. Nie zdziwię się nawet jak nie będzie tu komentarzy -.- Zaparszam na mojego TT @Juuust_Smile
Tagi: rozdział 20
31.12.2012 o godz. 15:51
- Jessy? - spojrzał na mnie zdziwiony Mike.
No tak, musiałam wyglądać strasznie! W nocy płakałam, teraz płaczę! Dobrze, że zasnęłam w ubraniach. Szybko wybiegłam z domu z płaczem.

Kocham ją! Gdybym tylko mógł cofnąć ten pieprzony czas! Zbiegłem za dziewczyną na dół. Wszyscy spojrzeli na mnie jak na bandytę.
- Justin? Co ty tu robisz? - zapytała Jazzy
- Mike! Co wyście najlepszego zrobili! - wrzasnęła do nich moja siostra.
Wszyscy patrzyli na nią zdziwieni.
- Jazzy, proszę! Ja ją naprawdę Kocham
- Trzeba było myśleć co robisz na plaży! - warknęła i wyszła z domu, zapewne do Jessy.
- Justin, wytłumaczysz mi to wszystko? Mieliście się pogodzić, a moja siostra wybiega z płaczem - powiedział oschle Mike
- Mike, to moja i Jessici sprawa.
- Ale to moja siostra! Nie pozwolę jej zranić żadnemu dupkowi! - krzyknął i szedł w moją stronę.
- Mike! Uspokój się, Justin ma rację. To ich sprawa. Jessy jest bezpieczna z Jazzy - powiedział Alf.
- Mów co jej zrobiłeś! - krzyknął brunet
- Nic!
- To dlaczego ku*wa płacze?!
- Widziała jak...prawie całowałem się z inną. - szepnąłem
- Co ku*wa! Co?! - krzyknął i przygwoździł mnie do ściany.
- Mike! To ich sprawa! - krzyknął Chaz i razem z Ryanem odciągnęli ode mnie bruneta.
- Błagaj ją na kolanach idioto! - warknął Mike

Szłam przed siebie cały czas wycierając mokre policzki.
- Jessy! - usłyszałam za sobą głos Jazzy
- Chcę być sama - krzyknęłam i szłam dalej.
Nagle dziewczyna mocno mnie przytuliła.
- Ćććć - uspakajała mnie
- On nie wie co stracił.
- Jazzy...ja go Kocham - wydukałam
- Wiem kochanie, wiem - przeczesała mi włosy szatynka
- Chodź...wracajmy do domu
- Nie chcę... on tam na pewno jest.
Dziewczyna głośno westchnęła.

- Nic się nie stało mamo - zaśmiałam się nerwowo
- Po prostu was odwiedzę. Przyjadę na dwa tygodnie. Możesz mi zamówić bilet na popołudnie?
- Dobrze kochanie. Czekamy na Ciebie. - rozłączyła się kobieta.
- Jadę do Nowego Jorku na dwa tygodnie, nie mów Justinowi gdzie konkretnie jestem - szepnęłam do brata i ze spuszczoną głową poszłam na górę się pakować. Weszłam do pokoju i zaczęłam pakować rzeczy do walizki. Dzisiaj wylatuję do Nowego Jorku, muszę odpocząć od tego wszystkiego.
- Tak? - przyłożyłam telefon do ucha
- Skarbie masz samolot za godzinę. Zdążysz?
- Tak. Do zobaczenia i dziekuję - tym samym się rozłączyłam. Właśnie kończyłam pakowanie, kiedy usłyszałam krzyki Justina.
- Gdzie ona jest?! Nie może wyjechać! - słyszałam jego krzyki z dołu
- Justin, uspokój się. Jak myślisz, przez kogo wyjeżdża? - krzyknął Mike
- Jessy! Jessy!
Z moich oczu zaczęły spływać łzy. Dalej pakowałam rzeczy, co chwile ścierając z policzków łzy.
- Puść mnie! Muszę się z nią zobaczyć! - krzyczał szatyn
- Nie! Ona nie chce się z tobą widzieć. Dość już zrobiłeś
- Jessy! - słyszałam łamiący się głoś Justina.
Nagle do pokoju wpadł Bieber i zamknął za sobą drzwi.
- Jessy...wysłuchaj mnie proszę - szepnął opierając się o drzwi
- Jessica! Wpuść mnie - do drzwi dobijał się Mike
Nie mogłam wydusić z siebie słowa, stałam i patrzyłam na Justina.
- Jessica, kocham Cię - powiedział szatyn zamykając drzwi na klucz i idąc w moja stronę.
- Justin, proszę Cię wyjdź. Zaraz mam samolot do Nowego Jorku.
- Nie możesz mnie zostawić, Kocham Cię
- Już to mówiłeś - pociągnęłam nosem i usiadłam na łóżku, a obok mnie Bieber
- Proszę - szepnął i ucałował mój czubek głowy.
Oparłam głowę na jego ramieniu
- Jessica! W porządku? - pod drzwiami dalej stał Mike
- Tak - odchrząknęłam
- Proszę, nie przeżyję bez Ciebie - szepnął
- Nie potrafię Ci drugi raz zaufać, przepraszam - starłam z policzka łzy
- To był błąd, cholernie tego żałuję, ale nie cofnę już czasu
- To wszystko mnie przytłacza...nie radzę sobie z tym wszystkim. Muszę wyjechać.
- Co mam zrobić, żebyś mi wybaczyła?
- Nic. Nie potrafię...Muszę już iść.
- Mogę Cię zawieźć?
- Nie...zrobi to Mike - uśmiechnęłam się blado i podniosłam z łóżka. Nachyliłam się jeszcze nad chłopakiem i złożyłam ciepły pocałunek na jego ustach.
- Do zobaczenia - szepnęłam i wyszłam z walizką.
- Zawieziesz mnie na lotnisko? - zapytałam brata
- Jasne, a co z Justinem?
W milczeniu wyszłam z domu ciągnąc za sobą jedną czarną walizkę.
- Wyjeżdżasz przez niego, tak? - spytał Mike odpalając samochód.
- Nie chcę o tym rozmawiać - szepnęłam i patrzyłam w boczną szybę.
Jechaliśmy w milczeniu, tego mi właśnie trzeba było. Weszliśmy na lotnisko, było trochę tłumu.
- To do zobaczenia za dwa tygodnie - uśmiechnęłam się do brata i mocno go uściskałam.
- Szkoda, że wyjeżdżasz, nie zdążyłem się tobą nacieszyć po powrocie - mruknął
- Przecież za dwa tygodnie wracam - zaśmiałam się.
- Muszę już iść - cmoknęłam brata w policzek i poszłam w stronę wejść do samolotu. Podałam swoje dane i weszłam na pokład. Usiadłam wygodnie w fotelu, założyłam słuchawki na uszy i rozpłynęłam się w muzyce.
- Oddaj mi telefon kretynie! - krzyknęłam do Justina
- ''Mmm...widziałaś jak się uśmiecha?'' - czytał na głos moje sms
- E Bieber! Pokaż - zaśmiał sie Chaz
- Nie! - krzyknęłam
- Z kim to moja siostrzyczka flirtuje? - parsknął śmiechem Mike
- Jesteście okropni! - tupnęłam nogą
Justin zrobił to samo przedrzeźniając mnie.
- Zaraz Cię uderzę! - zmrużyłam oczy
Biebs pokazał mi język i głupio się uśmiechnął. Ruszyłam w jego stronę.
- Zabije Cie! - krzyczałam biegając po całym domu za szatynem
- ''Mmm...widziałaś jak się uśmiecha?'' - powtórzył treść mojego sms
- Ty idioto!! - krzyczałam na całe gardło.

Pomyśleć, że kiedyś się tak nienawidziliśmy. To była jedna z wielu kłótni pomiędzy mną, a chłopakami. Na samo wspomnienie się uśmiechałam. Tak o to zasnęłam, myśląc o Justinie.
- Przepraszam, dolecieliśmy już - szturchała lekko moje ramie młoda blondynka.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się i szybko wstałam.
- Jessica! - krzyknęła rozradowana mama
- Cześć - uśmiechnęłam się i uściskałam rodziców.
- Na ile przyleciałaś? - spytał ojciec
- Już mnie nie chcecie? - zaśmiałam się
- Na dwa tygodnie
- A co ze szkołą? - spytał
- Mike to załatwi. Możemy już jechać do domu?
- Alaric! Przestań ją zadręczać i jedźmy - mama szturchnęła ojca w ramię.
Wszyscy ruszyliśmy do samochodu.
- Tak się cieszę, że jesteś cała i zdrowa. Nawet nie wiesz jak bardzo jesteśmy wdzięczni rodzicom Justina - uśmiechnęła się mama
- Rodzicom Justina? A co oni zrobili? - popatrzyłam na kobietę ze zdziwieniem i zapięłam pas.
- No...umieścili Cię w najlepszym szpitalu w Seattle
- Co? - przełknęłam głośno ślinę
- W Seattle mają najlepszy szpital - uśmiechnął się ojciec do lusterka.
Boże! Nic nie wiedziałam! Dlatego specjalnie mnie tam zabrał. Zależy mu na mnie...ALE I TAK CAŁOWAŁ SIĘ Z INNĄ.
Po dwudziestominutowej drodze w końcu znaleźliśmy się w domu.

- Kiedy on w końcu przyjedzie? - mruknęłam podpierając się na łokciach na stoliku, na którym były porozstawiane puszki piwa. Nie pije, jeśli o to chodzi. Jest po prostu mała impreza zorganizowana przez starych znajomych. Nie wiedziałam tylko, że wpakowali się w narkotyki. Powoli usypiałam. Podobno koleś, który ma przywieźć im towar jest z Kanady. Trochę ma do Nowego Jorku, że jemu się chce? Riah mówiła, że to niezłe ciacho i ma dobry towar, tyle, że jest niedostępny dal wszystkich lasek. Albo tylko dla Riah! To dopiero flirciara. W końcu usłyszałam upragniony dzwonek przez znajomych. Riah pierwsza poderwała się do drzwi.
- Ej! I tak Ci nie ulegnie - warknęła Mia
Dziewczyna odwróciła się i pokazała blondynce środkowy palec.
- Co wy w nim widzicie? - zaśmiał się Ethan.
- Ja go nie znam - mruknęłam podpierając głowę na rękach opartych na stoliku, obok mnie leżały zużyte hermetyki z nalotem białego proszku. Chyba popełniłam błąd przychodząc tu.
- Nie znasz się! - warknęła Lucy
- Heej - powiedziała zalotnie Riah.
Nawet nie miałam ochoty się odwracać, moje myśli co chwile kierowały sie na Justina.
- Wejdź - zaprosiła prawdopodobnie tego chłopaka do domu.
- Jessy, dobrze się czujesz? - spytała Mia
- Mhm - mruknęłam ledwo słyszalnie
- Ile chcesz? - spytała
Nie usłyszałam ceny.
- A nie można tego załatwić w inny sposób? - zaśmiała się melodyjnie.
Po chwili obok mnie przysiadł się Austin, nachylił się i wciągnął ostatnią kreskę, która mu została.
- Sorry, tylko pieniądze - rzucił chłopak.
Byłam odwrócona do nich plecami, więc nie widziałam co robią.

Odkąd wyjechała Jess, minęło półtora tygodnia. Przez ten czas wróciłem do pracy, pomagałem Mike'owi. Rozwoziłem narkotyki. Dostałem telefon, że potrzebują mnie w Nowym Jorku i dobrze zapłacą. Droga była długa, ale w końcu dojechałem na miejsce. Jak zwykle powitała mnie Riah. Czy ona kiedykolwiek da sobie spokój? Wszedłem do środka, wszyscy byli już nieźle nawaleni. Moją uwagę przykuła brunetka siedząca do nas tyłem. Trochę przypominała mi Jessice, ale Jess nie pakuje się już w narkotyki.
- Kto to? - spytałem szatynkę, z którą miałem się wymienić.
Dziewczyna przewróciła oczami i odwróciła głowę.
- Jessica - podniosła głos, by ją usłyszała.
Nie...to niemożliwe...Ona już nie bierze. Oby to nie była Jess. Przecież, nie tylko ona jest brunetką w Nowym Jorku.
- Co? - mruknęła nie odwracając się do nas.
- Podejdź tu na chwilę. Przedstawię Cię - powiedziała niechętnie.
- Nie masz u niej szans - szepnęła do mnie Riah.
Brunetka się podniosła i odwróciła w naszą stronę.
- No chodź! Ducha zobaczyłaś? - zaśmiała się
- E...E...Ja muszę wracać do domu, mama dzwoniła - wydukała
- Co sie dzieje? - wstała Mia jak dobrze pamiętam.
- Przepraszam na chwile - powiedziałem do szatynki i podszedłem do Jessici.
- Wy się znacie? - zdziwiła się Riah.
- Co ty tu do cholery jasnej robisz? - wrzasnąłem zaciskając dłonie w pięści. Aż się we mnie gotowało. Nie pozwolę na to, żeby wróciła do narkotyków.

***

Eee...Dodałam rozdział, bo tak ładnie skomentowałyście XD Ale rozdział wyszedł taki sobie -,- Nie podoba mi się ;// To tyle ;< WESOŁYCH ŚWIĄT!!

Tagi: rozdział 19
24.12.2012 o godz. 17:36
justsmile
Take-it-seriously
Skąd: Polska
O mnie: Mój ask http://ask.fm/juustsmmile, a to mój drugi blog: http://of-the-enemy-to-best-boyfriend.blogspot.com/ Twitter https://twitter.com/Juuust_Smile
statystyki